Reklama
Reklama
Reklama

Rząd nie może liczyć na Adama Glapińskiego. Sezam zamknięty piąty rok z rzędu

TYLKO NA

Rząd jest na finiszu prac nad budżetem na 2027 r. Szanse na to, że państwową kasę zasili wpłata z zysku NBP, są nikłe. – Poziom wyniku finansowego NBP jest uzależniony od wielu czynników, na które bank nie ma bezpośredniego wpływu – słyszymy od rzecznika banku centralnego. Gabinet Donalda Tuska nie ma szczęścia do wpłat od Adama Glapińskiego – nie zaksięgował ich ani razu.

Szanse na to, że NBP zasili budżet państwa wpłatą w 2027 r., są nikłe
Szanse na to, że NBP zasili budżet państwa wpłatą w 2027 r., są nikłe (fot. Paweł Supernak, Marian Zubrzycki / PAP)
  • Wiele wskazuje na to, że NBP już piąty rok z rzędu będzie „pod kreską”.
  • Ujemny wynik finansowy banku centralnego za 2026 r. oznacza, że w nadchodzącym roku nie przekaże on do budżetu państwa wpłaty z zysku.
  • Ostatnia taka wpłata miała miejsce w 2022 r., kiedy premierem był Mateusz Morawiecki. NBP przekazał wówczas do publicznej kasy 10,4 mld zł.
  • Na linii rząd-bank centralny od wielu miesięcy jest gorąco. W maju premier Donald Tusk nie podpisał nominacji do zarządu NBP, w tym kandydatury Marty Kightley, prawej ręki Adama Glapińskiego, na stanowisko wiceprezesa.

Szykuje się kolejny rok ze stratą finansową NBP. Bank centralny jest pod kreską od 2022 r. – wówczas zanotował stratę rzędu 16,9 mld zł. W 2023 r. było to 20,8 mld zł na minusie. W 2024 r. NBP zanotował ujemny wynik finansowy na poziomie 13,3 mld zł. Tak dochodzimy do roku ubiegłego, kiedy dziura była rekordowa – jak pokazuje „Sprawozdanie z działalności finansowej Narodowego Banku Polskiego w 2025 r.”, jej rozmiar to aż 35,7 mld zł.

Ukraina ma problem i zwraca się ku Polsce. „Zagrożeń może być z tego powodu wiele”

NBP znów na minusie?

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku serwis „Business Insider” poinformował, że według prognozy NBP także rok 2026 zamknie się dla banku centralnego stratą, która wyniesie ok. 1,6 mld zł.

Reklama
Reklama

Brak zysku w NBP to problem dla budżetu państwa. Kiedy bank centralny osiąga dodatni wynik finansowy, to przekazuje 95 proc. tej sumy do państwowej kasy. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w czerwcu 2022 r. – instytucja zarządzana przez Adama Glapińskiego przelała wtedy na rządowe rachunki 10,4 mld zł. Była to wpłata z zysku za 2021 r., który wyniósł prawie 11 mld zł.

Rzecznik NBP Maciej Antes, pytany przez Zero.pl, czy bank centralny oficjalnie poinformował już Ministerstwo Finansów o tym, czy podzieli się z nim zyskiem, czy nie, zasłania się tajemnicą korespondencji w zakresie sytuacji majątkowej i kapitałowej NBP.

– Należy jednak podkreślić, że poziom wyniku finansowego NBP, a tym samym poziom ewentualnej wpłaty do budżetu państwa, jest uzależniony od wielu czynników, na które bank nie ma bezpośredniego wpływu, np. zagranicznych stóp procentowych czy kursów walut obcych – dodaje.

Skąd zatem bierze się zysk, a skąd strata NBP, i co można wywnioskować z odpowiedzi rzecznika?

Na czym traci bank centralny?

– Na wynik finansowy NBP składa się szereg operacji, ale też czynników rynkowych – mówi Zero.pl Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Erste Banku Polska. – Przykładem jest kurs walut zagranicznych w rezerwach banku centralnego. Kiedy polski złoty się umacnia względem innych walut, obniża to księgową wartość rezerw dewizowych.

Reklama
Reklama

NBP lokuje swoje rezerwy głównie w dolarze amerykańskim i euro. Jak informuje bank centralny, stanowią one 64 proc. rezerw. „Są to waluty o najwyższej płynności i najszerszych możliwościach inwestycyjnych, jakie zapewniają rynki amerykańskich, niemieckich i francuskich rządowych papierów wartościowych, przy relatywnie niskim ryzyku kredytowym” – tłumaczy NBP.

W koszyku NBP znajdują się też funty brytyjskie (14 proc.), dolary kanadyjskie (12 proc.) i dolary australijskie (10 proc.).

Akurat w tym roku, praktycznie od stycznia, mamy do czynienia z osłabieniem złotego, co powinno wspierać wynik NBP – jednak, w mojej ocenie, nie na tyle, aby zrównoważyć wysokie koszty tzw. operacji otwartego rynku – mówi Piotr Bielski.

Co kryje się pod tym pojęciem? – NBP regularnie emituje bony pieniężne, które kupują polskie banki – tłumaczy ekonomista. – W ten sposób ściąga tzw. nadpłynność z rynku (chodzi o nadmiar wolnych środków w sektorze bankowym – red.). Bony te następnie odkupuje, płacąc przy tym odsetki, których wysokość zależy od głównej stopy procentowej NBP. Obecnie, kiedy stopa ta wynosi 3,75 proc., koszty takich odsetek są istotnie wyższe niż np. na przełomie 2021 i 2022 r. Te koszty mają negatywny wpływ na wynik finansowy banku centralnego.

– NBP nie pomaga też obecnie obserwowany od wielu miesięcy wzrost rentowności obligacji, w tym amerykańskich – dodaje nasz rozmówca. – Powoduje to, że wycena portfela zagranicznych skarbowych papierów dłużnych posiadanego przez bank centralny jest niższa.

Reklama
Reklama

W tym kontekście warto wspomnieć o tym, że rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich oscylują obecnie wokół 4,71 proc. wobec 4,28 proc. rok wcześniej. Na wzrost premii, jakiej oczekują posiadacze papierów skarbowych USA, wpływa ryzyko geopolityczne – wojna z Iranem i związane z nią zwyżki cen ropy nasilają obawy o wzrost inflacji i podwyżki stóp procentowych.

Rządowe papiery wartościowe stanowią ok. 80 proc. rezerw NBP.

Złoty klucz do zysku NBP

Ostateczny wynik finansowy banku centralnego za 2026 r. poznamy w połowie 2027 r. (do wyliczeń potrzebny będzie też kurs złotego z ostatniego dnia roku w odniesieniu do głównych walut, w które inwestuje NBP) – jednak wspomniane okoliczności już teraz wskazują na sporą szansę potwierdzenia się prognozy straty.

– Gdyby prezes Adam Glapiński był zdeterminowany, NBP mógłby wykazać zysk – dokonując operacji, o której swego czasu dużo się mówiło, czyli sprzedaży części posiadanych rezerw złota – zauważa Piotr Bielski.

– NBP kupował je tanio; obecnie jego cena jest o wiele większa – wskazuje ekonomista Erste. – Ten zysk można by uznać księgowo dopiero po przeprowadzeniu takiej transakcji – sam fakt, że NBP ma to złoto na bilansie i jest ono więcej warte niż kilka lat temu, niczego nie zmienia.

Reklama
Reklama

Napięcie na linii rząd-bank centralny

Brak wpłaty z zysku NBP do budżetu nie poprawi napiętych relacji na linii rząd-bank centralny. W maju kancelaria premiera nie wyraziła zgody na kandydatury, które miały uzupełnić wakaty w zarządzie tej instytucji. W piśmie skierowanym do KPRM przez Kancelarię Prezydenta – ale powstałym na wniosek Adama Glapińskiego – znalazły się cztery nazwiska: Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego (obecnie zasiadają w Radzie Polityki Pieniężnej) oraz pierwszej wiceprezes NBP Marty Kightley. Adamowi Glapińskiemu zależało zwłaszcza na przedłużeniu obecności w zarządzie Marty Kightley, która przez lata była jego prawą ręką (jej kadencja wygasła 8 marca). Donald Tusk nie podpisał jednak żadnej z tych nominacji.

Czarny scenariusz w NBP. Źródło Zero.pl: rząd może chcieć przejąć bank centralny

Obecnie w zarządzie polskiego banku centralnego zasiada tylko sześć osób, czyli ustawowe minimum. Kiedy w listopadzie wygaśnie kadencja Adama Lipińskiego, wiceprezesa NBP, zabraknie kworum – ustawowa zasada głosi, że zarząd NBP liczy od 6 do 8 członków. Wtedy zarząd NBP przestanie być organem decyzyjnym, co de facto oznaczać będzie paraliż tej instytucji.

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama