Czarne chmury zbierają się nad zarządem NBP. Może on wkrótce utracić decyzyjność po tym, jak Donald Tusk odmówił zatwierdzenia kandydatur do tego gremium. – Obecna sytuacja zmierza w kierunku zarządu komisarycznego – mówi Zero.pl były członek zarządu NBP. Jak dodaje nasze źródło, rząd może tym samym przejąć bank centralny przed zbliżającymi się wyborami: – Premier mówił przecież, że wyprowadzi Adama Glapińskiego z NBP.

- W NBP już wkrótce może dojść do paraliżu zarządu. Kancelaria premiera nie wyraziła zgody na kandydatury, które miały uzupełnić wakaty w tym gremium.
- Chodzi o cztery nazwiska, które znalazły się w piśmie skierowanym do KPRM przez Kancelarię Prezydenta, powstałym na wniosek prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Donald Tusk nie podpisał żadnej z tych nominacji.
- Co dalej? – Moim zdaniem obecna sytuacja zmierza w kierunku zarządu komisarycznego w NBP – mówi portalowi Zero.pl były członek zarządu NBP, zastrzegający sobie anonimowość. Jak zaznacza, może chodzić o próbę przejęcia NBP przed wyborami.
- Będzie to miało swoją cenę: rentowności polskich obligacji wzrosną, a międzynarodowe rynki mogą stracić do Polski zaufanie. – To, oczywiście, nie będzie dobre, ale ta cena w oczach rządu jest do zapłacenia – mówi nasze źródło.
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów odesłała bez kontrasygnaty Donalda Tuska pismo dotyczące uzupełnienia wakatów w zarządzie Narodowego Banku Polskiego. Dokument „wyszedł” z Pałacu Prezydenckiego, ale powstał na podstawie wniosku prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Jak informowała Wirtualna Polska, widniały na nim cztery nazwiska: trzech członków RPP: Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego oraz pierwszej wiceprezes NBP Marty Kightley.
Problemy Adama Glapińskiego
Prezesowi NBP zależało zwłaszcza na tym, aby w zarządzie NBP pozostała Kightley, która jest jego prawą ręką. Jej sześcioletnia kadencja zakończyła się 8 marca.
Ale to nie koniec problemów Adama Glapińskiego. Na początku marca z zarządu NBP odszedł Piotr Pogonowski, były szef ABW, któremu też skończył się okres kadencji. Obecnie w zarządzie polskiego banku centralnego zasiada tylko sześć osób, czyli ustawowe minimum. A zegar tyka – w listopadzie wygasa kadencja Adama Lipińskiego, który jest wiceprezesem NBP (to były polityk PiS i były wiceprezes tego ugrupowania). Bez nowych powołań do zarządu sparaliżowane zostanie działanie tego organu – z powodu braku kworum.
Wymiar sprawiedliwości doszedł do ściany. I nie chodzi tylko o sędziów
– Naruszona zostanie zasada ustawowa, głosząca, że zarząd polskiego banku centralnego liczy od 6 do 8 członków. Wówczas zarząd ten przestanie być organem decyzyjnym – precyzuje w rozmowie z portalem Zero.pl były członek zarządu NBP, pragnący zachować anonimowość.
Groźba paraliżu zarządu NBP, wejdzie komisarz?
Oznacza to paraliż zarządu NBP, a powiedzieć, że konsekwencje takiego stanu rzeczy byłyby poważne, to tyle, co nie powiedzieć nic. Zarząd banku centralnego m.in. realizuje uchwały Rady Polityki Pieniężnej (decyduje ona o poziomie stóp procentowych w Polsce) i zadania związane z polityką kursową (obejmują one m.in. możliwość interwencji na rynku walutowym w sytuacjach skrajnych, kiedy kurs złotego jest wyjątkowo niestabilny).
Jak zatem będzie funkcjonował bank centralny, jeśli do listopada rząd, Pałac Prezydencki i Adam Glapiński nie dojdą do porozumienia?
– Moim zdaniem obecna sytuacja zmierza w kierunku zarządu komisarycznego w NBP – mówi nam były członek zarządu NBP. – Tego wprawdzie nie ma w żadnej ustawie, ale – znając realia polityczne – znajdą się prawnicy, którzy w analizach napiszą, że taki ruch jest do przeprowadzenia; że komisarza może wyznaczyć np. premier czy marszałek Sejmu. Rząd sparaliżuje tym samym bank centralny i będzie to w zasadzie przejęcie NBP.
Źródło Zero.pl o „nierozważnym posunięciu” prezesa NBP
Oznaczać to będzie także otwartą wojnę, której – jak się wydawało – zawsze chciał uniknąć minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański. W ostatnich miesiącach wypowiadał się on w mediach w koncyliacyjnym tonie na temat działań RPP i NBP, choć słuszniej byłoby powiedzieć, że się nie wypowiadał – podkreślał bowiem regularnie, że minister finansów nie powinien komentować poczynań niezależnego banku centralnego w zakresie polityki pieniężnej.
Z kolei Adam Glapiński podkreślał na comiesięcznych konferencjach prasowych, że dzięki obniżkom stóp procentowych przez RPP rząd może cieszyć się niższymi kosztami obsługi długu publicznego, co stanowi ulgę dla napiętego budżetu państwa. Czy ta kohabitacja to już przeszłość?
– To się skończyło, a powodem jest SAFE 0 proc. – zauważa nasz rozmówca. – To było nierozważne posunięcie pana prezesa. Wiem, że niedawno Francuzi zrobili podobny ruch, tj. zamienili „stare” złoto w rezerwach Banque de France na „nowe” i zaksięgowali zysk z tej transakcji, ale nie wychodzili z tym do kamer. Tego rodzaju operację można było przeprowadzić inteligentnie, nie przedstawiając jej jako kontrpropozycji wobec rządowego projektu ustawy wdrażającej program SAFE.
Przypomnijmy: na początku marca Adam Glapiński wspólnie z prezydentem Karolem Nawrockim zaproponowali rządowi program SAFE 0 proc. jako alternatywę dla unijnych pożyczek na zbrojenia. Propozycja ta zakładała sprzedaż części złota z rezerw NBP. Pomysłodawcy wskazywali, że taki ruch zapewniłby ok. 185 mld zł na cele związane z obronnością.
„Wojna” rządu z NBP to realne straty dla Polski
„Wojna” między rządem a NBP i potencjalne wprowadzenie komisarza do banku centralnego to jednak realne straty dla polskiej gospodarki. Światowe rynki na pewno nie patrzyłyby na taki obrót spraw przychylnym okiem. Częściowa utrata zaufania do Polski jako emitenta obligacji spowodowałaby, że rentowności rządowych papierów skarbowych poszłyby w górę. Rząd musiałby więc wypłacać wyższe odsetki nabywcom polskiego długu, ponieważ oczekiwaliby oni wyższej premii za inwestowanie w papiery kraju, w którym iskrzy na linii rząd-bank centralny.
Pytany o te kwestie, były członek zarządu NBP przyznaje: – To, oczywiście, nie będzie dobre, ale ta cena w oczach rządu jest do zapłacenia. Koszty obsługi długu są już tak wysokie, że pięć miliardów w tę czy w tamta stronę nie ma wielkiego znaczenia.
Z danych o wykonaniu budżetu państwa po kwietniu wynika, że w ciągu czterech pierwszych miesięcy 2026 r. rząd wydał na obsługę długu Skarbu Państwa 23,5 mld zł. W ustawie budżetowej na ten rok łącznie przewidziano na ten cel 90 mld zł, ponad 19 proc. więcej niż w 2025 r.
– Przejęcie NBP przed zbliżającymi się wyborami to pokazanie sprawczości i w tym sensie uzysk polityczny jest większy od strat finansowych – wskazuje nasze źródło. – Premier mówił przecież, że wyprowadzi Adama Glapińskiego z NBP, dotychczas mu się to nie udało – może więc spróbować tego dokonać tym sposobem.
Wraca sprawa Trybunału Stanu dla Adama Glapińskiego
„Na stole” leży jeszcze postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Choć wydawało się, że w ostatnich miesiącach sprawa nieco przycichła, to – jak podał portal money.pl – Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, zajmująca się wnioskiem o Trybunał Stanu dla szefa NBP, przyspieszyła prace: w maju ma przesłuchać jeszcze kilku świadków (w tym szefa Komisji Nadzoru Finansowego, Jacka Jastrzębskiego), a końcowe sprawozdanie jest już przygotowywane.
Alarm w państwach NATO. Estonia potwierdza zestrzelenie bezzałogowca
Osobną kwestią pozostaje to, czy pociągnięcie Adama Glapińskiego do odpowiedzialności przed TS faktycznie doszłoby do skutku. Chodzi o kwestie prawne – Trybunał Konstytucyjny jeszcze w 2024 r., kiedy obecna koalicja rządząca rozpoczynała całą procedurę, uznał za niekonstytucyjne trzy przepisy ustawy o TS, kluczowe dla postawienia przed Trybunałem prezesa NBP.
Przepisy te dotyczą m.in. uchwalania przez Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej sprawozdania o wystąpieniu do Sejmu z wnioskiem o pociągnięcie prezesa NBP do odpowiedzialności przed TS oraz samego obowiązku stawiennictwa prezesa NBP przed tą właśnie komisją. Wątpliwości w zakresie unijnych regulacji dotyczących banków centralnych podnosiła z kolei Christine Lagarde, szefowa Europejskiego Banku Centralnego.
Koalicja rządząca zarzuca Adamowi Glapińskiemu m.in. upolitycznienie NBP i finansowanie „okrężną drogą” deficytu budżetowego przez skupowanie obligacji Skarbu Państwa. Złożenie wniosku o postawienie prezesa NBP przed TS było jednym z elementów programu „100 konkretów na 100 dni” Koalicji Obywatelskiej.
Naszego rozmówcę pytamy, czy EBC mógłby ująć się za Adamem Glapińskim także w przypadku ziszczenia się scenariusza zarządu komisarycznego w NBP.
– EBC może protestować, ale nie jest to gremium silne politycznie; zresztą, pani Lagarde niedługo ma odejść ze stanowiska przed upływem kadencji, by umożliwić prezydentowi Francji wzięcie udziału we wskazaniu nowego szefa EBC, zanim Emmanuel Macron zakończy swój okres urzędowania – zauważa nasze źródło.
Zwróciliśmy się do NBP z pytaniem, czy – wobec braku kontrasygnaty premiera na postanowieniach dotyczących powołania czterech członków zarządu NBP – prezes Adam Glapiński będzie kierował wnioski o powołanie do zarządu NBP innych osób albo ponawiał poprzednie pismo. Czekamy na odpowiedź.
