Koniec ekspresowej i niezwykle nieudanej misji ratunkowej na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Herve Renard po zaledwie dwóch meczach na stanowisku selekcjonera reprezentacji Tunezji ogłosił swoje odejście. Afrykańska drużyna żegna się z mundialem z fatalnym bilansem i zerowym dorobkiem punktowym.

- Herve Renard zrezygnował z funkcji trenera Tunezji po poprowadzeniu drużyny w zaledwie dwóch spotkaniach fazy grupowej mundialu.
- Francuz zastąpił zwolnionego w trakcie turnieju Sabriego Lamouchiego, jednak pod jego wodzą Tunezyjczycy przegrali z Japonią (0:4) oraz Holandią (1:3).
- Reprezentacja Tunezji zakończyła udział w mistrzostwach świata na ostatnim miejscu w grupie F, nie zdobywając ani jednego punktu.
Mundial w 2026 r. przejdzie do historii tunezyjskiego futbolu jako pasmo organizacyjnego i sportowego chaosu. Herve Renard, który podjął się karkołomnego zadania uratowania turnieju w trakcie jego trwania, ogłosił zakończenie współpracy z tamtejszą federacją. 57-letni szkoleniowiec pożegnał się z kibicami za pośrednictwem mediów społecznościowych. „Moja przygoda dobiega końca. Chciałbym szczerze podziękować Tunezyjskiej Federacji Piłkarskiej za umożliwienie mi udziału w mistrzostwach świata 2026. To był zaszczyt nosić tunezyjskie barwy i doświadczyć tego niezapomnianego przeżycia” – napisał Francuz na Instagramie.
Decyzja o zatrudnieniu Renarda zapadła w atmosferze skandalu i pośpiechu. 16 czerwca stanowisko stracił jego rodak, Sabri Lamouchi, z którym federacja pożegnała się natychmiast po kompromitującej porażce 1:5 ze Szwecją w Monterrey. Renard, mający polskie korzenie i status legendy w afrykańskiej piłce, miał być impulsem dla załamanej drużyny. Czasu na wdrożenie jakiejkolwiek taktyki było jednak zbyt mało, co brutalnie zweryfikowali kolejni rywale w grupie F.
Mundial 2026. Klęska misji ratunkowej
Efekt nowej miotły w ogóle nie zadziałał. Pod wodzą nowego trenera Tunezyjczycy najpierw ulegli w fatalnym stylu reprezentacji Japonii aż 0:4, a w meczu o honor musieli uznać wyższość Holandii, przegrywając 1:3. Tym samym afrykański zespół zamknął tabelę grupową z zerowym dorobkiem punktowym i fatalnym bilansem bramkowym, co w kraju uznano za ogromne rozczarowanie. Sam Renard, mimo olbrzymiego doświadczenia, nie zdołał tchnąć w zespół nowego ducha.
Dla Francuza ten epizod pozostanie rysą na skądinąd imponującym trenerskim CV. Renard to przecież jeden z najbardziej utytułowanych selekcjonerów na Czarnym Lądzie – jako jedyny w historii wygrał Puchar Narodów Afryki z dwoma różnymi reprezentacjami (w 2012 r. z Zambią i w 2015 r. z Wybrzeżem Kości Słoniowej). W przeszłości z sukcesami prowadził także Angolę, Maroko oraz dwukrotnie reprezentację Arabii Saudyjskiej, którą porzucił w kwietniu tego roku na rzecz krótkiej, jak się okazało, przygody w Tunezji.
Powtórka z czarnej historii
Choć zwalnianie i zatrudnianie trenerów w trakcie trwania mistrzostw świata brzmi jak scenariusz z piłkarskiego absurdu, Tunezyjczycy nie zrobili tego po raz pierwszy. Historia zatoczyła koło, odkurzając wspomnienia z francuskiego mundialu w 1998 r. Wówczas tunezyjska federacja podjęła bliźniaczo podobną, nerwową decyzję.
Po dwóch porażkach w fazie grupowej ze stanowiskiem selekcjonera Tunezji pożegnał się Henryk Kasperczak.
