
Śmigłowiec Mi-8 operujący z Obwodu Królewieckiego naruszył polską przestrzeń powietrzną na głębokości kilkuset metrów. Lot maszyny obserwowały polskie systemy radiolokacyjne. Poderwano myśliwce. Rosyjskie prowokacje nie ustają, a Królewiec staje się bastionem przygotowywanym do dywersji.
- Polska i Litwa mierzą się z całą serią naruszeń przestrzeni powietrznej przez lotnictwo rosyjskie bazowane w Obwodzie Królewieckim.
- W rosyjskiej enklawie oprócz baz lotniczych znajduje się ośrodek GRU szkolący sabotażystów szykowanych do akcji w Europie.
- Królewiec jest także ośrodkiem walki radioelektronicznej zagłuszającym sygnał GPS na Morzu Bałtyckim, co może doprowadzić do tragedii w cywilnej flocie.
„23 września br. o godz. 11.08, na północ od miejscowości Braniewo, doszło do krótkotrwałego naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej przez śmigłowiec Mi-8 Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej” – czytamy w komunikacie Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Maszyna naruszyła polską przestrzeń powietrzną na ok. 300 metrów, co trwało 42 sekundy.
Śmigłowiec był obserwowany przez Siły Zbrojne RP. W przestrzeń powietrzną poderwano samoloty myśliwskie. W ostatnich miesiącach trwa cała seria podobnych rosyjskich prowokacji.
Śmigłowiec to element
Mi-8 to śmigłowiec wielozadaniowy radzieckiej konstrukcji. Ale to nie jedyna maszyna, którą trzeba było przechwycić. Dzień przed tym incydentem, rosyjski Ił-20 leciał 40 km, wzdłuż polskiego wybrzeża. W sierpniu odnotowano trzy podobne działania Rosji i przechwycono m.in. wielozadaniowy samolot bojowy Su-30.
W październiku 2025 r. doszło do naruszenia litewskiej przestrzeni powietrznej i to na kilkanaście minut. Co gorsza, rosyjski pilot Su-30 prawdopodobnie w parze z samolotem-cysterną Ił-78, naruszyły granice Litwy. W przypadku rosyjskich dronów często mówimy o wcześniejszych przelotach przez przestrzeń powietrzną Białorusi i Ukrainy (których nie strąciła obrona przeciwlotnicza), w przypadku samolotów głównym winowajcą jest Królewiec. To nie pojedynczy Mi-8 jest problemem, a sama istota wykorzystania przez Rosję Obwodu Królewieckiego.
Co jest w Obwodzie Królewieckim?
Rosyjską enklawę naszpikowano nowoczesną, jak na Rosję, bronią. Samoloty Su-24M uzupełniono nowszymi Su-30SM, a baza lotnicza ma być silnie chroniona obroną rakietową. Prowokacje wojskowego lotnictwa i śmigłowców nie są jedynym problemem związanym z Królewcem.
Znajduje się tam baza rakiet balistycznych Iskander, port wojskowy, a pod wsią Parusnoje rozlokowano ośrodek szkoleniowy wywiadu wojskowego (GRU) przygotowujący dywersantów do akcji w Polsce i na Litwie. Widnieje on jako 390. Punkt Rozpoznawczy Specjalnego Przeznaczenia.
W rosyjskich mediach łączony jest ze szkoleniem wojskowych nurków. W istocie, ma być wiązany z serią aktów sabotażu w Europie, nawet z tymi przeprowadzonymi w Polsce. Do tego, Królewiec jest ośrodkiem walki radioelektronicznej.
Na południowym Bałtyku, Rosjanie zagłuszają sygnał GPS/GNSS, stosują także technikę spoofingu, czyli fałszowanie sygnału. Powoduje to błędne odczyty w systemach pozycjonowania cywilnych jednostek, co może doprowadzić do katastrofy w ruchu wodnym i lotniczym. Głównym ośrodkiem rosyjskiej walki sygnałowej jest jednostka w Okuniewie – co odkryli badacze z Uniwersytetu Morskiego w Gdyni śledzący poprzez stacje badawcze zakłócenia na Bałtyku.
Kaliningradzki Rejon Obronny (KRO) jest najbardziej zmilitaryzowanym obszarem Federacji Rosyjskiej. Co prawda, potrzeby wojny przeciw Ukrainie, oraz dyslokacja na granicę z Finlandią, doprowadziła do osłabienia oddziałów lądowych w obwodzie, ale enklawa wciśnięta, między Państwa Bałtyckie, a Polskę i Białoruś, blisko strategicznego Przesmyku Suwalskiego, wciąż jest bastionem wykorzystywanym do geopolitycznego i militarnego osłabiania wschodniej flanki NATO oraz testowania jej gotowości.

