Reklama

Chiński luksus wjeżdża do Polski. Cenę jeszcze trudniej wypowiedzieć niż nazwę

Reklama

Exlantix – trudna ta nazwa marki, ale da się jej nauczyć. Dużo trudniej jest powiedzieć z kamienną miną „prawie 350 tys. zł za chiński samochód elektryczny”.

Marka Exlantix wchodzi do Polski.
(fot. Exlantix / Inne)
  • Koncern Chery ma w Polsce już pięć marek.
  • Luksusowa propozycja od Chińczyków to w naszych warunkach cenowy kosmos.
  • Exlantix – tak nazywa się najnowsza marka – w ofercie ma dwa modele. 

Reklama

Ideałem chińskiej motoryzacji byłoby prawdopodobnie wymyślanie nowej marki dla każdego kolejnego modelu. Wtedy jeden koncern mógłby mieć pod sobą kilkadziesiąt marek, wprowadzając gigantyczne rynkowe zamieszanie. Tak mniej więcej wygląda to w Chinach, w Europie klienci są bardziej przywiązani do tradycyjnych i znanych im nazw.

Gdy koncern Chery wchodził do Polski, na początek zaproponował dwie nazwy: Omoda i Jaecoo, które wymieniane są właściwie zawsze razem. Na pytanie, dlaczego dwie marki, a nie jedna, mocniejsza, odpowiadano, że Omoda ma się kojarzyć z nowoczesnością, a Jaecoo – z aktywnym życiem, jazdą w terenie itd.

Potem nagle dorzucono dwie kolejne: Chery i Jetour

Z czym mają się kojarzyć, to już dokładnie nie wiem. Chery na swojej stronie skupia się na podkreślaniu sukcesów całego koncernu, pisząc o 15 mln użytkowników na świecie. Jetour ma generyczne hasło „Drive your future” i sprzedaje dwa SUV-y oraz jedno auto terenowe.


Reklama

Powstaje silna wewnętrzna konkurencja i kanibalizacja, ale te pojęcia są Chińczykom w ogóle nieznane. Właśnie śmiało wprowadzają piątą markę: Exlantix. Słowo to wygląda jak wygenerowane w komputerze, który dostał za zadanie stworzenie nazwy brzmiącej luksusowo i po europejsku, ale jego oprogramowanie pochodziło sprzed kilkunastu lat. 


Reklama

Exlantix to przedstawiciel tworzącego się segmentu chińskich marek luksusowych

Większości z nich, takich jak Maextro czy Stelato, w Polsce jeszcze nie uświadczymy. Można w naszym kraju teoretycznie kupić samochody najstarszej chińskiej marki luksusowej Hong Qi, ale budzą one zerowe zainteresowanie i w ruchu ulicznym nie widać ich właściwie wcale.

Może więc dziwić decyzja o zainwestowaniu pieniędzy w nową markę z segmentu, który niespecjalnie europejskich klientów interesuje, ale zapewne chodzi tylko o zaznaczenie swojej obecności. Exlantix na początek zaoferuje dwa samochody: ES i ET. 

Obydwa są w stu procentach elektryczne, przy czym ES to wielka limuzyna typu liftback, ET to SUV, a oba kosztują znacznie powyżej 300 tys. zł.


Reklama

Model ET


Reklama

Na razie sytuacja wygląda nieco dziwnie, bo z jednej strony mamy już oficjalną stronę Exlantix na Facebooku (z opisem po angielsku, dlaczego?), pojawiły się też już ceny, ale na wspomnianej stronie przedstawiciele Exlantix twierdzą, że premiera nastąpi dopiero 5 lutego.

Na razie samochody można ponoć oglądać w jednym z warszawskich centrów handlowych, ponieważ nie ma jeszcze salonu. Mocne wejście jak na markę luksusową. Jeszcze mocniejsza jest całkowita rezygnacja z możliwości konfiguracji tych samochodów. Zarówno ES, jak i ET mają jedną wersję wyposażenia: Premium. Jest w niej już ponoć „wszystko”, czyli zapomnij o personalizacji pojazdu poza kolorem. Odważny ruch, jeśli chce się konkurować z europejskimi markami premium.

Oba pojazdy korzystają też z tego samego układu napędowego: 480-konnego zespołu dwóch silników elektrycznych napędzających obie osie. Taki sam jest też akumulator: ma potężną pojemność 100 kWh i możliwość ładowania prądem o mocy do 290 kW.


Reklama

W teorii więc, przy znalezieniu odpowiednio mocnej stacji ładowania, można by uzupełnić go od 30 do 80 proc. (czyli połowę pojemności) w 15 minut. W warunkach silnie ujemnych temperatur nie należy jednak liczyć na tak imponujące wyniki. Prognozowany zasięg wynosi 610 km, z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że przy 100-kilowatogodzinnej baterii bardziej realistyczną wartością jest 500 km. I to w mieście, a nie w trasie.


Reklama

Model ES

Ale dość już o tych technikaliach 

Oba pojazdy mają ok. pięciu metrów długości i stylizację z gatunku „Chińczycy wyznaczają trendy”. Być może to ostatnie samochody z wysuwanymi klamkami, bo ten element jest ostatnio w Chinach na cenzurowanym i zapewne wkrótce zostanie zakazany w ogóle.

Być może głównym problemem marki Exlantix jest fakt, że pod dziwną nazwą kryją się niespecjalnie zaskakujące pojazdy. Fani aut elektrycznych i nowoczesności mogą za 200 tys. zł z okładem wyjechać z salonu Teslą Model Y, a przy cenie przekraczającej 300 tys. zł – wybrzydzać wśród modeli Audi, BMW i Mercedesa.


Reklama

Tymczasem Exlantix życzy sobie 329 900 zł za limuzynę ES i 349 900 zł za SUV-a ET. Wysoko oceniam szanse na powstanie kolejnej chińskiej marki-widmo, mającej sieć sprzedaży i stronę w internecie, ale niemającej klientów.


Reklama