Inflacja znów jest w centrum uwagi rynków i banków centralnych. Wracają wspomnienia sprzed czterech lat, kiedy wybuch wojny w Ukrainie doprowadził do wstrząsu na światowym rynku surowców energetycznych i wywindował ceny gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla. Fale tego szoku rozlały się po całej światowej gospodarce. W Polsce średnioroczna inflacja w 2022 r. wyniosła 14,4 proc.
Czytaj także: Ropa już płynie, a ceny dalej z kosmosu. O co tu chodzi?
Powtórka z historii, czyli z szoku energetycznego
Ten sam rok przyniósł też kulminację gwałtownego cyklu podwyżek stóp procentowych. Rada Polityki Pieniężnej podnosiła wtedy koszt pieniądza aż osiem razy – na każdym z decyzyjnych posiedzeń od stycznia do września (sierpień tradycyjnie jest miesiącem z tzw. posiedzeniem niedecyzyjnym). Dla kredytobiorców była to prawdziwa czarna seria: rok 2022 witali ze stopą referencyjną na poziomie 1,75 proc., a w sylwestra wysokość spłacanych rat kształtowała stopa wynosząca 6,75 proc.
Minęły cztery lata i mamy powtórkę z rozrywki. Znów jesteśmy świadkami szoku energetycznego. Tym razem jego źródłem nie jest odcięcie się Europy od dostaw paliw kopalnych z Rosji, a blokada przepływu strumienia ropy i gazu z Bliskiego Wschodu po ataku USA i Izraela na Iran. Już pierwsze dni konfliktu przyniosły rewizję prognoz gospodarczych na 2026 r., w tym tych dotyczących ścieżki inflacji, w związku ze spodziewanym efektem domina (droższa benzyna i diesel podnoszą koszty transportu, a wysokie ceny gazu ziemnego uderzają w produkcję rolniczą, bo gaz jest kluczowym substratem w produkcji nawozów).
Szybki szacunek inflacji wydarzeniem makroekonomicznym ubiegłego tygodnia
Mimo tych czynników ryzyka inflacja w Polsce od marca do sierpnia pozostawała w dopuszczalnym przedziale odchyleń od celu Narodowego Banku Polskiego, czyli w akceptowalnym zakresie wartości, jakie może przybierać inflacja w ujęciu rocznym. Jego centrum stanowi cel „punktowy” na poziomie 2,5 proc., NBP toleruje jednak wahania wskaźnika cen konsumenckich od 1,5 proc. do 3,5 proc. I właśnie w tym paśmie tolerancji, mimo wzrostu cen paliw, poruszała się inflacja, mitygowana m.in. deflacją cen żywności czy rządową tarczą w postaci programu CPN, który obowiązywał najpierw wiosną, a potem w ostatnich dwóch tygodniach wakacji.
Ale we wrześniu zadzwonił dzwonek ostrzegawczy – według szybkiego szacunku GUS, inflacja w Polsce osiągnęła poziom 4,0 proc. w ujęciu rocznym. Ekonomiści zaczęli formułować prognozy, według których tempo wzrostu cen miało przyspieszyć jeszcze mocniej, napędzane kolejnymi zawirowaniami na rynku surowców energetycznych.
Wtedy jednak przyszedł zwrot akcji – prezydent Karol Nawrocki podpisał rządową ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych, dzięki czemu rząd mógł zrealizować obietnicę o reaktywacji programu CPN. I znów trzeba było rewidować prognozy. Minister finansów i gospodarki, Andrzej Domański, powiedział dziennikarzom, że dzięki CPN średnia inflacja w 2026 r. będzie niższa o 0,2–0,3 pkt proc. To z grubsza pokrywa się z szacunkami ekonomistów.
Adam Glapiński: Jest nastrój zimowy, taki jastrzębi
Inflacja nie znika jednak z radaru, a przed jej wzrostem ostrzega prezes NBP, Adam Glapiński, który przewodniczy też Radzie Polityki Pieniężnej. W przemówieniu, którego treść bank centralny rozesłał dziennikarzom 2 października, Glapiński brzmiał niezwykle jastrzębio (mianem „jastrzębi” w RPP zwykło się określać członków Rady opowiadających się za restrykcyjną polityką monetarną):
Nasze zadanie pozostaje nadal to samo, podstawowe – stabilność cen. Musimy dbać o stabilność cen. To jest nasz podstawowy cel i podstawowe zadanie konstytucyjne, ustawowe. Niestety, po wielu miesiącach niskiej inflacji, dynamika cen będzie w najbliższym czasie kształtować się powyżej celu NBP.
Prezes Glapiński zauważył też, że „atmosfera inflacyjna rozprzestrzenia się w całej Europie”. „To jest szok podażowy, to, co się dzieje w cieśninie Ormuz i tak dalej – ale to przenosi się na wszystkie inne dziedziny. Jest efekt zarażania się. Europejski Bank Centralny, Amerykański Bank Centralny, podnoszą stopy, już podniosły stopy i się rozszerza. Zaraża się tą inflacją cała gospodarka. My nie jesteśmy odizolowani od tego. Jest wzrost cen surowców energetycznych na rynkach światowych i wcześniej czy później to się rozchodzi na całą gospodarkę”.
Szef NBP przypomniał, że jeszcze niedawno członkowie RPP przypuszczali, że pod koniec bieżącego roku obniżki stóp procentowych będą możliwe. „Ja osobiście tak przypuszczałem. Dałem temu wyraz publicznie (na lipcowej konferencji prasowej po posiedzeniu RPP – red.), w swoim imieniu, prywatnie, nie w imieniu Rady. No, oczywiście to się rozwiało całkowicie. Jest nastrój zimowy, taki jastrzębi”.
Adam Glapiński podkreślił, że bankierzy centralni nie mają wpływu na ceny energii, ale ich zadaniem jest „niedopuszczenie do utrwalenia się inflacji na poziomie przekraczającym nasz cel inflacyjny NBP”. Mówił też o tym, jak szok energetyczny rozprzestrzenia się na całą gospodarkę. „To się zaraża i to idzie” – stwierdził. „Dbając o niską inflację, jak do tej pory, będziemy działać odpowiedzialnie i zdecydowanie” – zapewnił.
Stopy w górę już w październiku?
Posiedzenie RPP startuje we wtorek, 6 października, a decyzję Rady ws. poziomu stóp poznamy w środę, 7 października. Czy już na tym posiedzeniu stopy procentowe pójdą w górę? Ekonomiści raczej powątpiewają w taki scenariusz. Po pierwsze, RPP jest przywiązana do działania w trybie „wait and see” (ang. „czekaj i obserwuj”), a więc najpewniej będzie chciała zobaczyć, jak reaktywacja programu CPN przełoży się na poziom cen w gospodarce. Po drugie, już za miesiąc, w listopadzie, ukaże się projekcja inflacyjna przygotowana przez analityków NBP, która rzuci więcej światła na spodziewaną ścieżkę inflacji. Członkowie Rady mogą uznać, że warto na nią zaczekać, bo da im ona lepszy ogląd sytuacji.
Czytaj także: Obniżka cen paliw to „game changer”. Ekonomistka wskazuje, co stanie się z inflacją
Wreszcie, na razie nic nie wskazuje na to, żeby obecny wzrost inflacji miał prowadzić do wystąpienia tzw. efektów drugiej rundy, czyli nakręcania się spirali płacowo-cenowej (mamy z nią do czynienia, gdy pracownicy domagają się podwyżek na skutek wzrostu kosztów życia, firmy w efekcie podnoszą pensje, ale, chcąc zrekompensować sobie wyższe koszty zatrudnienia i produkcji, podnoszą ceny towarów i usług, co prowadzi do utrwalenia się inflacji). A to zawsze był czynnik bardzo ważny dla RPP.
Ryzyka jednak pozostają. Ceny paliw to nie wszystko, bo w górę idą też ceny energii elektrycznej na skutek drożejącego gazu. Do tego część ekonomistów wskazuje na możliwe wzrosty cen surowców rolnych na globalnych rynkach z powodu efektu anomalii pogodowej El Niño. RPP będzie to wszystko bacznie obserwować, a jeśli obecna edycja programu CPN wygaśnie wraz z końcem grudnia, to w styczniu inflacja może odbić.
I znów oddajmy głos Adamowi Glapińskiemu. „To Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje, ale będziemy brać pod uwagę zarówno źródła wzrostu inflacji, o których mówię, jak i wpływ wyższych cen energii na całą aktywność gospodarczą” – mówił w przywołanym wcześniej wystąpieniu prezes NBP.
Prezes NBP ponownie odwołał się do tego, co jest mandatem RPP, a więc do dążenia do utrzymania inflacji w celu. Temu będzie służyła ewentualna podwyżka stóp, która schłodzi gospodarkę, podnosząc koszt pieniądza. Będzie to miało swoją cenę.
„Mamy świadomość, że wyższe stopy procentowe obniżają aktywność gospodarczą, mogą się przyczynić do spowolnienia wzrostu przy kolosalnym zadłużeniu (...) i bardzo szybko rosnącym zadłużeniu Polski, to wzrasta też koszt obsługi zadłużenia. Oczywiście, mamy ogromny deficyt, mamy narastający szybko dług. Wyższe stopy nie pomogą, oczywiście, ale naszym celem podstawowym jest utrzymanie cen w ryzach” – powiedział Adam Glapiński.
Swoją cenę zapłacą też w takim scenariuszu kredytobiorcy, których ostatnie lata nie rozpieszczają. I pomyśleć, że był taki czas – najdłuższy czas stabilizacji stóp w historii nowoczesnej bankowości centralnej w naszym kraju – kiedy stopa referencyjna NBP wynosiła 1,50 proc. przez pięć lat (od 5 marca 2015 r. do 17 marca 2020 r.). Później przyszła pandemia Covid-19, która przerwała ten okres stabilizacji. Wtedy akurat stopy spadły, bo RPP chciała pobudzić wygaszoną gospodarkę – ale pandemia zapoczątkowała serię „czarnych łabędzi”, które od tego czasu nie dają nam spokoju.
Może Cię zainteresuje: Politycy w szpitalach. PiS, KO i PSL w zarządach i radach nadzorczych


