Od dłuższego czasu częściej używam samochodu elektrycznego niż spalinowego. Jestem bardzo zadowolony z tego doświadczenia, ale raz na jakiś czas trafiam na sytuację, w której dostęp i użytkowanie stacji ładowania projektował chyba ktoś, kto nienawidzi EV. Najbardziej znane łódzkie centrum handlowe Manufaktura zdołało mnie w tej kwestii zadziwić.

- Aby zachęcić Polaków do przechodzenia na jazdę bezemisyjną nie wystarczą dopłaty. Potrzebna jest łatwa w obsłudze sieć ładowania.
- Chciałem skorzystać ze stacji ładowania w łódzkim centrum handlowym Manufaktura. Było to wyjątkowe doświadczenie.
- Zdecydowanie to już pora na rządowy program „stacja ładowania+”, który uprości i ujednolici funkcjonowanie punktów ładowania.
Nawet rozdawanie samochodów elektrycznych za darmo nie da nic w kwestii elektromobilności, jeśli ich nabywcy nie będą mieli ich gdzie ładować. Sieć domowa nie wytrzyma nadmiernych obciążeń, fotowoltaika działa dając odpowiednią moc latem i w dzień, a w dodatku obie te metody ładowania są bardzo długotrwałe.
Wiedzą o tym Chińczycy, rozbudowując istotnie sieć mocnych stacji uzupełniania prądu o wielu stanowiskach i jednocześnie rozwijając technologię akumulatorów, żeby ładowanie stało się tak szybkie jak tankowanie paliwa – miałem okazję sprawdzić to w rzeczywistości.
O tym mogli jednak nie słyszeć w Łodzi
Odwiedziłem to miasto samochodem elektrycznym marki GAC i przed powrotem do domu chciałem jeszcze skorzystać ze stacji ładowania. Aplikacja podająca lokalizację i zajętość takich miejsc poinformowała mnie o wolnym stanowisku na terenie centrum handlowego Manufaktura przy ul. Drewnowskiej. Ruszyłem więc na miejsce. Czekała tam na mnie cała seria zaskoczeń.
Po pierwsze, stacje ładowania w Manufakturze nie znajdują się na parkingu ogólnodostępnym. Do pewnego stopnia rozumiem to posunięcie, bo pewnie inaczej Łodzianie parkowaliby samochody spalinowe na miejscach dla aut elektrycznych. Zresztą akurat tu „pocisk” wobec Łodzian nie jest uzasadniony, bo takie rzeczy dzieją się w całej Europie. Niestety, ich ulokowanie pozostawia sporo do życzenia, ale o tym za chwilę.
Przede wszystkim, aby dostać się do stacji ładowania, trzeba przejechać przez szlaban. Szlaban nie otworzy się samoczynnie, system nie rozpoznaje zielonych tablic. Należy więc skontaktować się z ochroną. Ale nie zgadniecie: słupek z przyciskiem do interkomu umieszczono po prawej stronie od wjazdu. Nie po lewej, gdzie znajduje się kierownica, ale po prawej, więc musimy najpierw wysiąść, a potem dodatkowo jeszcze schylić się lub przyklęknąć przy słupku od interkomu.
Dzwonimy do ochrony i uprzejmie pytamy, czy możemy skorzystać ze stacji ładowania – kuriozalne, biorąc pod uwagę, że te ładowarki istnieją dla zysku, a nie dla ozdoby. Wyobraźcie sobie, że przed wjazdem na stację benzynową byłby szlaban i każdy musiałby wysiąść, a następnie wytłumaczyć ochroniarzowi, po co wybiera się pod dystrybutor.

Dlaczego słupek jest z prawej strony? Kto to wymyślił? Jak mówi moja córka - iksde. (fot. materiały własne)
Parkowanie w centrum dużych miast stało się darmowe. Czy to czas na zmiany?
Stacje ładowania znajdują się na pieszym dziedzińcu
Rzeczywiście, od stacji do wejścia jest bardzo blisko, ale dojechanie do niej wymaga manewrowania między pieszymi, którzy wcale nie spodziewają się auta w tym miejscu. Dodatkowo go nie słyszą, ponieważ wjazd jest tylko dla aut elektrycznych, więc naszym bezgłośnym pojazdem (emitującym ewentualnie delikatny dźwięk ostrzegawczy) lawirujemy między pieszymi i rowerzystami, czując się jakbyśmy jechali po chodniku. Jest to zabawa dla bardzo ostrożnych, i choć do przejechania mamy może 100 metrów, i tak trzeba wykazać się niezwykłą cierpliwością wobec spacerujących ludzi.

Tu akurat moment, kiedy szło mało osób, jak ruszyłem to znikąd pojawił się tłum. (fot. materiały własne)
Dziesiątki miliardów strat. Producenci uznali, że kupicie auta elektryczne, a wy nic
I tak docieramy do stacji ładowania. Są dwie, pierwsza na trzy stanowiska, a druga – nieco dalej – na dwa. Obsługują je różne podmioty. Znów posłużę się analogią: stacja benzynowa, gdzie każdy dystrybutor to inny koncern. Tankujesz z jedynki – Shell, z dwójki – Orlen i tak dalej. To taką sytuację mamy w Manufakturze.
Dojechałem do wolnego miejsca i chciałem rozpocząć ładowanie na stacji obsługiwanej przez Budimex, gdzie na jej obudowie napisano, żeby w celu uruchomienia procesu ładowania skorzystać z terminala płatniczego. Terminala jednak nigdzie nie było. Po prostu go nie zamontowano. Zamiast tego znalazłem informację, że obsługa stacji odbywa się przez aplikację Elocity. Znów: nie tylko każdy dystrybutor należy do innego koncernu, ale również każdy wymaga osobnej „apki”, aby rozpocząć tankowanie.

Sprawdza dostępność łącza. Widzę, że jest wolne, nie? (fot. materiały własne)
Po kilkukrotnym zaktualizowaniu i zresetowaniu aplikacji Elocity udało mi się rozpocząć ładowanie z mocą ok. 1 kWh na minutę. Korzystałem ze złącza CCS, czyli prądu stałego o wysokiej mocy.
Auto doładowało się do ok. 90 proc. i aplikacja poinformowała mnie, że to koniec, więcej nie będzie i mogę się rozłączyć. Pobrano na tę okazję 37 zł z mojego konta, równocześnie przez cały czas wyświetlając mi na ekranie aplikacji czas pozostały do końca darmowego korzystania z miejsca pod ładowarką – po jego upływie byłaby naliczana dodatkowa opłata.

Brak terminala. Obsługa tylko z apki. (fot. materiały własne)
Podsumowanie, czyli nie udało się wam mnie zniechęcić
Było to dziwne doświadczenie. Umiejscowienie stacji ładowania na dziedzińcu przed wejściem, gdzie panuje ogromny ruch pieszy, pewnie było zamierzone, bo „tych aut elektrycznych to przecież jest pięć na całe województwo”. Dziś sytuacja istotnie się zmieniła i często widzimy po 2-3 samochody elektryczne obok siebie, a do stacji ładowania potrafią ustawiać się kolejki.
W ogóle nie dziwię się w tej sytuacji fanom Tesli, którzy może żyją w swoim własnym rezerwacie, ale ten rezerwat po pierwsze działa, po drugie nie wymaga przyklękania przy interkomie i tłumaczenia się z szalonego zamiaru naładowania auta.

Oddaliłem się za szlaban w poczuciu zdziwienia, jak można było skomplikować tak prostą czynność. (fot. materiały własne)
Dlatego mam rewolucyjny pomysł, którego nikt jeszcze nie wprowadził. Chcesz zarabiać na stacji ładowania? Musi ona spełniać państwowy standard: jedna aplikacja, jeden terminal płatniczy, maksymalne uproszczenie wszystkich procedur. Takie stacje ładowania oczywiście już istnieją, chociażby pod popularnymi dyskontami spożywczymi: wybierasz kwotę przedpłaty (np. 100 zł), dotykasz kartą do terminala i ładowanie samo rusza. Zatrzyma się, gdy osiągnie zadaną wcześniej wartość. Z takich ładowarek korzystam najczęściej, a łódzką Manufakturę potraktuję jako zbieranie dziwnych życiowych doświadczeń – następnym razem pojadę gdzieś indziej.
No chyba, że coś ulepszą.
