
Już w najbliższy piątek sejmowa komisja zarekomenduje postawienie prezesa NBP przed Trybunałem Stanu – wynika z ustaleń money.pl. Choć to wydarzenie bez precedensu w polskiej polityce, z powodu zawiłości prawnych nikt nie potrafi przewidzieć, czym się ostatecznie skończy.
- Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej finiszuje z badaniem zarzutów wobec szefa NBP. W piątek 9 października ma przyjąć sprawozdanie z prac.
- Rekomendacja dla Sejmu, aby postawić Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu, jest już w zasadzie przesądzona – wynika z rozmów dziennikarzy money.pl z członkami komisji.
- Sprawę komplikuje galimatias prawny wywołany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który uznał dotychczasowe przepisy ws. postawienia prezesa NBP przed TS za niekonstytucyjne.
Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej kończy kilkumiesięczne prace nad zarzutami wobec prezesa NBP Adama Glapińskiego. Choć jej przewodniczący, Zdzisław Gawlik, nie zdradza jeszcze swoich planów, inni członkowie komisji (m.in. Ryszard Petru) oraz przedstawiciele wnioskodawców potwierdzają w rozmowach z money.pl, że rekomendacja dla Sejmu o postawieniu szefa NBP przed Trybunałem Stanu (TS) jest już przesądzona – aczkolwiek jeden z rozmówców zaznacza, że zebrany materiał dowodowy może być momentami zbyt „miękki”, by bez trudu obronić się przed Trybunałem.
Czytaj też: Inflacyjny rollercoaster. Adam „Jastrząb” Glapiński zapowiada zimę
Po decyzji komisji wniosek o pociągnięcie Adama Glapińskiego do odpowiedzialności przed TS trafi do marszałka Sejmu. Głosowanie na sali plenarnej w tej sprawie będzie mogło odbyć się najwcześniej po trzech tygodniach.
Jak jednak zauważa money.pl, głosowanie w sprawie wyznaczenie terminu przesłuchania szefa NBP może być „początkiem kolejnej burzy”. Powodem jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z początku 2024 r.
Prawny chaos wokół postawienia szefa NBP przed TS
O co chodzi? TK, pod pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej (bez udziału tzw. sędziów-dublerów), uznał dotychczasowe przepisy dotyczące stawiania szefa NBP przed TS za niekonstytucyjne. Wskazał, że potrzebna jest do tego większość 3/5 głosów, a nie bezwzględna większość. To utrudniłoby sprawę koalicji rządzącej, bo wymagałoby poparcia ze strony części opozycji, by przegłosować wniosek.
Co więcej, TK zakwestionował automatyczne zawieszenie szefa banku centralnego po sejmowym przegłosowaniu wniosku. Adnotacje o utracie mocy tych przepisów widnieją już w sejmowych tekstach jednolitych ustawy.
Przedstawiciele rządu odbijają piłeczkę: uważają, że TK nie ma prawa tworzyć nowych norm prawnych w uzasadnieniach wyroków. Dodatkowo, zdaniem części prawników obozu władzy, skoro przepis o bezwzględnej większości został przez TK uchylony, to – zgodnie z ogólnymi regułami Sejmu – do przegłosowania wniosku wystarczy teraz zwykła większość głosów. A to oznacza mniej „szabel” do zebrania na sali plenarnej. Mówiąc wprost: TK chciał zwiększyć ochronę prezesa NBP, a ostatecznie ją zmniejszył.
Opozycja ma inne zdanie. W przypadku przegłosowania wniosku zwykłą większością, zapowiada podważenie tej decyzji. Ostateczny głos w kwestii wymogów formalnych może należeć do I Prezesa Sądu Najwyższego (i zarazem przewodniczącego TS), Zbigniewa Kapińskiego.
Co zarzuca się Adamowi Glapińskiemu?
Koalicja rządząca oskarża szefa NBP między innymi o nielegalne prowadzenie skupu obligacji skarbowych w czasie pandemii Covid-19 w celu sfinansowania deficytu budżetowego, dokonywanie interwencji walutowych bez upoważnienia zarządu banku centralnego, obniżanie stóp procentowych w rytmie toczącej się kampanii wyborczej (by pomóc PiS) i naruszenie zasady apolityczności NBP, a także wprowadzenie czterech automatycznych nagród kwartalnych dla prezesa (czyli premii dla samego siebie).
Czytaj także: Jest decyzja RPP. To pozorny spokój, banki i tak już podnoszą rachunek
W tle postępowania o pociągnięcie Adama Glapińskiego do odpowiedzialności przed TS jest jeszcze jeden problem zagrażający stabilności banku centralnego. To majaczący na horyzoncie kryzys kadrowy w zarządzie NBP. Z powodu politycznego klinczu i odmowy podpisania nominacji przez Donalda Tuska, liczba członków zarządu może spaść już w listopadzie 2026 r. poniżej ustawowego minimum, co może skutkować paraliżem decyzyjnym tej instytucji.
Może zainteresuje Cię także: