– To jest zupełnie co innego niż dron, który zjawił się w Polsce – w tych słowach prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku komentuje incydent, do którego doszło w Rumunii w nocy z czwartku na piątek. Rosyjski dron spadł na budynek mieszkalny w miejscowości w pobliżu granicy z Ukrainą. Badacz jest zdania, że nie był to celowy atak.

- W rozmowie z Zero.pl prof. Daniel Boćkowski przekonuje, że incydent z Rumunii nie był atakiem Rosji na ten kraj.
- Ekspert podkreśla, że Rosjanie wykorzystują rumuńską przestrzeń powietrzną do atakowania celów w Ukrainie.
- Prof. Boćkowski przyznaje, że każdy taki incydent Rosjanie wykorzystują w wojnie psychologicznej.
– Prawdopodobnie gdzieś popełniono błąd, a dron przez przypadek uderzył w budynek mieszkalny – przekonuje w rozmowie z Zero.pl prof. Daniel Boćkowski, ekspert ds. międzynarodowych i bezpieczeństwa z Uniwersytetu w Białymstoku. Profesor komentuje zdarzenie, do którego doszło w nocy z czwartku na piątek w rumuńskim mieście Gałacz, około 20 km od granicy z Ukrainą. Rosyjski dron wleciał w rumuńską przestrzeń powietrzną i rozbił się na dachu bloku mieszkalnego, powodując pożar. Dwie osoby zostały ranne.
Rosyjski dron spadł na blok mieszkalny w Rumunii. Dwie osoby ranne
– Do Rumunii wiele razy wlatywały drony, głównie w kierunku portu w Konstancji. Tamtędy biegnie jeden z korytarzy, którymi Rosjanie przelatują, by bombardować Odessę – argumentuje Boćkowski.
Incydent innego typu niż wcześniejsze
Zdaniem Boćkowskiego, najnowszego incydentu nie sposób porównywać, na przykład do wydarzeń z września 2025 r., kiedy w polską przestrzeń powietrzną jednocześnie wleciał rój rosyjskich dronów. – Drony w Polsce nie miały głowic, one zostały wysłane po to, by przetestować naszą obronę, reakcje i procedury – wyjaśnia.
Jego zdaniem bezzałogowiec, który dokonał zniszczeń w Rumunii, prawdopodobnie był przeznaczony do uderzenia w cele w Ukrainie. – Ustalmy jedno, to nie są ataki na Rumunię – zaznacza ekspert. – W ten sam sposób mieliśmy naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej w okolicach Przemyśla i granicy z Ukrainą – dodaje.
Prof. Boćkowski podkreśla, że również ukraińskie drony wykorzystują korytarze powietrzne wzdłuż granicy państw NATO po to, by atakować porty nad Bałtykiem. – Natomiast dotychczas ani razu nie doprowadziły do takiego kryzysu, kiedy uderzyłyby w jakieś budynki mieszkalne – dodaje.
Jak ma reagować NATO?
Boćkowski twierdzi, że Rosjanie „nie przejmują” się naruszaniem przestrzeni powietrznej państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. – NATO dotychczas reagowało zasadniczo tylko różnego rodzaju ostrzeżeniami czy skargami – mówi. Zdaniem eksperta decyzja o adekwatnym reagowaniu na zagrożenie jest jednym z najważniejszych wyzwań.
– Jeżeli mielibyśmy zapewniać sobie bezpieczeństwo, to drony, które w sposób intencjonalny lecą w kierunku granicy NATO-skiej, powinny być zestrzeliwane po stronie ukraińskiej – zauważa. – Ale przecież nie możemy sobie na to pozwolić – dodaje.
Boćkowski wyjaśnia, że wszelkie tego typu działania Rosja natychmiast wykorzystałaby do dezinformacji o rzekomym zaangażowaniu NATO w jej wojnę z Ukrainą.
Nie tylko podpalenia i przecinanie kabli. Jak działa rosyjska dywersja – raport PISM
Każdy taki incydent Rosja wykorzystuje w wojnie psychologicznej
Prof. Boćkowski podkreśla, że Rosja wykorzystuje kryzysy jako pretekst do eskalacji. – To jest jedno z najważniejszych narzędzi psychologicznych permanentnie stosowanych przez Rosję – eskalacja wszelkich możliwych kryzysów, wzmacnianie różnych negatywnych przesłanek, polaryzowanie i inne tego typu działania – podkreśla.
– Każde wzbudzenie obrony przeciwlotniczej NATO, każde pisanie o takich incydentach w mediach europejskich jest na rękę Rosji, bo w ten sposób Rosja wysyła sygnały: „możemy robić, co chcemy, jesteśmy permanentnym zagrożeniem, z którym nie potraficie sobie poradzić, nie podskakujcie do nas” – mówi ekspert.
Jak ocenia, rosyjska dezinformacja w sieci jest zjawiskiem występującym stale. – Wczoraj Sołowiow (znany rosyjski propagandysta – red.) znowu straszył, że wszystkich w Europie wysadzi w powietrze, że zrówna z ziemią, że Niemcy znowu zobaczą rosyjskiego żołnierza, że Polskę przyłączy do Rosji, bo się tak nudziła, więc z powrotem wróci do macierzy. Takie bzdury opowiada się tam non stop – podkreśla.
