Reklama

"Płać albo czekaj". Skandal w rządowym szpitalu MSWiA

Reklama

Jakub Styczyński w materiale Kanału Zero opowiada o porażającej skali patologii w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA. Okazuje się, że w placówce chorym na raka trzustki dostęp do nowoczesnych operacji robotem da Vinci uzależniano od „dobrowolnych” wpłat na przyszpitalną fundację.

lewa-red
Jakub Styczyński przed szpitalem MSWiA. (fot. YouTube: @KanalZeroPL)
  • W szpitalu MSWiA uzależniano operację nowoczesnych robotem da Vinci od wpłaty 20 tys. zł. 
  • Wpłata gwarantowała również, krótszy czas oczekiwania na zabieg. 
  • Kontrole wykazały, że nieprawidłowości dotyczyły 97 proc. pacjentów. 

Reklama

Państwowy szpital uzależniał terminy i sposób leczenia od wpłaty 20 tys. zł – ustaliło Zero.pl. W nowym materiale na Kanale Zero dziennikarz Jakub Styczyński opowiada o skali ujawnionych nieprawidłowości. 

Albo płacisz, albo czekasz, czyli leczenie raka trzustki w szpital MSWiA 

W nowym materiale na Kanale Zero Jakub Styczyński opowiada o ujawnionych nieprawidłowościach w państwowym szpitalu MSWiA.

Z ustaleń Narodowego Funduszu Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjentów wynika, że chorzy na raka trzustki musieli wpłacać po kilkadziesiąt tysięcy złotych, żeby uzyskać nowoczesne leczenie w rządowym szpitalu. Od pozornie dobrowolnej wpłaty uzależniano miejsce w kolejce do leczenia. Sprawa dotyczy ponad dwóch tysięcy chorych. 


Reklama

Takiej patologii nie widzieliśmy od lat. Ludzie ciężko chorzy, którzy chcieli zwiększyć chociaż troszeczkę swoje szansę na wyzdrowienie, trafiali do maszyny, która chciała wycisnąć z nich pieniądze w rządowym, publicznym szpitalu – ocenia Styczyński materiale. Jak mówi, z kontroli NFZ wynikło, że skala nieprawidłowości była porażająca. 


Reklama

 

– Stwierdzono nieprawidłowości w kolejności przyjmowania chorych. Nie niektórych, nie czasem, tylko w 97 proc. przypadków – podaje dziennikarz i cytuje komunikat NFZ: "Pacjenci, którzy nie dokonywali wpłat, nie mieli dostępu do przejrzystej, obiektywnej, opartej na kryteriach medycznych procedury ustalającej kolejność dostępu do tych świadczeń."


Reklama

Robot da Vinci tylko dla zamożnych

Prawie czterdziestu pacjentów potwierdziło, że wpłata kilku tysięcy złotych na przyszpitalną fundację była warunkiem przeprowadzenia u nich operacji robotem chirurgicznym da Vinci.


Reklama

– Wszyscy, którzy zapłacili, dostali termin niezgodnie z obowiązującymi przepisami – tłumaczy na nagraniu Jakub Styczyński i wyjaśnia, że w publicznym systemie pacjenci powinni być obsługiwani zgodnie z kolejnością zgłoszeń i wskazaniami medycznymi.

– Leczenie jest bezpłatne, a dokładniej finansowane głównie z naszych składek zdrowotnych. Nie można pobierać pieniędzy za lepszą metodę operacji – mówi dziennikarz. 

Pieniądze kazano pacjentom wpłacać na przyszpitalną fundację działającą pod tym samym adresem, co szpital. W jej władzach zasiadają wieloletni byli i obecni pracownicy szpitala.


Reklama

Formalnie dyrekcja placówki nie ma nadzoru nad tą fundacją, co jest dosyć osobliwe, biorąc pod uwagę fakt, że głównym celem tej fundacji jest to po prostu wsparcie szpitala –wyjaśniał Styczyński. 


Reklama

– Przekazują miliony na meble, ekspresy, do kawy, remonty, wyjazdy zagraniczne dla lekarzy pracujących w szpitalu – mówił, dodając, że w 2023 r. fundacja przekazała szpitalowi prawie 2,5 mln, z czego ponad 1,5 mln na blok operacyjny robotyki, dokładnie ten, na którym operowano guzy trzustki.

Profesor Marek Durlik w rozmowie z Zero.pl twierdzi, że on nikogo nie przymuszał do wpłat. On po prostu prosił, argumentował, że bez darowizn szpital nie byłby w stanie zapewnić nowoczesnego leczenia robotem.


Reklama

Źródła: Zero.pl, Kanał Zero

Reklama