Reklama
Reklama
Reklama

Vozinha. Kibice z całego świata oszaleli na punkcie bramkarza, który zatrzymał Hiszpanię

TYLKO NA

Dla takich historii wymyślono mundial. Vozinha – do poniedziałkowego wieczoru 40-letni bramkarz Republiki Zielonego Przylądka – był anonimem. Ale jego spektakularny występ przeciwko jednemu z faworytów do zdobycia mistrzostwa świata, drużynie Hiszpanii, pokazał idealnie, jak jeden wspaniały mecz na takim turnieju może bezpowrotnie zmienić życie piłkarza.

Vozinha
Kumple z boiska wołali na niego „Mała Babcia”. Dzisiaj płacze ze szczęścia, a na Instagramie śledzą go miliony. (fot. Marvin Ibo Guengoer - GES Sportf / Getty Images)
  • Dzięki akcji brazylijskiego kanału CazeTV, nikomu nieznany przed meczem Vozinha zanotował gigantyczny skok na Instagramie – z 50 tys. do blisko 6 mln obserwujących w zaledwie dobę.
  • Josimar Dias został najstarszym zawodnikiem debiutującym na mundialu w barwach swojej kadry, a jego 7 genialnych obron pomogło zremisować 0:0 z potężną Hiszpanią.
  • Przydomek bramkarza („mała babcia”) pochodzi z dzieciństwa, gdy po porażkach szukał pocieszenia u dziadków. Po meczu życia piłkarz zalał się łzami, żałując, że zmarli bliscy oraz mama nie mogli zobaczyć go na żywo.

To bez dwóch zdań najbardziej abstrakcyjna historia tego mundialu. Kopciuszek szokuje świat, remisując 0:0 z naszpikowaną gwiazdami drużyną. Bohaterem był Josimar Jose Evora Dias, czyli Vozinha. Bramkarz, który przez całą karierę tułał się po różnych krajach w poszukiwaniu pieniędzy, szczęścia i okruchów sławy. Angola, Mołdawia, Słowacja, Cypr, Portugalia. Żaden z klubów, w których występował, nie dał mu jednak tego, co występ w fazie grupowej MŚ. Jego drużyna, skazana na pożarcie przez wszystkich, pokazała im środkowy palec. Hiszpania miała w tym meczu sytuacje, zabrała rywalom piłkę, oddała kilkanaście strzałów, ale nikt z jej piłkarzy nie został bohaterem.

Przeczytaj także: Burza po cieszynce Mohebiego. Polityczny gest po golu Iranu

W strefie wywiadów reporterka pokazała bramkarzowi RZP, ilu obserwujących przybyło mu na Instagramie. Kiedy zaczynał się mecz przeciwko Hiszpanii, było ich 50 tys. Po meczu – blisko 3 miliony. Dzisiaj – prawie sześć. Świat oszalał na punkcie zawodnika, o którym wcześniej nikt nie słyszał.

Reklama
Reklama

Łzy po meczu

To efekt działania potężnego brazylijskiego kanału na YouTube – CazeTV. Właśnie tam poproszono widzów, by pozwolili dobić Vozinhę do miliona followersów w nagrodę za jego genialny występ. Jednak kibice postanowili wykonać zadanie z nawiązką. W ciągu doby nikomu nieznany wcześniej bramkarz stał się zawodnikiem, o którym jest najgłośniej na planecie.

Vozinha po ostatnim gwizdku płakał. Ktoś pomyśli, że taki dzień powinien być raczej powodem do wielkiej euforii, ale gdy wreszcie golkiper zdradził powody, jego historia stała się jeszcze bardziej niesamowita.

– Płakałem, bo kiedy byłem dzieckiem, wychowywali mnie dziadkowie. Nie mogli być tutaj ze mną – wyznał Vozinha, którego wybrano Piłkarzem Meczu. Oboje już nie żyją. Z babcią wiąże się zresztą przydomek – Vozinha. Mały Josimar Dias na szkolnym boisku dostał taką ksywkę od kumpli. Vozinha to inaczej po portugalsku „mała babcia”. Jako dzieciak często nie radził sobie w rywalizacji ze starszymi chłopakami, co kończyło się rozpaczą. „Idź poskarżyć się babci i dziadkowi” – śmiali się jego koledzy. I tak zostało – Vozinha.

Przeczytaj także: Urwali punkt mistrzom Europy. Sensacyjny wynik na mundialu

Reklama
Reklama

Mama zawodnika bardzo chciała być na stadionie, ale nie dostała wizy. – Nie zdążyliśmy załatwić wszystkich formalności i pieniędzy na czas – skwitował gorzko bramkarz.

Rekordy

Wyspy Zielonego Przylądka od poniedziałku przestały być ciekawostką. Stały się realnym zagrożeniem dla faworytów i kolejną piękną mundialową opowieścią o maluczkich, którzy chcą stawić czoła wielkim.

Vozinha powiedział po meczu, że codziennie wizualizuje sobie czekające na niego batalie i widzi w nich siebie zachowującego czyste konto, tak jak przeciwko Hiszpanom. Teraz marzy o wyjściu z grupy, w której są jeszcze Urugwaj i Arabia Saudyjska.

Przeczytaj także: Lekcja futbolu i pokory. Jak Japonia rzuciła wyzwanie piłkarskim potęgom

Reklama
Reklama

Już przed mundialem był legendą piłki nożnej w swoim kraju. Jednak debiut na tak wielkiej imprezie, w dodatku w takich okolicznościach, zmienił wszystko. Vozinha obronił siedem strzałów. Zatrzymać drugą reprezentację w światowym rankingu – to wielka rzecz. Przy okazji pobił rekord, dopiero co ustanowiony przez Eloya Roma z reprezentacji Curaçao. Został najstarszym zawodnikiem, który zagrał w turnieju o mistrzostwo świata w szeregach debiutującej drużyny narodowej. W dniu starcia z Hiszpanią miał 40 lat i 12 dni. Był zarazem dziewiątym najstarszym piłkarzem, który w ogóle pojawił się na boisku w historii mundiali, a także trzecim najstarszym bramkarzem, który nie wpuścił gola w meczu MŚ. Szaleństwo.

Szacunek kumpli

Wyspy Zielonego Przylądka zajmują 67. miejsce w rankingu FIFA. To zatem dość logiczne, że świat rozpisuje się dzisiaj o kompromitacji Hiszpanii. Natomiast nie wolno ujmować niczego dzielnym kolegom Vozinhi i jemu samemu.

Bramkarz czekał na taki mecz od debiutu w kadrze – czyli ponad 14 lat. – Pracowałem całe życie dla tej chwili. Dla tego marzenia. Wiele pokoleń marzyło o tym dniu, ale nie udało im się tego osiągnąć. Teraz marzenie stało się rzeczywistością – mówił o spotkaniu z Hiszpanią wzruszony Vozinha.

A kiedy zobaczył, ile osób z całego świata zaczęło go obserwować, skwitował to krótkim: „Zwariowaliście!”

Reklama
Reklama

Mistrzostwa świata to ekspozycja dla wielkich gwiazd. Piłkarze często traktują ten turniej jak największe okno wystawowe. To podczas mundialu pracuje się na swoją przyszłość – dobry transfer, który ustawi cię do końca życia, lepszy kontrakt, jeśli masz już dobry. Vozinha jest blisko końca swojej drogi piłkarskiej. Gdyby ta historia przytrafiła mu się kilkanaście lat temu, mógłby marzyć o zatrudnieniu przez jakiś poważny klub. Teraz może grać dla momentów takich jak w poniedziałek.

Koledzy z reprezentacji czasem żartują z jego wieku – to ironia losu: był „babcią” na podwórku i w szkole, teraz jest „dziadkiem” w drużynie narodowej. Ale wszyscy traktują go z wielkim szacunkiem. Obrońca Steven Moreira mówi: – To wielka legenda.
Pico Lopes dodaje: – On żyje i oddycha Wyspami Zielonego Przylądka.

Miał być Valdano

Vozinha tak naprawdę miał się nazywać... Valdano. Na cześć wspaniałego argentyńskiego piłkarza, który w 1986 r. sięgnął u boku Diego Maradony po mistrzostwo świata.

Reklama
Reklama

Tata Vozinhi, Ze Pedro, podczas oglądania meksykańskiego turnieju postanowił, że syn będzie nosił imię właśnie na cześć Valdano, ale na drodze do realizacji planu stanął urzędnik. W Republice Zielonego Przylądka nie można było wówczas nadawać dzieciom dowolnych imion (Bułgar, który zmienił swoje dane na Manchester United, byłby rozczarowany). Wniosek został więc formalnie odrzucony. Ojciec poszedł więc w innym kierunku – został jednak w wątku futbolowym. Josimar. Był obrońcą reprezentacji Brazylii i także świetnie grał w MŚ ’86. Polscy kibice mogą go pamiętać, bo strzelił nam gola w meczu wygranym przez Canarinhos 4:0.

Josimar – imię przeszło. Valdano po czterdziestu latach dowiedział się jednak o całej historii dzięki piszącym dla strony internetowej FIFA. Miało to miejsce tuż przed meczem z Hiszpanią.

Przeczytaj także: Sędzia cofnięty z granicy, ale FIFA i tak wypłaci mu pełne wynagrodzenie

– Czterdzieści lat po mundialu 1986 gram na mundialu 2026 poprzez Vozinhę – wzruszył się Argentyńczyk, a po meczu miał pewnie jeszcze większą satysfakcję. – Najpierw byłem trochę zaskoczony. Dlaczego jego ojciec wybrał mnie, skoro miał pod ręką Maradonę? – śmiał się były gracz Realu Madryt.

Reklama
Reklama

Cztery dekady, w których rozwijał się ten niesamowity scenariusz: tata oglądający mundial i marzący o karierze syna, a 40 lat później syn zatrzymujący Hiszpanię podczas mundialu.
Abstrakcja. Jak nie uwielbiać tej historii?

 

Źródło: Zero.pl
Przemysław Rudzki
Przemysław RudzkiOd ponad dwudziestu lat dziennikarz sportowy, zakochany w brytyjskim futbolu, kinie i poczuciu humoru. Na Zero.pl pisze o rzeczach, o które nikt by go nie podejrzewał.
Reklama
Reklama