- Chińska polityka zagraniczna nie wynika wyłącznie z kalkulacji gospodarczych czy bezpieczeństwa. Jej kluczową logiką jest utrzymanie władzy przez Komunistyczną Partię Chin. To ona wyznacza kierunek działań państwa.
- W tym systemie interes Komunistycznej Partii Chin nie jest równy interesowi państwa. Ma charakter nadrzędny. Dlatego Pekin może podejmować decyzje kosztowne gospodarczo lub politycznie, jeśli wzmacniają one bezpieczeństwo reżimu.
- Fundamentem tej polityki jest tzw. „czerwony nacjonalizm”. To połączenie ideologii marksizmu-leninizmu z nacjonalizmem. Napędza ono długofalową rywalizację z Zachodem i dążenie do zmiany porządku międzynarodowego.
- W praktyce oznacza to, że gospodarka, dyplomacja, technologia i propaganda nie są oddzielnymi sferami. Tworzą one jedną strategię. Jej nadrzędnym celem jest wzmocnienie pozycji Chin i ograniczenie wrażliwości systemu władzy na presję zewnętrzną.
Podstawowym błędem w analizowaniu polityki zagranicznej Chin jest traktowanie Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) tak, jakby była zwykłym państwem narodowym, którego działania można wyjaśnić wyłącznie interesem gospodarczym, bezpieczeństwem granic, ambicją mocarstwową czy cywilizacyjną dumą.
Takie podejście prowadzi do uproszczeń, ponieważ pomija najważniejszy fakt: współczesne Chiny są państwem leninowskim. ChRL nie istnieje jako neutralna struktura polityczna stojąca ponad partią, lecz jako instrument stworzony, kontrolowany i wykorzystywany przez Komunistyczną Partię Chin (KPCh). Dlatego polityka zagraniczna Pekinu jest w istocie polityką zagraniczną KPCh, a jej najgłębszą logikę wyznacza nie abstrakcyjne dobro państwa, lecz przetrwanie reżimu politycznego. Nie jest to rozróżnienie akademickie.
Jeśli uzna się, że Chiny działają jak klasyczne państwo narodowe, można zakładać, że w pewnym momencie interes gospodarczy, koszty międzynarodowe albo presja społeczna skłonią Pekin do umiarkowania. Jeśli jednak punktem wyjścia jest partia leninowska, wnioski są inne. Władza KPCh nie jest jednym z interesów państwa, lecz warunkiem istnienia całego systemu.
Pułapka na Trumpa. Dlaczego Netanjahu nie boi się wściekłości Białego Domu?
Partia uważa, że bez niej Chiny pogrążą się w chaosie, zostaną podporządkowane zewnętrznym siłom albo utracą historyczną szansę na odzyskanie bliżej niezdefiniowanej wielkości. W takim sposobie myślenia interes partii i interes Chin zostają utożsamione, ale nie są równorzędne. Gdy pojawia się sprzeczność, to dobro partii ma pierwszeństwo.
Z tej perspektywy polityka zagraniczna ChRL nie jest osobną dziedziną aktywności państwa, lecz przedłużeniem walki o utrzymanie monopolu władzy. Otoczenie międzynarodowe jest dla KPCh nie tylko przestrzenią handlu, dyplomacji i bezpieczeństwa, ale także źródłem zagrożeń ideologicznych, technologicznych, finansowych i społecznych.
Demokracja liberalna, wolne media, społeczeństwo obywatelskie, prawa człowieka czy niezależne sądownictwo nie są przez partię postrzegane jako neutralne elementy odmiennego systemu politycznego. Są traktowane jako potencjalne narzędzia erozji reżimu.
Dlatego Pekin dąży nie tylko do obrony własnych granic i wpływów, lecz do takiego przekształcenia środowiska międzynarodowego, aby było ono mniej niebezpieczne dla władzy KPCh.
Parawan z Konfucjusza, rdzeń z Lenina
Drugim błędem w analizie Chin jest przecenianie roli tradycyjnej kultury chińskiej. KPCh chętnie odwołuje się dziś do konfucjanizmu, harmonii, ciągłości cywilizacyjnej i szczególnej chińskiej drogi. Część zachodnich obserwatorów bierze te deklaracje za dobrą monetę i próbuje tłumaczyć politykę Pekinu przez starożytne teksty, pojęcia cywilizacyjne albo rzekomo „odwieczny chiński sposób myślenia”.
Tymczasem takie wyjaśnienie jest wygodne przede wszystkim dla samej partii. Pozwala przedstawiać jej autorytaryzm jako coś organicznie chińskiego, wyjątkowego i niepodlegającego uniwersalnym kryteriom oceny.
Friedrich Merz zwoła szczyt w Berlinie. Wśród pięciu państw znajdzie się Polska
W rzeczywistości obecna ideologia KPCh nie jest prostą kontynuacją konfucjanizmu ani tradycji cesarskiej. Jej rdzeniem pozostaje nowoczesny projekt leninowski, połączony z antyzachodnim nacjonalizmem. Partia korzysta z tradycji selektywnie. Wybiera z niej te elementy, które pomagają legitymizować hierarchię, posłuszeństwo, dyscyplinę społeczną i podporządkowanie jednostki zbiorowości.
Konfucjanizm staje się więc dekoracją, językiem uzasadnienia, a nie rzeczywistym źródłem polityki. KPCh nie odwołuje się do chińskiej tradycji dlatego, że jest chińska, lecz dlatego, że niektóre jej interpretacje można wykorzystać do obrony autokratycznej władzy.
Znacznie ważniejsza jest mieszanka marksizmu-leninizmu i nacjonalizmu. KPCh wyrastała z doświadczenia antyimperialnego i antykolonialnego, ale jednocześnie odrzuciła liberalno-kapitalistyczną ścieżkę modernizacji. W jej własnym rozumieniu historia Chin od XIX wieku to opowieść o upokorzeniu przez Zachód, utracie suwerenności i walce o odzyskanie należnego miejsca w świecie.
Trump chce port dronowy przy Białym Domu. Ma chronić Waszyngton
Marksizm-leninizm dostarczył partii języka walki klas, teorii imperializmu, przekonania o konfliktowym charakterze polityki oraz narzędzi organizacji władzy. Nacjonalizm dostarczył emocjonalnej mobilizacji, poczucia krzywdy i obietnicy odrodzenia.
Doba globalizacji i narodziny partyjnego nacjonalizmu sprawiły, że współczesny chiński nacjonalizm nie jest zwykłą dumą narodową. Jest nacjonalizmem partyjnym, w którym naród, państwo i partia zostają splecione w jedną całość. KPCh przedstawia się jako jedyna siła, która zakończyła „stulecie upokorzeń”, odbudowała suwerenność i może zapewnić Chinom wielkość.
Z tej narracji wynika jednak nie tylko legitymizacja wewnętrzna, lecz także trwała podejrzliwość wobec Zachodu i w ogóle świata zewnętrznego. Wojny opiumowe, kolonialne koncesje, sankcje technologiczne, presja w sprawie praw człowieka, kwestia Tajwanu czy wojna handlowa mogą być przedstawiane jako kolejne odsłony tego samego historycznego starcia: próby powstrzymania Chin i niedopuszczenia do ich pełnej emancypacji.
Globalizacja jako poligon, a nie transformacja
Taka konstrukcja ideologiczna ma daleko idące skutki. Chiny są niewątpliwie jednym z największych beneficjentów globalizacji i liberalnego porządku gospodarczego. Dostęp do zachodnich rynków, technologii, kapitału, edukacji i instytucji międzynarodowych umożliwił im bezprecedensowy wzrost. Z tego faktu część zachodnich elit wyciągnęła jednak błędny wniosek, że Pekin z czasem stanie się obrońcą istniejącego porządku.
Zakładano, że skoro ChRL korzysta z globalizacji, będzie zainteresowana stabilnością, przewidywalnością i stopniową konwergencją z systemem, który umożliwił jej sukces.
Problem polega na tym, że KPCh nie postrzegała tego procesu w ten sposób. Udział w globalizacji był dla niej sposobem akumulacji siły, a nie drogą do liberalnej transformacji. Okres reform i otwarcia można interpretować jako długi etap taktyczny: czas pozyskiwania kapitału, technologii, kompetencji i wpływów, przy jednoczesnym utrzymaniu politycznego monopolu partii.
Wielkie odkrycia wymagają wielkiej odwagi. 73 lata temu zdobyliśmy Mount Everest
W tej logice dengowskie „ukrywanie potencjału” nie było wyrzeczeniem się ambicji rewizjonistycznych, lecz metodą ich odłożenia do momentu, gdy układ sił stanie się korzystniejszy.
„Nowa Era” Xi Jinpinga oznacza właśnie przekonanie, że ten moment nadszedł albo przynajmniej się zbliża. Chińskie kierownictwo uznało, że Zachód jest słabszy, bardziej podzielony i mniej pewny siebie niż wcześniej. Kryzys finansowy w 2008 r., amerykańskie „wieczne wojny”, kryzysy społeczne w państwach liberalnych, pandemia i konflikty polityczne w demokracjach wzmocniły w Pekinie przekonanie, że szale historii przesuwają się na korzyść Chin.
Nie oznacza to wiary w szybkie zwycięstwo. Przeciwnie, KPCh zakłada długą rywalizację, w której okresy współpracy będą przeplatały się z konfliktami. Lecz zasadniczy kierunek jest jasny. Chiny mają przestać dostosowywać się do porządku stworzonego przez Zachód i zacząć aktywnie go przekształcać.
W centrum tego projektu znajduje się przetrwanie reżimu. KPCh nie dąży do globalnej pozycji wyłącznie z powodów prestiżowych. Chodzi o zmniejszenie podatności na zewnętrzną presję. Im bardziej Chiny zależą od technologii, rynków, walut, instytucji i standardów kontrolowanych przez Zachód, tym bardziej partia czuje się zagrożona.
Im bardziej inne państwa zależą od Chin, tym większą swobodę działania uzyskuje Pekin. Dlatego strategia KPCh polega na jednoczesnym ograniczaniu własnych zależności i zwiększaniu zależności świata od Chin, od partii.
Widać to szczególnie w gospodarce. Zachodnie elity przez długi czas traktowały gospodarkę jako sferę względnie autonomiczną, rządzącą się logiką efektywności, zysku i wzajemnych korzyści. KPCh widzi ją inaczej. Dla partii gospodarka jest narzędziem politycznym, źródłem potęgi militarnej, instrumentem dyscyplinowania społeczeństwa i środkiem nacisku na zagranicznych partnerów.
Dlatego Pekin jest gotów podejmować decyzje, które z liberalnego punktu widzenia wydają się nieracjonalne ekonomicznie: ograniczać dostęp do rynku, karać firmy i państwa, z którymi współpracuje, wykorzystywać handel jako broń, poświęcać zysk dla kontroli albo wymuszać transfer technologii.
Krwawy biznes wokół mundialu. Meksykańskie kartele już liczą zyski
Nie wynika to z niezrozumienia gospodarki, lecz z innej hierarchii celów. W systemie KPCh efektywność ekonomiczna jest ważna, ale nie absolutna. Ważniejsza jest kontrola polityczna, bezpieczeństwo reżimu i zdolność przetrwania długiej konfrontacji z Zachodem.
Dlatego partia może ograniczać sektor prywatny, podporządkowywać wielkie firmy technologiczne, rozbudowywać samowystarczalność, utrzymywać kosztowne nadwyżki produkcyjne albo prowadzić politykę przemysłową wbrew rachunkowi krótkoterminowej opłacalności ekonomicznej. Zewnętrzny obserwator, który szuka wyłącznie logiki biznesowej, nie zrozumie tych decyzji.
Podobnie myląca jest wiara w kompartmentalizację relacji z Chinami. W zachodniej dyplomacji często zakłada się, że można oddzielić handel od bezpieczeństwa, klimat od praw człowieka, naukę od technologii wojskowych, inwestycje od presji politycznej. KPCh nie uznaje takich podziałów. W jej myśleniu wszystko jest polityczne, a przewagę w jednym obszarze należy wykorzystywać w innym.
Dostęp do rynku może służyć wymuszaniu autocenzury. Współpraca akademicka może wspierać transfer wiedzy. Kontakty kulturalne mogą budować wpływy. Infrastruktura może tworzyć zależność polityczną. Diaspora może być przedmiotem mobilizacji. Gospodarka, propaganda, dyplomacja, wywiad, technologia i wojsko nie są oddzielnymi światami, ale elementami jednej całości.
Nie oznacza to jednak, że KPCh działa według długofalowego planu. Przeciwnie, jej praktyka jest często eksperymentalna, oportunistyczna i adaptacyjna. Partia ma silną orientację strategiczną, ale taktycznie posuwa się metodą testowania granic. Próbuje przesuwać linię oporu, obserwuje reakcję, wykorzystuje okazje i koryguje działania, gdy koszty okazują się zbyt wysokie. Taka metoda może sprawiać wrażenie chaosu albo sprzeczności, ale wynika z leninowskiej elastyczności. Cel pozostaje polityczny, natomiast środki mogą się zmieniać.
Ta adaptacyjność ma jednak ograniczenia. Rosnąca potęga Chin doprowadziła do wzrostu asertywności, a ta często okazywała się przeciwskuteczna. Agresywna dyplomacja, szantaż gospodarczy, militaryzacja sporów morskich, presja na firmy zagraniczne czy brutalna propaganda wzmocniły nieufność wobec Pekinu. W wielu państwach przyspieszyły procesy ograniczania zależności od Chin.
Problem polega na tym, że KPCh coraz częściej sama zawęża sobie pole kompromisu. Nacjonalistyczna mobilizacja, służąca legitymizacji wewnętrznej, utrudnia elastyczne wycofanie się. Im bardziej partia przekonuje społeczeństwo, że Chiny są ofiarą wrogiego Zachodu i muszą twardo walczyć o swoje prawa, tym trudniej zaakceptować ustępstwa.
Zapłacimy podatek od zwrotu butelek? Ekspert stawia sprawę jasno
Ważną częścią tej walki jest propaganda. Wobec własnego społeczeństwa KPCh kontroluje przestrzeń informacyjną i może narzucać dominującą interpretację wydarzeń. Za granicą sytuacja jest trudniejsza. W państwach rozwiniętych pozytywna propaganda KPCh ma ograniczoną skuteczność, ponieważ zderza się z niezależnymi mediami, pluralizmem opinii i rosnącą wiedzą o praktykach Pekinu.
Dlatego coraz większe znaczenie ma propaganda negatywna i dezinformacja. Jej celem nie musi być przekonanie zachodnich społeczeństw, że Chiny są atrakcyjnym modelem. Wystarczy podważanie wiary w demokrację, relatywizowanie praw człowieka, wzmacnianie przekonania o upadku Zachodu i sugerowanie, że opór wobec Chin, czyli KPCh, jest bezcelowy.
Koalicja niezadowolonych na Globalnym Południu
Inaczej wygląda sytuacja na Globalnym Południu. Tam chińska narracja trafia na bardziej podatny grunt, ponieważ odwołuje się do realnych doświadczeń kolonializmu, nierówności rozwojowych, frustracji wobec Zachodu i poczucia marginalizacji w instytucjach międzynarodowych.
Pekin przedstawia się jako rzecznik państw niezachodnich, obrońca suwerenności, przeciwnik hegemonii i partner niewtrącający się w sprawy wewnętrzne. Taka narracja jest atrakcyjna nie tylko dla autorytarnych reżimów. Może przemawiać także do państw demokratycznych, które chcą większej autonomii, lepszych warunków finansowania i większego wpływu na globalne reguły gry.
Jest to kontekst, który pozwala zrozumieć chińskie inicjatywy globalne w takich sferach jak rozwój, bezpieczeństwo, cywilizacja i zarządzanie światowe. Ich siła nie polega na szczegółowych mechanizmach. Przeciwnie, są celowo ogólne, pojemne i trudne do jednoznacznego odrzucenia.
Kto sprzeciwi się rozwojowi, bezpieczeństwu, poszanowaniu cywilizacji albo bardziej sprawiedliwemu zarządzaniu globalnemu? Właśnie ta ogólnikowość jest funkcjonalna. Pozwala Pekinowi budować wrażenie, że posiada pozytywną alternatywę wobec zachodniego porządku, a zarazem unikać konkretnych zobowiązań.
Z resortu na Wawel. Była minister kultury ma nową pracę
Zresztą chińska wizja nie musi być spójnym projektem instytucjonalnym na wzór powojennego systemu liberalnego. Wystarczy, że tworzy wspólny język dla koalicji niezadowolonych. Dla jednych państw Chiny są źródłem pieniędzy, dla innych przeciwwagą wobec USA, dla jeszcze innych gwarantem zasady nieingerencji, a dla części po prostu narzędziem nacisku we własnych relacjach z Zachodem.
Pekin potrafi łączyć te różne motywacje pod hasłami wielobiegunowości, suwerenności i sprzeciwu wobec hegemonii. Nie musi mieć wiernych sojuszników w zachodnim rozumieniu. Wystarczy mu luźna, zmienna konstelacja państw gotowych popierać chiński język reformy porządku międzynarodowego albo przynajmniej nie przeciwstawiać się mu otwarcie.
Z tego wynika zasadniczy wniosek dla państw demokratycznych. Nie wystarczy bronić status quo. Obecny porządek międzynarodowy jest kwestionowany nie tylko przez Chiny i inne państwa autorytarne, ale także przez liczne państwa Globalnego Południa, które uważają go za niesprawiedliwy, selektywny albo korzystny głównie dla Zachodu.
Jeśli demokracje ograniczą się do obrony istniejących instytucji i reguł, zostawią Pekinowi przestrzeń do przedstawiania się jako jedyna siła zmiany. Odpowiedzią na chiński rewizjonizm nie może być więc wyłącznie konserwacja starego systemu. Musi nią być własna propozycja reformy porządku międzynarodowego, bardziej wiarygodna, konkretna i atrakcyjna dla państw niezachodnich.
Najpierw trzeba jednak właściwie rozpoznać naturę wyzwania. Problemem nie jest samo to, że Chiny stały się potęgą. Problemem jest charakter władzy, która tą potęgą dysponuje, oraz sposób, w jaki interpretuje ona świat. KPCh nie widzi stosunków międzynarodowych jako neutralnej przestrzeni współpracy równych podmiotów, lecz jako pole długiej walki o władzę, kontrolę i przetrwanie.
Jej polityka zagraniczna nie jest dodatkiem do polityki wewnętrznej, ale jej przedłużeniem. Państwo, gospodarka, nacjonalizm, propaganda, technologia i inicjatywy globalne służą temu samemu celowi: zabezpieczeniu monopolu partii oraz stworzeniu świata, w którym ten monopol będzie menos podatny na presję zewnętrzną.
Dlatego analiza polityki zagranicznej Chin wymaga porzucenia wygodnych złudzeń. Nie można zakładać, że handel sam z siebie doprowadzi do liberalizacji. Nie można wierzyć, że Pekin oddzieli gospodarkę od polityki, jeśli Zachód będzie to robił jednostronnie. Nie można tłumaczyć autorytaryzmu KPCh „chińską kulturą” ani traktować jej deklaracji o harmonii jako opisu rzeczywistych intencji.
Chrups, chrups. Kto zżera polską politykę?
Nie można też ignorować ideologii, uznając ją za pustą retorykę. W systemie leninowskim ideologia nie musi być przedmiotem szczerej wiary każdego funkcjonariusza, aby była skuteczna. Wystarczy, że dostarcza języka, kategorii myślenia, mechanizmów dyscypliny i uzasadnienia dla działań aparatu.
W tym sensie „czerwony nacjonalizm” jest fundamentem polityki i strategii zagranicznej ChRL. „Czerwony”, ponieważ rdzeniem systemu pozostaje leninowska partia, marksistowsko-leninowska wizja naturalnych antagonizmów i przekonanie o nadrzędności polityki nad wszystkimi sferami życia. „Nacjonalizm”, ponieważ legitymizacja reżimu coraz silniej opiera się na obietnicy narodowego odrodzenia, przezwyciężenia upokorzeń i odzyskania należnego miejsca w świecie.
Biskupi udzielają dyspensy po Bożym Ciele. W większości diecezji można jeść mięso
Połączenie tych dwóch elementów tworzy ideologię niezwykle mobilizującą, ale też niebezpieczną, ponieważ jest przekonana o własnej historycznej misji, podejrzliwa wobec kompromisu i gotową podporządkować gospodarkę, społeczeństwo oraz relacje międzynarodowe nadrzędnemu celowi utrzymania kontroli KPCh nad Chinami.
Tak rozumiana polityka zagraniczna Chin nie jest serią odrębnych kryzysów ani zestawem pragmatycznych transakcji. Jest praktyczną implementacją strategii partii, która chce przetrwać, wzmocnić się i przebudować świat tak, aby nie zagrażał jej rządom. To właśnie ta logika – bardziej niż sama wielkość chińskiej gospodarki czy armii – stanowi najważniejsze wyzwanie dla państw demokratycznych.
Polityce zagranicznej ChRL poświęcony jest Raport OSW „Czerwony nacjonalizm. Polityka zagraniczna Chin w Nowej Erze”.

