Krzysztof Stanowski w swoim komentarzu ironicznie podsumowuje ostatnie tygodnie w Polsce: rakietę, która spadła na polach, nocne alarmy, awarię rządowych serwerów po masowym SMS-ie oraz wyciek danych wiceministra sprawiedliwości po ataku hakerskim.

- Po wlocie rakiety w polskie terytorium władze wysłały masowy SMS z linkiem do poradnika bezpieczeństwa, co doprowadziło do przeciążenia i awarii rządowych stron internetowych.
- Kolejne alerty RCB dotyczyły m.in. ostrzeżeń przed piecykami gazowymi, wysyłanych w środku nocy tuż po komunikatach o zagrożeniu militarnym.
- Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha miał stracić dostęp do konta WhatsApp po kliknięciu w podejrzany link, co dawało potencjalny dostęp do kontaktów i korespondencji członków rządu.
Punktem wyjścia komentarza Krzysztofa Stanowskiego jest incydent z czwartku, gdy w polską przestrzeń wleciała rakieta, która ostatecznie spadła na otwartym terenie. – Czy czują się państwo bezpiecznie, albo inaczej zapytam, czy czują się państwo wystarczająco zaopiekowani? – zapytał dziennikarz.
Dziennikarz zwraca uwagę, że gdyby spadła w gęściej zaludnionym miejscu, konsekwencje polityczne mogłyby być poważniejsze. Zdarzenie to stało się jednak zaledwie początkiem serii wydarzeń, które – jak ironizuje – miały świadczyć o „pełnej kontroli” sytuacji przez władze.
Kluczowym wątkiem jest zamieszanie wokół sygnałów alarmowych. Stanowski przywołuje wypowiedź posła Andrzeja Szejny, który zalecał ucieczkę w razie sygnału modulowanego, podczas gdy oficjalny poradnik bezpieczeństwa nakazuje stosowanie się do komunikatów w mediach. Problem w tym, że w chwili nocnego alarmu w telewizji i radiu nie nadawano żadnych instrukcji, co – zdaniem dziennikarza – stawiało obywateli przed wyborem między paniką a bezradnością.
– „Poradnik bezpieczeństwa” mówi: stosuj się do komunikatów. Komunikaty mają być w radiu i telewizji. Idziesz zaspany przez pokój, szukasz pilota, włączasz, a tam piosenka: „cała sala śpiewa z nami, tańcząc walca, walczyka parami” – skomentował Stanowski.
Awaria serwerów po komunikacie od rządu
Kolejnym elementem opisywanej sekwencji był alert RCB z linkiem do poradnika bezpieczeństwa, rozesłany do milionów Polaków mimo wcześniejszych ostrzeżeń, by nie klikać w linki w podejrzanych wiadomościach. Efektem było – jak relacjonuje Stanowski – przeciążenie i faktyczna niedostępność rządowych stron internetowych.
– Człowieku, jak tak będziesz rozkminiał, to cię wojna w gaciach zastanie. Trzeba klikać – podsumował.
Minister Marcin Kierwiński, odnosząc się do sprawy w Sejmie, zadeklarował, że podjąłby tę samą decyzję ponownie, gdyby miał taką możliwość.
– Największy w historii atak na strony rządu RP przeprowadził rząd RP. Jak spodziewasz się dużego ruchu, to zabezpieczasz serwery. Okazało się, że Polska może i nie ma obrony przeciwdronowej, ale za to nie ma też serwerów – dodał Stanowski.
Alert o piecykach i zhakowany wiceminister
Do już napiętej atmosfery doszły kolejne komunikaty RCB, wysłane w nocy tuż po wcześniejszych alertach związanych z zagrożeniem militarnym.
– Już się kładziesz do snu, już pierwszy sen się zaczyna, a tu nagle powiadomienie RCB. Znowu alert, rany boskie. Co tym razem, burza z piorunami czy bombardowanie od ruskich? Nie wiadomo co gorsze. A tu patrzysz: uwaga na piecyki gazowe – powiedział dziennikarz.
Osobnym wątkiem jest sprawa wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchy, który – według przywołanej relacji – miał stracić dostęp do swojego konta WhatsApp po kliknięciu w link związany z internetowym konkursem tanecznym. Zdaniem założyciela Kanału Zero stanowi to ryzyko dla korespondencji z innymi przedstawicielami władzy.
Schrony na papierze
Na zakończenie Stanowski odnosi się do systemu miejsc schronienia, wskazywanych przez rządową wyszukiwarkę takich lokalizacji. Zwraca uwagę, że wiele z oznaczonych punktów opisanych jest jako miejsca o „ograniczonej dostępności”, otwierane dopiero w razie zagrożenia przez samorządy w porozumieniu z zarządcami nieruchomości – co w praktyce oznacza, że ich dostępność w sytuacji realnego zagrożenia pozostaje niepewna.
– Zapytam jeszcze raz: czy czujecie się zaopiekowani? – podsumował Stanowski.