Reklama
Reklama
Reklama

Dekapitacje, ślady krępowania stóp. Naukowcy z Wrocławia badają tajemnicze cmentarzysko

Już przedwojenna dokumentacja opisywała na tym cmentarzysku ślady dekapitacji, krępowania stóp czy nietypowego ułożenia kończyn. Podczas obecnych wykopalisk badacze natrafili na podobne przypadki. Koło Żórawiny na Dolnym Śląsku trwają prace archeologiczne na nekropolii liczącej ok.1600 lat.

Tajemnicze cmentarzysko na Dolnym Śląsku. Trwają badania naukowców z Wrocławia
Tajemnicze cmentarzysko na Dolnym Śląsku. Trwają badania naukowców z Wrocławia (fot. Krzysztof Ćwik / Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu)
  • Naukowcy z dwóch wrocławskich uczelni badają cmentarzysko koło Żórawiny. Nekropolia pochodzi ze schyłku wpływów rzymskich i początku wędrówek ludów – czyli sprzed ok. 1600 lat.
  • Przed drugą wojną światową na miejscu znaleziono kilkadziesiąt grobów. Zachowała się tylko część dokumentacji i zabytków.
  • Część szczątków nosiła ślady dekapitacji czy krępowania stóp. Podczas obecnych wykopalisk badacze natrafili na podobny przypadek pochówku kobiety. Dr. Pawłowi Dąbrowskiemu z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu udało się ustalić, co działo się w ostatnich chwilach jej życia.

Cmentarzysko koło Żórawiny w woj. dolnośląskim odkryto już w latach 30. XX wieku. Niemieccy badacze odnaleźli wówczas kilkadziesiąt grobów. Zebrany materiał kostny nie przetrwał do dzisiejszych czasów. Zachowała się część dokumentacji oraz pojedyncze zabytki.

Dziś polscy badacze wrócili na te tereny.

Coraz bliżej rozwiązania zagadki „wampirzycy Zosi”. Są wyniki badań

Reklama
Reklama

Cmentarzysko sprzed 1600 lat

– Pracujemy na nowiuteńkim stanowisku, które leży nieopodal tego niemieckiego, ale nigdy nie było przekopywane – mówi Zero.pl Paweł Dąbrowski, doktor nauk biologicznych, antropolog i anatom z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Jak wyjaśnia, o wznowieniu badań w tej okolicy zdecydował prof. Tomasz Gralak, archeolog pracujący na Uniwersytecie Wrocławskim.

– Przeprowadził badania magnetometrem i analizy satelitarne za pomocą GPS oraz pomiary lotnicze za pomocą dronów. Okazało się, że jest mnóstwo plam w podłożu, które mogą zwiastować jamy grobowe – wyjaśnia dr Dąbrowski. 

Dziś naukowcy z obu wrocławskich uczelni, wraz ze studentami odbywającymi praktyki letnie, wspólnie badają cmentarzysko. Na podstawie danych archeologicznych nekropolia jest wstępnie datowana na okres między ok. 350. a 430. rokiem.

Jak ustalić, do kogo należą szczątki sprzed kilkunastu wieków?

Jednym z najważniejszych pytań stawianych przez badaczy pozostaje tożsamość pochowanych. Określenie dokładnego czasu założenia nekropolii wymaga głębszych badań. IV i V wiek był w Europie czasem zmian związanych z pojawieniem się Hunów, co uruchomiło fale wędrówek ludów. Zmieniały się struktury społeczne, powstawały nowe wspólnoty, a populacje przemieszczały się i mieszały.

Tajemnice cmentarzyska pod Żórawiną (fot. Krzysztof Ćwik / Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu)

Zabytki z przedwojennych wykopalisk wskazywały na związki z kulturą czerniachowską z obszarów Ukrainy, Mołdawii i Rumunii. Widoczna jest także obecność elementów stepowych z obszarów nadczarnomorskich. Badacze przestrzegają jednak przed prostym przypisywaniem znalezisk konkretnym grupom etnicznym i kulturowym, np. Gotom, Wandalom, Sarmatom czy Hunom.

Reklama
Reklama

Materiał archeologiczny nie pozwala automatycznie utożsamiać typów zabytków czy obrządków pogrzebowych z pochodzeniem konkretnej osoby. Naukowcy są przekonani, że połączenie danych archeologicznych z badaniami antropologicznymi oraz genetycznymi może znacznie poszerzyć wiedzę o biologii społeczności, która pozostawiła po sobie to cmentarzysko.

Jak nie dać się zmanipulować... procesom chemicznym

Już przedwojenna dokumentacja opisywała dekapitacje, ślady krępowania stóp czy nietypowe ułożenie kończyn. Podczas obecnych wykopalisk badacze natrafili na podobne przypadki. Jak zauważa dr Paweł Dąbrowski, podobny rytuał takiego atypowego grzebania zmarłych po raz pierwszy zaobserwowano na cmentarzach nadczarnomorskich. Ślady podobnych rytuałów odkryto również podczas badań Gotów na wschodzie Polski. – Były związane z rozczłonkowywaniem ciała, z wyciąganiem z grobowców fragmentów kości – opowiada Dąbrowski.

Jak zauważa, często mówiąc o podobnych praktykach używamy pojęć nadających pewną narrację i emocje, np.: „praktyki antywampiryczne”. W ocenie dr. Dąbrowskiego to „czysta konfabulacja”.

Tam, gdzie śpiewają cykady, a morze pamięta Odyseusza. Opowieść z Rodos

– My tak naprawdę nie wiemy czemu to służyło. Bardzo mało jest informacji zachowanych w zapisach kronikarzy rzymskich na temat rytualnych zachowań pogrzebowych ludów barbarzyńskich. Zachowało się trochę przekazów o składaniu ofiar, cząstkowaniu, czy przekładaniu materiałów do innych grobów – mówi dr Dąbrowski.

Reklama
Reklama

Jak podkreśla, przy konstruowaniu wszelkich hipotez badacze muszą być ostrożni, by nie wpaść w pułapkę nadinterpretacji. – Procesy tafonomiczne, czyli chemiczne i geochemiczne procesy, które zachodzą w glebie, mogą do pewnego stopnia imitować intencjonalne działania. Może brakować np. jednej czy kilku kości – podkreśla.

„Jakby w ostatniej chwili chciała chwycić się krawędzi”. Ślady zbrodni sprzed 1600 lat?

W rozmowie z Zero.pl dr Dąbrowski mówi o kilku znanych przypadkach krępowania kończyn dolnych odkrytych na cmentarzyskach ludów stepowych, które w okresie wędrówek ludów napierały na tereny Barbaricum. Chodzi o ułożenie kończyn dolnych w specyficzny sposób: na krzyż, po skrępowaniu ich w okolicach kostek. – Nie wiemy, czy to następowało po śmierci danej osoby w ramach zwykłego pochówku, czy przed domniemaną egzekucją – przyznaje dr Paweł Dąbrowski.

W czasie aktualnie prowadzonych prac natrafiono na grób, który stał się wizytówką wykopalisk. Z dużą dozą prawdopodobieństwa należał do kobiety. – W tym przypadku mieliśmy do czynienia ze skrępowaniem stóp. Głowa była ponadto odrzucona poza linię kręgosłupa – mówi Dąbrowski.

Dodaje, że również samo ciało musiało być specyficznie ułożone. Kończyny dolne spoczywały dosyć wysoko, a najgłębiej – obręcz barkowa i sama czaszka.

Naukowcy UMW i UWr badają kości sprzed 1600 lat (fot. Krzysztof Ćwik / Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu)

– Albo grabarze sfuszerowali swoją „robotę” i wykopali zbyt małą jamę grobową albo zostało ono położone w pewnym nieładzie. Kończyny górne były w pewnym nieporządku. Zwłaszcza prawa kończyna była odrzucona w bok, tak jakby kobieta w ostatniej chwili chciała „chwycić się” krawędzi jamy grobowej – mówi dr Paweł Dąbrowski.

Reklama
Reklama

Najciekawsze okazały się jednak odkryte ślady urazu głowy. – To był uraz doznany jeszcze za życia w ostatnich chwilach przed śmiercią – mówi Dąbrowski. – Uderzenie nastąpiło w prawą kość skroniową prawdopodobnie tępokrawędzistym narzędziem i mogło przyczynić się do zgonu tej osoby – ocenia. Jak przekonuje, w tym przypadku nie ma mowy o przypadkowym zdarzeniu, co można stwierdzić po typowych, pouderzeniowych zmianach na czaszce. – Wiemy to z doświadczeń współpracy z medykami sądowymi – zaznacza ekspert.

Polskie uczelnie daleko od światowej czołówki. Najnowsze wydanie rankingu

Jak archeolodzy współpracują ze specjalistami nauk medycznych?

Pierwsza ocena materiału odbywa się jeszcze podczas wykopalisk. Analiza in situ pozwala wstępnie określić płeć, przybliżony wiek, stan zachowania szkieletu oraz rozpoznać ślady urazów. Dopiero zestawienie wielu cech pozwoli rekonstruować biologiczny profil osoby i jej stan zdrowia.

Po wydobyciu i oczyszczeniu kości niektóre zmiany mogą wyglądać inaczej. Dlatego badacze odnotowują pierwotne ułożenie szczątków i cały kontekst jamy grobowej.

– Analiza in situ do dopiero początek naszej pracy. Zebrany materiał kostny zostanie poddany dodatkowej analizie chemicznej i genetycznej. Spodziewamy się ustalić, z jakiego obszaru geograficznego pochodzili mieszkańcy regionu, pochowani tu około 1600 lat temu. Jestem przekonany, że dokonamy nowych odkryć – mówi Dąbrowski.

Reklama
Reklama