Europa próbuje na nowo ułożyć relacje z rosyjską opozycją na emigracji, ale realna dynamika zmian w samej Rosji biegnie w innym kierunku. Podczas gdy Zachód stawia na liberalnych działaczy, w kraju rośnie zupełnie inny nurt sprzeciwu wobec władzy – nacjonalistyczny, antyelitarny i coraz bardziej masowy.

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (PACE) powołało nową inicjatywę skupiającą rosyjską opozycję na emigracji – Platformę Rosyjskich Sił Demokratycznych. W jej skład weszli znani na Zachodzie działacze, m.in. Gari Kasparow, Lubow Sobol, Władimir Kara-Murza i Michaił Chodorkowski – łącznie 15 osób.
Z założenia mają reprezentować szerokie spektrum środowisk opozycyjnych działających dziś w Europie.
Celem projektu jest nawiązanie współpracy z przedstawicielami rosyjskiej opozycji uznawanymi przez PACE za osoby o wysokich standardach moralnych, zaangażowane w promowanie wartości Rady Europy, suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy oraz demokratycznych przemian w Rosji.
Spóźniona odpowiedź Europy
Sama inicjatywa zasługuje na uznanie. Od początku wojny w Ukrainie Europa nie miała spójnej strategii wobec rosyjskiego społeczeństwa. Przez dekady dominowało przekonanie, że Rosję można stopniowo „ucywilizować” poprzez współpracę gospodarczą, naukową i kulturalną oraz integrację elit z Zachodem.
Wierzono, że kontakty i wymiana doświadczeń doprowadzą do stopniowej westernizacji kraju. Te założenia okazały się jednak w dużej mierze iluzją.
Koniec iluzji „oswajania” Rosji
24 lutego 2022 r. ta polityka poniosła spektakularną porażkę. Większość rosyjskiego społeczeństwa poparła wojnę i władzę Władimira Putina. Protesty były nieliczne i szybko tłumione, nawet w najbardziej proeuropejskich miastach. Przeciwnicy wojny trafiali do więzień albo na emigrację.
Po wybuchu wojny nastąpiło gwałtowne odcięcie kontaktów z Rosją. Sankcje i izolacja objęły praktycznie całe społeczeństwo. W europejskiej narracji Rosja zaczęła funkcjonować wyłącznie jako agresor, państwo skazane na klęskę lub rozpad. Dziś wiadomo już, że taki scenariusz się nie zrealizował.
Powrót do kontaktów – z konieczności, nie z wiary
Obecnie widać zmianę podejścia – nie dlatego, że Rosja się zmieniła, lecz dlatego, że Zachód zrozumiał, iż całkowite zerwanie kontaktów nie jest możliwe. Rosja pozostanie istotnym aktorem, a wiedza o procesach zachodzących wewnątrz tego kraju jest konieczna.
Na zmianę klimatu wpływa także nowe podejście części amerykańskiej sceny politycznej, gdzie coraz częściej pojawia się pragmatyczne spojrzenie na relacje z Moskwą. Europa nie wraca do modelu „biznes ponad wszystko”, ale zaczyna dostrzegać potrzebę kontaktu z różnymi rosyjskimi środowiskami. Sam fakt zauważenia emigracyjnej opozycji jest krokiem w dobrą stronę.
Istnieje jednak ryzyko iluzji reprezentatywności. Liberalna opozycja rosyjska ma – jak się wydaje – bardzo ograniczone poparcie społeczne.
Nie ma wiarygodnych badań opinii publicznej, ale wieloletnie obserwacje i rozmowy sugerują, że realna opozycyjność wobec Kremla coraz częściej przybiera formę nurtu nacjonalistycznego.
Nowa opozycja nie jest liberalna
W Rosji rośnie nowy typ nacjonalizmu – różny od imperialnej retoryki pierwszych miesięcy wojny. Część środowisk nacjonalistycznych zaczyna krytykować samego Putina, zarzucając mu nieskuteczność i słabość.
Początek wojny przyniósł falę propagandowego „Z-patriotyzmu”, budowanego przez państwowe media i ideologów takich jak Aleksandr Dugin. Jednak rozdźwięk między antyzachodnią retoryką a stylem życia elit władzy – powiązanych finansowo i rodzinnie z Zachodem – stał się dla wielu Rosjan widoczny.
Symbolem buntu przeciw elitom był przez pewien czas Jewgienij Prigożyn. Po jego śmierci nie pojawił się jeden nowy przywódca, ale narasta społeczny nurt krytyki establishmentu. Dla części nowych nacjonalistów głównym problemem nie jest już Ukraina, lecz migracja i obecność muzułmanów w Rosji.
Nowi nacjonaliści kontra Kreml
Najbardziej rozpoznawalne środowiska, takie jak „Rosyjska Wspólnota”, budują przekaz o rzekomej marginalizacji etnicznych Rosjan we własnym państwie. Ruch ten nie jest jednolity – obejmuje zarówno radykałów wojennych, jak i tych, którzy uważają konflikt z Ukrainą za strategiczny błąd. Ich mobilizację widać podczas masowych wydarzeń religijno-narodowych.
Władze patrzą na ten nurt z nieufnością. Kremlowscy propagandyści otwarcie atakują organizacje nacjonalistyczne, a lojalni wobec władzy politycy zapowiadają rozprawę z „wewnętrznym nacjonalizmem”. Padają nawet zapowiedzi użycia metod nadzwyczajnych wobec tych środowisk.
Strach przed migracją paliwem nowego ruchu
Wspólnym mianownikiem nowego rosyjskiego nacjonalizmu jest silny lęk przed islamem i migracją z Azji Centralnej. Oficjalnie muzułmanie stanowią około 10 proc. obywateli Rosji, ale skala migracji zarobkowej jest trudna do oszacowania. W przestrzeni medialnej pojawiają się doniesienia o enklawach etnicznych i napięciach kulturowych, choć trudno oddzielić fakty od propagandy i narracji lęku.
Niedawno na łamach „Rossijskiej Gaziety” zastępca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Jurij Kokow stwierdził, że 43 proc. imigrantów z Azji Centralnej stawia prawo szariatu ponad obowiązującym prawem rosyjskim oraz że w kraju powstają enklawy funkcjonujące według własnych norm religijnych. Dla części środowisk nacjonalistycznych jest to argument na poparcie tezy, że niechciana przez nich władza celowo dopuszcza do masowej migracji.
Jedno wydaje się pewne: obok wojny narasta w Rosji konflikt społeczny wokół tożsamości i migracji. Powstaje nacjonalizm oparty bardziej na etniczności niż na imperialnej wizji państwa.
Wniosek jest prosty: Rosja się zmienia – ale nie w kierunku, którego oczekiwał Zachód. Jeśli dziś mówić o realnej, społecznie zakorzenionej opozycyjności wobec Kremla, to częściej ma ona charakter nacjonalistyczny niż liberalny. Nie możemy tych procesów kontrolować, ale powinniśmy je rozumieć.
