
Prezydent podpisał nowelizację wzmacniającą sądową kontrolę nad działaniami służb. Wojciech Klicki, wiceprezes Fundacji Panoptykon, ocenia, że zmiana daje sędziom nowe narzędzia do sprawdzania kontroli operacyjnej. Wskazuje jednak, że w przepisach wciąż brakuje regulacji dotyczących m.in. AI i informowania obywateli o inwigilacji.
- Nowe przepisy pozwolą sędziom sprawdzać działania służb w trakcie prowadzenia kontroli operacyjnej.
- Wojciech Klicki wskazuje, że ustawa nie rozwiązuje wszystkich problemów. Jego zdaniem brakuje m.in. regulacji dotyczących AI i obowiązku informowania obywateli o zakończonej inwigilacji.
- Ekspert uważa, że sama możliwość kontroli może działać prewencyjnie i skłaniać funkcjonariuszy do większej ostrożności przy korzystaniu z uprawnień.
25 września Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę wzmacniającą kontrolę sądową nad działaniem służb. O to, co ta ustawa zmieni w praktyce, zapytaliśmy Wojciecha Klickiego, wiceprezesa Fundacji Panoptykon.
Maria Badzio, dziennikarka Zero.pl: Prezydent podpisał nowelizację wzmacniającą nadzór sądowy nad kontrolą operacyjną. To z perspektywy praw obywatelskich dobra czy zła decyzja?
Wojciech Klicki, wiceprezes Fundacji Panoptykon: To ustawa, która pozwoli sędziom na realne weryfikowanie działalności służb i prowadzonych przez nie podsłuchów. Co kluczowe: nie tylko na wstępnym etapie, kiedy służba zwraca się z wnioskiem i prosi sąd o formalną zgodę, ale również później. Sędziowie zyskają uprawnienie, by w trakcie trwania kontroli sprawdzać, co służby faktycznie robią z pozyskiwanym materiałem.
To fundamentalna zmiana. Dotychczas wyglądało to tak, że funkcjonariusze przychodzili po pieczątkę, a potem robili, co chcieli. Ta ustawa oczywiście nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale bez wątpienia porządkuje ten obszar.
Jakie konkretnie problemy wiązały się z tym, że sąd nie miał dotąd wglądu w późniejsze działania funkcjonariuszy?
W trakcie prowadzenia kontroli operacyjnej mogą ujawnić się okoliczności, o których na początku nikt nie wiedział albo których służby celowo sądowi nie ujawniły – na przykład fakt, że podsłuchiwana osoba jest dziennikarzem, adwokatem czy posłem.
Gdyby sędzia w trakcie trwania procedury zażądał informacji o bieżącym postępowaniu, mógłby od razu zareagować: „Zaraz, podsłuchujecie rozmowy objęte tajemnicą obrończą albo próbujecie dotrzeć do chronionych źródeł dziennikarskich”. Tutaj można przypomnieć słynny już system Pegasus. W trakcie tamtej afery sędziowie twierdzili, że nie wiedzieli, na jakie narzędzia wyrażają zgodę.
Czy sędziowie nie powinni po prostu sami o to dopytać?
Dotychczas przepisy wyglądały tak, że służby przekazywały sędziemu wyłącznie materiały, które w ich ocenie uzasadniały potrzebę założenia podsłuchu. Jedną ze zmian, którą zatwierdził prezydent, jest przepis mówiący, że jeśli sędzia poweźmie wątpliwości, może zażądać dodatkowych, znacznie szerszych dokumentów. Mógłby na przykład dowiedzieć się z nich, że podejrzewana osoba ma twarde alibi albo że w aktach znajdują się dowody wykluczające sens prowadzenia inwigilacji.
Dotychczas statystyki były bezlitosne: sądy wyrażały zgodę w 99 proc. przypadków i to się pewnie z dnia na dzień drastycznie nie zmieni. Natomiast pojawia się ten drugi mechanizm – możliwość skontrolowania, co służby robią w trakcie podsłuchu. Nie sądzę wprawdzie, by sędziowie korzystali z tego masowo, ale po pierwsze: dzięki wprowadzonym poprawkom będziemy mieli w przyszłym roku oficjalne sprawozdania pokazujące, jak często to uprawnienie jest stosowane. Po drugie, i ważniejsze, zadziała zasada strzelby Czechowa – świadomość, że może „w każdej chwili wystrzelić”, sprawi, że funkcjonariusze i ich przełożeni dwa razy zastanowią się przed nadużyciem uprawnień.
Sama ustawa jest według pana dobrze przygotowana, czy mogła pójść znacznie dalej?
W tej ustawie wielu kluczowych elementów po prostu jeszcze nie ma. To dopiero mały krok naprzód. Wzmocniono nadzór sądowy nad klasycznymi podsłuchami, ale przepisy całkowicie pomijają nowe wyzwania technologiczne.
Czytaj również: Błędnie przypisali głosy Nawrockiemu i Trzaskowskiemu. Jest decyzja sądu
Przykładowo: wykorzystywanie przez służby sztucznej inteligencji. Użycie algorytmów AI przez ABW czy Agencję Wywiadu nie jest u nas w żaden sposób uregulowane – formacje te mogą wdrażać te narzędzia bez kontroli zewnętrznej. Oczywiście nie chodzi o to, by im tego zakazywać, bo AI potrafi być znakomitym instrumentem analitycznym. Z drugiej strony technologia rozpoznawania twarzy w przestrzeni publicznej rodzi gigantyczne ryzyko. W Stanach Zjednoczonych doszło już do wielu sytuacji, gdzie kamery błędnie wytypowały osoby jako poszukiwane, a funkcjonariusze ślepo szli za wskazaniem algorytmu, co w połączeniu z brutalnością amerykańskiej policji kończyło się nawet zgonami niewinnych ludzi.
Kolejną fundamentalną luką jest postulat, o który w Fundacji Panoptykon walczymy od lat: obowiązek powiadamiania obywatela o tym, że był inwigilowany.
Rozumiem, że chodzi o informowanie post factum?
Dokładnie tak. Obywatel po roku czy dwóch od zakończenia czynności powinien otrzymać oficjalną informację: „byłeś przedmiotem kontroli operacyjnej”. Dziś mamy paradoks: o inwigilacji dowiadujemy się wyłącznie wtedy, gdy zebrane materiały stają się podstawą aktu oskarżenia – czyli w sytuacji, gdy prawdopodobnie popełniliśmy przestępstwo. Natomiast jeśli jesteśmy całkowicie niewinni, nie dowiemy się o tym nigdy.
Czytaj również: Putin szykuje Rosję na kolejny ruch. Czy Polska ma się czego obawiać?
Gdy policja przeszukuje nam mieszkanie albo nas zatrzymuje, wiemy o tym od razu i możemy złożyć zażalenie do sądu. Przy podsłuchach dochodzi do skrajnej ingerencji w prywatność, a obywatel pozostaje w całkowitej nieświadomości. Informowanie post factum to standard w większości państw Unii Europejskiej – to elementarne oddanie obywatelom prawa do obrony własnej prywatności. Minister Tomasz Siemoniak w trakcie prac deklarował, że ta nowelizacja to nie jest ostatnie słowo i resort planuje kolejne rozwiązania. Mam nadzieję, że następnym krokiem będą właśnie przepisy o powiadamianiu obywateli. Sam fakt, że prezydent podpisał tę nowelizację, otwiera drogę do kolejnych reform. Gdyby zastosował weto, zablokowałoby to jakiekolwiek dalsze zmiany w służbach na długi czas.
Zastanawiam się tylko, na ile sędziowie rzeczywiście będą w praktyce korzystać z tego nowego narzędzia kontroli.
To będzie zależało pewnie od indywidualnego podejścia konkretnego sędziego. Nawet jeśli wykorzystanie tego przepisu będzie rzadkie, to sam fakt jego istnienia wytworzy niezbędny efekt prewencyjny, ponieważ służby zyskają świadomość, że ktoś patrzy im na ręce.
Podsumowując: z podpisu prezydenta jest pan zadowolony?
Od lat walczymy o to, by służby przestały być „państwem w państwie”. To pierwsza od bardzo dawna ustawa, której bezpośrednim, deklarowanym celem jest zwiększenie realnej kontroli nad służbami specjalnymi. Zapisy nie są idealne, ale przeszły przez Sejm, Senat i zyskały podpis prezydenta. Bez wątpienia możemy uznać to za sukces środowiska obywatelskiego i naszej fundacji.
Może zainteresuje Cię także: