
Ocieplenie klimatu odsłania w wysokich partiach norweskich gór sekrety skrywane przez tysiąclecia. Topniejący lód ujawnia przedmioty z epoki brązu i kamienia, zmuszając badaczy do ponownego przemyślenia prehistorii tego regionu. Czasu na zabezpieczenie znalezisk jest jednak niewiele.
- Topniejące płaty lodowe w górach Norwegii odsłaniają unikatowe artefakty sprzed pięciu–sześciu tys. lat.
- Wśród odkryć znajdują się nie tylko groty strzał, ale też odzież, narzędzia i dziecięce zabawki.
- Naukowcy ostrzegają, że większość lodowych stanowisk może bezpowrotnie zniknąć w ciągu 20 lat.
Rekordowa anomalia zmieni zimę 2026/2027. Oto nowa prognoza dla Polski
Jeszcze kilkanaście lat temu znaleziska wydobywane z lodowców najwyższych pasm górskich w Norwegii kojarzono przede wszystkim ze średniowieczem lub okresem sprzed około dwóch tysięcy lat. Dzisiaj rzeczywistość archeologiczna wygląda zupełnie inaczej. Badacze pracujący w ramach programu Secrets of the Ice tylko w tym roku natrafili na 48 prehistorycznych strzał, z których najstarsze pochodzą sprzed pięciu–sześciu tys. lat.
Archeologia na górskich szczytach
Odkrycia na górskich przełęczach wykraczają jednak daleko poza oporządzenie łowieckie. Archeolodzy natrafiają na fragmenty odzieży, narzędzia codziennego użytku, a nawet dziecięce zabawki z epoki kamienia.
Za dwa lata zniknie „wieczny śnieg”. Naukowcy: Prawie nic nie zostało
Jak podkreśla Julian Robert Post-Melbye z Uniwersytetu w Oslo: – Okazuje się, że wysoko w górach pojawiali się nie tylko myśliwi, lecz także rolnicy, rzemieślnicy, podróżni, a nawet dzieci. Podręczniki o prehistorii norweskich gór trzeba będzie pisać na nowo.
Ślady dawnych polowań na renifery są widoczne niemal na każdym kroku. Zwierzęta te podczas letnich dni wychodziły z dolin na śnieg i lód, szukając ochłody oraz schronienia przed insektami. Prehistoryczni ludzie doskonale wiedzieli, jak to wykorzystać.
Prowadzący prace naukowcy podkreślają, że znalezione groty strzał nie świadczą o tym, że pięć-sześć tys. lat temu teren był wolny od lodu. Przeciwnie: myśliwi polowali na renifery właśnie na jego powierzchni, a chybione strzały wbijały się w śnieg, by z czasem zostać uwięzione w lodzie.
– To pokazuje, jak ogromna jest zmiana, której dziś jesteśmy świadkami. Docieramy już do warstw lodu, które przez tysiące lat pozostawały nienaruszone. Teraz ten właśnie lód znika – wyjaśnił norweski archeolog.
Walka z czasem na wysokości 2000 metrów
Lód ukrywał artefakty nie tylko przed ludzkim okiem. Chronił również materiały organiczne, które w ziemi ulegają szybkiemu rozkładowi. Zachowało się drewno, skóry, kości, a nawet tkaniny i pióra. Po wydostaniu się spod lodu część z nich zaczyna się jednak niemal natychmiast rozkładać.
Sytuacja ta tworzy ogromny wyścig z czasem. – Nowoczesna archeologia stara się zachować jak największą część stanowiska dla kolejnych pokoleń badaczy, którzy będą mieli nowe technologie czy narzędzia. Tu, na wysokości 2 tys. metrów, na zabezpieczenie znalezisk mamy zaledwie dni, może tygodnie. Wybór jest taki: zrobić to teraz albo nie zrobić tego nigdy. Nie możemy pozostawić stanowiska na następne lata – ocenił Post-Melbye.
Szybkość zmian jest niepokojąca. Badacz przyznaje, że w niektórych miejscach, w których prowadzi prace od 15 lat, ubyła już połowa pokrywy lodowej. Szacuje się, że większość płatów lodu kryjących cenne zabytki stopnieje całkowicie w ciągu najbliższych dwóch dekad.
Zapytany o możliwość odnalezienia norweskiego odpowiednika włosko-austriackiego Oetziego, liczących pięć tys. lat zmumifikowanych zachowanych w lodzie zwłok człowieka, Post-Melbye przyznał, że wymagałoby to wyjątkowego zbiegu okoliczności. Musiałby umrzeć na lodzie, jego ciało nie mogłoby zostać zabrane przez innych ludzi ani rozszarpane przez wilki, rosomaki lub inne zwierzęta, śnieg i lód musiałyby szybko przykryć zwłoki, a potem zachować je przez tysiące lat w stabilnych warunkach.
– Oczywiście, że mamy nadzieję coś takiego znaleźć. To jest możliwe – powiedział archeolog.
Może zainteresuje Cię także: