Jesteśmy w ścisłej europejskiej czołówce, ale nie mamy powodów do dumy. Chodzi o koszty, jakie Polska ponosi z tytułu obsługi długu. Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że gorzej od nas wypada pod tym względem jedynie Rumunia. – Polska generalnie nie ma problemów z finansowaniem swoich potrzeb pożyczkowych, ale płaci za to wyższą cenę – mówi Zero.pl ekonomista.

- Polska plasuje się w ścisłej czołówce państw UE o najwyższych kosztach obsługi długu. Ustępujemy jedynie Rumunii, tuż za nami są Czesi.
- Wysoki poziom wskaźnika kosztu długu pokazuje, że polskie finanse publiczne są pod dużą presją.
- Dlaczego odsetki, jakie płacimy od długu, są tak wysokie na tle średniej unijnej? Ekonomista Banku Pekao, Piotr Bartkiewicz, w rozmowie z Zero.pl wskazuje główne przyczyny tego stanu rzeczy.
Spirala zadłużenia przyspiesza, a wraz z nią rosną koszty odsetkowe, jakie ponosi Polska. Te – według najnowszego raportu Eurostatu – należą do najwyższych w Unii Europejskiej.
Wybory nowego prezydenta Krakowa. Oficjalny start kandydata PiS
Koszty odsetkowe Polski plasują nas w niechlubnej czołówce
Jak podaje unijny urząd statystyczny, wskaźnik kosztów obsługi zadłużenia w 2025 r. wyniósł w Polsce 4,5 proc. Wyższy poziom tego wskaźnika odnotowano jedynie w Rumunii (5,2 proc.). Podium zamknęły Czechy (3,1 proc.), tuż za nimi uplasowały się Włochy (3,0 proc.).
Na przeciwległym biegunie znalazły się Irlandia (1,4 proc.), Luksemburg (1,5 proc.), Holandia (1,7 proc.), Niemcy (1,8 proc.), Francja, Finlandia i Szwecja (1,9 proc.).
Eurostat odnotowuje, że w większości krajów UE, dla których dostępne były dane, widoczny koszt długu publicznego (czyli relacja wydatków z tytułu odsetek do średniego poziomu zadłużenia) nieznacznie wzrósł w latach 2024-2025 lub pozostał stabilny. Tak właśnie było w Polsce – wskaźnik kosztu zadłużenia wzrósł w 2025 r. o 0,1 pkt proc. wobec 2024 r.
Odsetki narastają wraz z powiększaniem się sumy naszych zobowiązań. Według danych Ministerstwa Finansów, zadłużenie Skarbu Państwa na koniec kwietnia 2026 r. wyniosło ok. 2 bln 88,8 mld zł. W ciągu miesiąca (licząc od stanu na koniec marca) przyrosło nam 38,1 mld zł długu.
Spirala długu się nakręca
Dlaczego pożyczamy na potęgę? Polska ma duże wydatki stałe, obejmujące m.in. świadczenia socjalne, takie jak program 800 plus czy 13. i 14. emerytura. Pieniądze pochłaniają też inwestycje infrastrukturalne, obejmujące rozbudowę portów morskich, budowę nowych dróg ekspresowych i modernizację linii kolejowych. Ponadto dużo inwestujemy w sieci elektroenergetyczne, by przystosować system do rosnącego udziału odnawialnych źródeł energii. Do tego dochodzą wydatki na zbrojenia.
Wpływy do budżetu z podatków nie pokrywają w pełni skali wydatków – stąd pojawia się deficyt, który powoduje, że musimy się zapożyczać. Potrzeby pożyczkowe cały czas rosną – w budżecie na bieżący rok zostały zaplanowane na ok. 690 mld zł (w ujęciu brutto, czyli z uwzględnieniem wykupu wcześniej wyemitowanego długu) wobec wykonania w 2025 r. na poziomie ok. 490 mld zł.
Polacy nie mają wątpliwości ws. decyzji Zełenskiego. Najnowszy sondaż
Tymczasem koszt emisji nowego długu jest powiązany z poziomem stóp procentowych ustalanym przez bank centralny. I tu pojawia się pierwszy problem.
– Wysoki koszt obsługi długu publicznego w Polsce wynika z faktu, że mamy relatywnie wysokie tzw. krótkie stopy procentowe, czyli te ustalane przez bank centralny – wyjaśnia w rozmowie z Zero.pl Piotr Bartkiewicz, ekonomista Banku Pekao. – W konsekwencji płacimy całkiem spore odsetki od zadłużenia. W 2025 r. stopy procentowe w Polsce przekraczały 4 proc., podczas gdy w krajach strefy euro było to ok. 2 proc. Nasza sytuacja miała oczywiście związek z dość uporczywą inflacją – w ubiegły rok wchodziliśmy z dynamiką cen oscylującą wokół 5 proc., do której NBP musiał dostosować politykę pieniężną.
Jak dodaje nasz rozmówca, drugi problem polega na tym, że różnica między oprocentowaniem polskich obligacji o krótkim terminie zapadalności a oprocentowaniem papierów o długim terminie zapadalności wynosiła w 2025 r. ponad 100 pkt bazowych.
– Inwestorzy chcieli po prostu wyższej premii za posiadanie obligacji 5- czy 10-letnich – tłumaczy ekonomista Pekao. – A polski rząd, jak każdy rząd, chce więcej pożyczać na dłuższy okres, żeby uniknąć wahań kosztów obsługi zadłużenia. Większy udział długu o dłuższym terminie zapadalności podbił zatem wskaźnik kosztów obsługi długu. Wreszcie, pamiętajmy, że kiedy Polska zadłuża się w walucie obcej, płaci wyższe odsetki niż kraje, dla których ta waluta jest walutą „rodzimą”, co np. powoduje rozdźwięk między kosztami obsługi długu u nas i w strefie euro.
Jak podał Eurostat, w Polsce ok. 26 proc. długu publicznego jest denominowane w walutach obcych – określono to jako „znaczący” poziom. Daleko nam jednak do Bułgarii, gdzie udział długu w walutach obcych w całości zadłużenia wyniósł 75 proc., czy Rumunii (53 proc.).
Polski dług i premia za ryzyko
– Polska generalnie nie ma problemów z finansowaniem swoich potrzeb pożyczkowych, ale płaci za to wyższą cenę – zauważa Piotr Bartkiewicz. – Premia za ryzyko geopolityczne pozostaje u nas podwyższona od 2-3 lat. Są to, oczywiście, ułamki kosztów obsługi zadłużenia, niemniej dokładają się do ogólnego poziomu tego wskaźnika.
Wspomniane ryzyko geopolityczne to fakt, że za naszą wschodnią granicą od 2022 r. toczy się wojna, w związku z czym Polska traktowana jest przez inwestorów jako kraj przyfrontowy.
– Poza tym do największych nabywców naszych papierów długoterminowych należą inwestorzy zagraniczni – polskie banki preferują papiery krótkie (aby zagospodarować nadmiar środków z depozytów). A zagranica żąda wspomnianej wyższej premii za ryzyko – podsumowuje ekonomista Pekao.
Jeśli chodzi o ogólny poziom długu publicznego w relacji do PKB, Polska nie wypada najgorzej na tle innych krajów UE – aczkolwiek samo Ministerstwo Finansów wskazuje, że już w tym roku przekroczymy unijny próg ostrożnościowy wyznaczony na 60 proc. PKB (mowa o długu liczonym według metodologii Eurostatu – EDP, która uwzględnia także zadłużenie funduszy pozabudżetowych). Spójrzmy jednak, jak wygląda to w innych państwach członkowskich: jak podawał w kwietniowej publikacji Eurostat, na koniec 2025 r. najwyższy poziom długu publicznego w relacji do PKB miała Grecja (146,1 proc.), za nią uplasowały się Włochy (137,1 proc.), Francja (115,6 proc.), Belgia (107,9 proc.) i Hiszpania (100,7 proc.). Polska znalazła się w tym zestawieniu dość daleko, bo na 13. miejscu, ze wskaźnikiem dług publiczny/PKB na poziomie 59,7 proc.
