
Spór Donalda Tuska z Adamem Glapińskim o zarząd NBP trafił na łamy „Financial Times”. Polityczny pat grozi paraliżem działania banku centralnego, co jest szczególnie ryzykowne w okresie podwyższonej niepewności gospodarczej. – Nikt nie wie, jakie będą konsekwencje takiej sytuacji – mówi Zero.pl prof. Marek Belka, były premier i prezes NBP w latach 2010-2016.
- Brytyjski dziennik „Financial Times” znów pisze o Polsce. Tym razem pod lupę wziął polityczny spór wokół nominacji do zarządu NBP.
- Klincz między Donaldem Tuskiem a Karolem Nawrockim i Adamem Glapińskim może już w listopadzie sparaliżować działanie banku centralnego.
- Zdaniem prof. Marka Belki, byłego premiera i ministra finansów oraz prezesa NBP w latach 2010–2016, nikt nie wie, jakie byłyby konsekwencje takiej sytuacji, bo bank centralny nigdy dotychczas się w niej nie znalazł.
- Biorąc pod uwagę sprawy, w których zarząd NBP odgrywa kluczową rolę, widać jednak, jakie ryzyka dla finansowego bezpieczeństwa państwa niosłaby ze sobą niemoc decyzyjna w tej instytucji.
„Financial Times” znów pisze o polskich problemach. Przypomnijmy, że w połowie września głośnym echem odbił się tekst o zaliczkach opiewających na kilkaset milionów dolarów, które Orlen zapłacił szemranym pośrednikom za ropę z Wenezueli. Pieniądze przepadły, a śledztwo w tej sprawie wciąż trwa. Publikację „FT” skomentował osobiście premier Donald Tusk, stwierdzając, że afera – sięgająca swoimi korzeniami czasów prezesury Daniela Obajtka – to „wstyd na cały świat”.
Tusk pokazał artykuł o Orlenie. „Wstyd na cały świat”
„Financial Times” o ryzyku paraliżu w NBP
Tym razem „FT” pisze właśnie o Donaldzie Tusku – i o jego politycznym sporze z prezydentem Karolem Nawrockim, a także prezesem NBP Adamem Glapińskim, który już wkrótce może doprowadzić do paraliżu decyzyjnego w polskim banku centralnym.
Brytyjski dziennik w tekście z 26 września przypomina o tym, o czym pisaliśmy na łamach Zero.pl. Otóż kilka miesięcy temu Kancelaria Prezesa Rady Ministrów odesłała bez kontrasygnaty Donalda Tuska pismo dotyczące uzupełnienia wakatów w zarządzie Narodowego Banku Polskiego. Dokument „wyszedł” z Pałacu Prezydenckiego, ale powstał na podstawie wniosku prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Procedura wygląda bowiem tak, że to właśnie prezes banku centralnego wskazuje kandydatów do zarządu i wnioskuje o ich powołanie, oficjalnego aktu powołania dokonuje prezydent, ale – aby ten akt powołania był ważny – wymagany jest też podpis premiera.
Tymczasem, jak przypomina „FT”, Donald Tusk i Karol Nawrocki są po dwóch stronach politycznej barykady. Do tego premier i prezes NBP nie pałają do siebie sympatią. Jeszcze w czasie kampanii parlamentarnej w 2023 r. obecny szef rządu zapowiadał pociągnięcie Adama Glapińskiego do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Obietnica ta znalazła się zresztą na słynnej liście „100 konkretów na 100 dni rządów”. Na stronie poświęconej realizacji tych konkretów czytamy, że szef NBP miałby odpowiadać za „zniszczenie niezależności Narodowego Banku Polskiego i brak realizacji podstawowego zadania NBP, jakim jest walka z drożyzną”.
We wrześniu przed sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej, gdzie toczą się prace nad postawieniem Adama Glapińskiego przed TS, zeznawali kolejni świadkowie – informowało niedawno Radio Zet. Sprawa rozliczeń nabiera tempa.
Zarząd NBP może utracić decyzyjność już w listopadzie
Przyspiesza też zegar odliczający czas do klinczu w zarządzie NBP. W listopadzie wygasa kadencja Adama Lipińskiego, który jest wiceprezesem banku centralnego (to były polityk PiS i były wiceprezes tego ugrupowania). Wcześniej, w marcu br., z zarządu NBP odeszli Piotr Pogonowski (były szef ABW) i Marta Kightley, pierwsza wiceprezes NBP, która przez sześć lat była prawą ręką Adama Glapińskiego. Zarówno Pogonowskiemu, jak i Kightley też skończył się określony prawem okres urzędowania. Ale premier Donald Tusk nie złożył podpisu na wniosku o powołanie w skład zarządu osób, które wskazał szef NBP, a które miały te wakaty wypełnić.
Obecnie sytuacja wygląda zatem tak, że w zarządzie NBP zasiada tylko sześć osób, czyli ustawowe minimum. Kiedy odejdzie Adam Lipiński, naruszona zostanie zasada ustawowa, głosząca, że zarząd polskiego banku centralnego liczy od sześciu do ośmiu członków. – Wówczas zarząd ten przestanie być organem decyzyjnym – mówił Zero.pl w maju br. były członek zarządu NBP (zastrzegł sobie anonimowość).
Co to oznacza?
Marek Belka dla Zero.pl: Konsekwencji nie zna nikt
– Nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji, więc nikt nie wie, jakie będą konsekwencje braku kworum w zarządzie NBP – tak pat w banku centralnym komentuje w rozmowie z naszym portalem prof. Marek Belka, były premier i minister finansów, prezes Narodowego Banku Polskiego w latach 2010–2016.
Szybka analiza kompetencji zarządu NBP pokazuje, że gra toczy się o wysoką stawkę. Zarząd banku centralnego m.in. realizuje uchwały Rady Polityki Pieniężnej, która decyduje o koszcie pieniądza. RPP funkcjonuje w stabilnym składzie (dziewięciu członków plus przewodniczący, którym z urzędu jest prezes NBP) i będzie mogła nadal zbierać się na comiesięcznych posiedzeniach, ale prof. Marek Belka wskazuje na istotne ryzyko:
– Rada Polityki Pieniężnej będzie ustalać wysokość stóp procentowych, ale za wdrażanie polityki pieniężnej odpowiedzialny jest już zarząd NBP. To od niego zależy to, czy te stopy na rynku będą takie, jak Rada ustali.
Były premier zauważa ponadto, że paraliż decyzyjny zarządu technicznie uniemożliwia bankowi centralnemu przeprowadzanie operacji otwartego rynku. Ich celem jest utrzymywanie równowagi na rynku finansowym. W ramach tych operacji NBP regularnie emituje bony pieniężne, które kupują polskie banki. Ściąga tym samym tzw. nadpłynność z rynku – czyli nadmiar wolnych środków w sektorze bankowym. Bony te następnie odkupuje, płacąc przy tym odsetki, których wysokość zależy od głównej stopy procentowej NBP.
Zarząd NBP bez możliwości interwencji w czasach kryzysu?
Czasami operacje wolnego rynku przybierają charakter niestandardowy – przykładem może być luzowanie ilościowe (ang. quantitative easing, QE), kiedy bank centralny masowo skupuje papiery wartościowe od banków (np. obligacje długoterminowe), pompując w zamian gotówkę do sektora, tak aby banki miały z czego udzielać kredytów i robiły to taniej. W ten sposób pobudza się konsumpcję i inwestycje, a przez to wzrost gospodarczy. Po takie działanie NBP sięgnął w czasie pandemii Covid-19, gdy gospodarce groził całkowity zastój z powodu pandemii.
Teraz luzowania ilościowego nie ma wprawdzie na horyzoncie, ale za to ryzyko wzrostu inflacji jest coraz większe. Powód to kryzys paliwowy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie. Przy rozbuchanej inflacji bank centralny może sięgnąć po przeciwieństwo QE – zacieśnianie ilościowe (quantitative tightening) i sprzedawać bankom papiery wartościowe, by „ściągnąć” od nich pieniądze na kredyty. To z kolei osłabia konsumpcję i inwestycje, schładza gospodarkę i powoduje wyhamowanie wzrostu cen.
Dodajmy, że zarząd NBP realizuje też działania z zakresu polityki kursowej. Może przeprowadzać interwencje na rynku walutowym w sytuacjach skrajnych, kiedy kurs złotego jest wyjątkowo niestabilny.
Bank centralny ma więc w ręku istotne narzędzia do walki z kryzysem w gospodarce, jeśli taki kryzys wystąpi. Ale jeśli zarząd banku centralnego nie może podejmować decyzji, narzędzia te okazują się nieprzydatne. To właśnie jest obecnie realny scenariusz w przypadku NBP – chyba że znajdzie się jakaś furtka prawna, która umożliwi zarządowi działanie. Ale to też niesie ze sobą ryzyka.
– Pewnie bank centralny jakoś sobie jednak poradzi, ale podejmowane w trybie awaryjnym decyzje mogłyby być później zaskarżone. Zawsze znajdzie się ktoś, kto na tym skorzysta, i ktoś, kto na tym straci – podsumowuje prof. Marek Belka.
Członek RPP bije na alarm
„Financial Times” zauważa, że sytuacja jest na tyle poważna, że głos w sprawie zabrał Ludwik Kotecki, członek RPP, którego Adam Glapiński wytypował do obsadzenia jednego z wakatów w zarządzie NBP. W rozmowie z money.pl Kotecki przypomniał, jak wygląda sytuacja kadrowa w tym gremium.
– Z pięciu osób, które tam pozostaną, nie da się zrobić sześciu – stwierdził. – Dokumenty dotyczące projekcji inflacyjnych NBP, przed ich przekazaniem do RPP, muszą zatwierdzić właśnie członkowie zarządu Narodowego Banku Polskiego. Trudno mi sobie wyobrazić, jak by to miało działać bez uzupełnienia składu zarządu do ustawowego minimum.
Projekcja inflacyjna to kluczowa prognoza, którą posiłkuje się RPP przy podejmowaniu decyzji o poziomie stóp procentowych.
Inflacja w Polsce najwyższa od 14 miesięcy. Krytyczna granica coraz bliżej
Ludwik Kotecki wyraził nadzieję, że do paraliżu NBP nie dojdzie. Jednocześnie przyznał, że nadzieja ta „nie jest oparta na żadnych konkretnych przesłankach”.
Może zainteresuje Cię także:

