Mimo obowiązującego porozumienia o wstrzymaniu walk, sytuacja w Strefie Gazy wciąż jest tragiczna. Lekarze Bez Granic alarmują: co godzinę i 20 minut ginie lub odnosi rany kolejny Palestyńczyk. Tzw. zawieszenie broni staje się fikcją, a obszar dostępny dla cywilów dramatycznie się kurczy.

- Od października ubiegłego roku w działaniach sił Izraela zginęło 1185 osób, a tysiące zostało rannych, w tym setki dzieci.
- Tzw. „żółta linia” przesuwa się na zachód bez ostrzeżenia, spychając blisko dwa mln ludzi na zaledwie 30 proc. terytorium Gazy.
- Ekstremalne przepełnienie, braki medyczne i cicha dewastacja warunków życia doprowadzają do szerzenia się chorób i ataków gryzoni.
Deklarowane od października ubiegłego roku zawieszenie broni w Strefie Gazy miało przynieść ulgę cywilnej ludności. Z najnowszego raportu organizacji Lekarze Bez Granic wyłania się jednak przerażający obraz rzeczywistości. Każdego dnia dochodzi do kolejnych tragedii – statystycznie co 80 minut ginie lub zostaje raniony co najmniej jeden Palestyńczyk. Dane przekazane przez lokalny resort zdrowia wskazują, że w trakcie trwania porozumienia śmierć poniosło już 1185 osób, a niemal 4 tys. zostało rannych.
Tylko personel medyczny Lekarzy Bez Granic w ciągu dziewięciu miesięcy przyjął 625 dzieci z ciężkimi obrażeniami, głównie powybuchowymi. Z kolei szacunki UNICEF mówią o ponad 265 dzieciach, które straciły życie w tym samym okresie. Szpitale nieustannie zmagają się z napływem poszkodowanych – tylko w jednym obiekcie w Az-Zawajdzie w ciągu miesiąca udzielono pomocy kilkudziesięciu osobom poszkodowanym w izraelskich atakach.
Ruchoma granica i kurczący się świat
Przedstawiciele organizacji humanitarnych zwracają uwagę na mechanizm tak zwanej „żółtej linii”. Strefa, która w założeniach miała gwarantować bezpieczeństwo, stała się w praktyce narzędziem stałej kontroli i presji. Granica ta przesuwa się w stronę zachodnią bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi, ustaleń czy możliwości poszerzenia przestrzeni dla Palestyńczyków. W efekcie obszar życiowy ludności cywilnej jest nieustannie ograniczany.
W momencie ogłaszania wstrzymania walk siły izraelskie kontrolowały około połowy terytorium. Obecnie szacuje się, że niemal dwa mln mieszkańców zostało zepchniętych na zaledwie 30 proc. powierzchni Strefy Gazy. Przymusowe przesiedlenia dotknęły już około 90 proc. społeczności. Ludzie ci żyją w permanentnym strachu i chaosie, zmuszeni do wielokrotnych ucieczek i poszukiwania schronienia w przepełnionych obozowiskach namiotowych.
Cicha katastrofa w przepełnionych obozach
Skupienie ogromnej liczby ludzi na tak małej przestrzeni doprowadziło do załamania podstawowych standardów sanitarnych. Prowizoryczne obozowiska stają się siedliskiem groźnych chorób. Lekarze na miejscu zgłaszają masowe przypadki świerzbu, ciężkich infekcji dróg oddechowych, a także plagę szczurów, które atakują śpiących w namiotach ludzi. Zagrożenie nie omija samych wolontariuszy – w tym personelu medycznego, którego miejsca zamieszkania również ulegają zniszczeniu w wyniku ostrzałów.
Eksperci Lekarzy Bez Granic wprost nazywają te działania „powolną metodą” doprowadzania do sytuacji, w której Strefa Gazy stanie się obszarem całkowicie niezdatnym do egzystencji. Bez trwałego i realnego powstrzymania przemocy oraz dopuszczenia stałej pomocy, skrajnie zagęszczony i odcięty od świata obszar stanie się miejscem jeszcze większej katastrofy humanitarnej.