Reklama
Kraj

Polska ma F-35 i Daniela „Magicala” w Sejmie. Chociaż o mundial nie musi się martwić

Polska hucznie powitała nowe F-35. Myśliwce przeleciały z Gdańska przez Warszawę do Krakowa. Trasa między aktualną a dawną stolicą zajęła im zaledwie 25 minut. Znając tę statystykę, należy pochwalić senatorkę KO Monikę Piątkowską, że ogłosiła swoją gotowość do walki o krakowski magistrat zaledwie 25 minut drogi od niego. Oto cotygodniowy, subiektywny przegląd wydarzeń.

Kasjan Owsianko
Opinia autorstwa: Kasjan Owsianko
14.06.2026
7 min
Minister Kosiniak-Kamysz chwalił się F35, choć wcześniej negatywnie wypowiadał się o ich zakupie. (fot. Marian Zubrzycki / Radek Pietruszka / Paweł Supernak / PAP)
TYLKO NA

Zagęszcza się walka o krakowski magistrat – i nie mylić z ratuszem, jeśli wam życie miłe. W kolejce do prezydenckiego fotela w dawnej stolicy Polski ustawili się już m.in. Michał Drewnicki z Prawa i Sprawiedliwości, Bartosz Bocheńczak z Konfederacji, Michał Klimek z drugiej Konfederacji, Aleksandra Owca z Razem, Daria Gosek-Popiołek z Lewicy czy były szef NIK Marian Banaś. Kwestią czasu jest także ogłoszenie startu przez Łukasza Gibałę, głównego rywala odwołanego w referendum Aleksandra Miszalskiego przy ostatnich wyborach.

Swój start ogłosiła w tym tygodniu także senatorka Koalicji Obywatelskiej Monika Piątkowska. Polityczka do przedstawienia światu decyzji wybrała miejsce na wskroś symboliczne – Warszawę. Wielu mogłoby się dziwić, dlaczego nie Kraków, ale w tym przypadku trzeba patrzeć szerzej.

Czytaj też: Prezydent Piątkowska? Kandydatura na mobilizację przeciw Gibale

Po pierwsze, postawienie na stolicę może świadczyć o gotowości do poświęceń. W końcu codzienne dojazdy do tak odległej pracy nie są sprzyjające dla nikogo. Po drugie, ruch ten czytać można jako chęć walki o najlepszą przyszłość grodu Kraka w miejscu, gdzie zapadają najważniejsze decyzje. Na odległość przecież nie wszystko da się z Wiejską załatwić. Po trzecie, niewykluczone, że jest to rzucenie rękawicy rywalom z Radomia, którzy już wcześniej ogłosili swój start. Trzeba mierzyć siły na zamiary.

Reklama
Reklama

No i pamiętajmy, że z Warszawy do Krakowa wcale nie jest tak daleko. Jeśli senatorce udałoby się codziennie łapać podwózkę nowymi myśliwcami F-35, to trasa ta zajmowałaby jej w jedną stronę niecałe pół godziny. Nawet mnie droga z mieszkania na stołecznej Pradze Północ do redakcji na Mokotowie zajmuje dłużej.

Sukces z F-35 i nieomylny Jarosław Kaczyński

Tylko najpierw polityczka musiałaby ustalić, czy w ogóle może korzystać z F-35, a to zależy od tego, czyim sukcesem jest fakt, że myśliwce trafiły do Polski – bo sukcesem niezaprzeczalnie jest. Jeśli aktualnego rządu i wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, to problemu nie ma. Jeśli poprzedniego rządu i byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka, to może być średnio.

Z jednej strony ustalić źródło sukcesu nie będzie łatwo, czego dowód dali nieszczędzący sobie uprzejmości podczas ceremonii przyjęcia myśliwców aktualny minister obrony wraz z prezydentem Karolem Nawrockim. Pierwszy z wymienionych przypominał prezydenckie weto dla programu pożyczek SAFE, drugi – słowa pierwszego sprzed sześciu lat, w których chęć zakupu F-35 nazywał „megalomanią”. Z innej strony być może wystarczyłoby zapytać jedną z dwóch matek chrzestnych nowych maszyn – żonę wicepremiera Paulinę Kosiniak-Kamysz. Przecież matki są nieomylne.

Czytaj też: F-35 już w polskiej służbie. Powitanie maszyn w cieniu politycznych uszczypliwości

Reklama
Reklama

Poza matkami nieomylny jest także Jarosław Kaczyński, którego partia obchodzi w tym tygodniu swoje 25 urodziny. O jego nieomylności świadczyć mogą niedawne słowa, że dowodzone przez niego ugrupowanie potrzebuje dwóch płuc. Jak prezes powiedział, tak się stało. W tym tygodniu wyrosło drugie płuco, któremu nadano imię „Po Pierwsze Polska” – na cześć zwycięskiego hasła wyborczego przy ostatniej kampanii prezydenckiej.

Drugie płuco – lub, jak stwierdził lider nowo powstałego stowarzyszenia Jacek Sasin, „pięść Kaczyńskiego” – służyć ma za przeciwwagę dla utworzonego dwa miesiące wcześniej stowarzyszenia byłego premiera Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus”.

Kiedy dawny szef rządu ogłaszał w kwietniu swoją inicjatywę, zewsząd pojawiały się głosy, że szykuje się do opuszczenia Prawa i Sprawiedliwości. Głosy te sugerowały pójście w możliwych dwóch kierunkach – z jednej strony całkowite odcięcie od Nowogrodzkiej i próbę podebrania jej wyborców, z drugiej podzielenie się partii-matki na dwa mniejsze obozy (liberalny i radykalny) i pójście na dwufrontową walkę z grającą pod batutami Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka Konfederacją Wolność i Niepodległość oraz dowodzoną przez Grzegorza Brauna Konfederacją Korony Polskiej.

Reklama
Reklama

Żadne z przepowiedni się nie sprawdziły. Nie oznacza to jednak, że pomysł nowego, liberalnego ugrupowania, które mogłoby zagrozić mentzenowsko-bosakowej Konfederacji, upadł. Wręcz przeciwnie – żyje i ma się dobrze. Za jego urzeczywistnieniem, jak donosi „Rzeczpospolita”, stać ma jednak nie Mateusz Morawiecki, a Ryszard Petru, polityk z niemałym doświadczeniem w tworzeniu partii o takim profilu.

Jeśli doniesienia te się potwierdzą, to, cóż, Mentzen i Bosak mogą spać spokojnie.

Nawrocki do Białego Domu, „Magical” do Sejmu

Mniej spokojnie spać będą w nocy z niedzieli na poniedziałek osoby mieszkające w sąsiedztwie Białego Domu, w którym organizowana jest gala UFC Freedom 250. Wydarzenie, jak sama nazwa wskazuje, towarzyszy obchodom 250. rocznicy podpisania przez Stany Zjednoczone Deklaracji Niepodległości. Dziwnym zbiegiem okoliczności towarzyszy ono także, czego nazwa nie wskazuje, 80. urodzinom będącego fanem UFC prezydenta Donalda Trumpa.

Jednym z gości, którzy pojawią się na gali, będzie prezydent Karol Nawrocki. „Polskę i Stany Zjednoczone łączą wieloletnie relacje oparte na wspólnej historii, wartościach oraz strategicznym partnerstwie, które dziś znajduje odzwierciedlenie w sojuszniczej współpracy politycznej, gospodarczej i obronnej” – przekazał w środku tygodnia prezydencki minister Marcin Przydacz.

Reklama
Reklama

Na ten moment nie wiadomo, jak będzie wyglądać współpraca polsko-amerykańska przy okazji gali UFC. Być może głowa państwa podpatrzy jakieś ruchy, którymi podzielić się będzie mogła z innymi zainteresowanymi sztukami walki politykami – np. z Łukaszem Mejzą, o którego debiucie na jednej z gal „freak-fightowych” mówi się od dłuższego czasu.

Czytaj też: Łukasz Mejza wreszcie odnalazł powołanie

Poseł, który niedawno opuścił klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości, przygotowania do walki wziął na poważnie. Dowód temu dał, przychodząc do Sejmu z wielokrotnie skazywanym patostreamerem Danielem „Magicalem” Zwierzyńskim, legendą polskich „freak-fightów”, wręcz ich ojcem chrzestnym.

Próżno było szukać tego dnia przy Wiejskiej lepiej dobranego duetu niż Mejza-Zwierzyński.

Reklama
Reklama

Moment pojawienia się „Magicala” w Sejmie nie był przypadkowy. Zbiegł się w czasie z procedowaniem ustawy dotyczącej zakazania patostreamingu. Zgodnie z projektem karalne będzie publiczne rozpowszechnianie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej treści przedstawiających popełnienie konkretnych czynów karalnych.

Ustawa z sukcesem przeszła przez Sejm, poparło ją 419 posłów. Nic więc nie wskazuje, żeby miała w niedalekiej przyszłości dołączyć do rekordowego grona 37 projektów zawetowanych przez prezydenta Karola Nawrockiego. Ale kto wie – niezbadane są wyroki głowy państwa.

Chociaż o to, czy wygramy jakikolwiek mecz na mundialu, nie musimy się martwić. Zawsze mogło być gorzej.

Źródło: Zero.pl