Rosjanie zaczynają odczuwać skutki wojny. Setki ukraińskich dronów nad Moskwą, pożary magazynów, zakłócenia dostaw i coraz częstsze poczucie, że nie jest to już odległy konflikt. Ataki na Wildberries pokazują nowy wymiar ukraińskiej strategii. – Natomiast to w żaden sposób nie wpływa na skłonność Kremla do przystąpienia do decyzji pokojowych – mówi Zero.pl ekspert Marek Budzisz.

- Wojna przestaje być dla części Rosjan odległym konfliktem. Firma Wildberries jest szczególnie ważnym celem, bo łączy gospodarkę wojenną z codziennością. Uderzenia w sieć logistyczną największego rosyjskiego sklepu internetowego mogą dotknąć nie tylko biznes, ale również sprzedawców i konsumentów.
- Kijów osiąga sukces przede wszystkim na poziomie percepcji. – Ukraina zwiększa koszty po stronie Rosji poprzez te bombardowania i kalkulacja tu jest jasna, by faktycznie zmieniać także nastawienie społeczne do wojny w samej Rosji – mówi Zero.pl były dyplomata na placówce w Wilnie i ekspert od spraw wschodnich Paweł Purski.
- Rosnące koszty wojny nie oznaczają jednak rosyjskiej gotowości do pokoju. – Sytuacja społeczna w Rosji się pogarsza. Jeżeli Kreml nadal chce wygrać wojnę, to czas, który ma na realizację tego sukcesu, jest krótszy, a to będzie moim zdaniem wpływało na zwiększenie ryzyka eskalacji konfliktu – przekonuje Marek Budzisz.
W niedzielę 16 sierpnia Ukraina przeprowadziła jeden z największych w tej wojnie ataków dronowych na terytorium Rosji. Moskwa twierdziła, że w ciągu doby zestrzelono setki ukraińskich bezzałogowców, w tym wiele maszyn lecących w kierunku stolicy. Rosyjskie władze informowały o ofiarach śmiertelnych w obwodach rostowskim i biełgorodzkim oraz w obwodzie moskiewskim. Łącznie po obu stronach w wyniku wymiany ataków zginęło co najmniej 11 osób: sześć w Rosji i pięć na Ukrainie.
600 dronów nad Moskwą. Ukraina uderza coraz głębiej w Rosję
„Wojna wróciła do nich”
Jednym z najbardziej symbolicznych celów był kompleks logistyczny Wildberries w Kołedinie pod Podolskiem, ok. 45 km od Moskwy. W wyniku ataku wybuchł tam pożar. – Trzeba pamiętać, że ta firma jest atakowana przez stronę ukraińską intensywnie od kilku tygodni. Odpowiada za bodajże 54 proc. handlu internetowego w Federacji Rosyjskiej. Niewydolność tej firmy wpływa już na bezpośrednią sytuację zaopatrzeniową szeregowych Rosjan, wśród których nastroje ulegają pogorszeniu, co zresztą wskazują nawet oficjalne badania opinii publicznej – mówi ekspert Strategy & Future Marek Budzisz.
Według Reutersa od 18 lipca celem ataków padło co najmniej 20 obiektów firmy, a zniszczenia objęły ponad 1,18 mln metrów kwadratowych powierzchni magazynowej – ponad jedną piątą jej całkowitej pojemności. Skutki zaczęły być widoczne w działalności firmy: sprzedaż spadała, dostawy były opóźniane, a część przedsiębiorców korzystających z platformy znalazła się w trudnej sytuacji finansowej.
– Z pewnością Rosjanie odczuwają już skutki wojny, wiedzą, że wojna wróciła do nich, czy przyszła do nich do domu – mówi Marek Budzisz. Jednocześnie ekspert w rozmowie z Zero.pl przekazał, że ta sytuacja wcale nie musi wpłynąć na deeskalację i przyspieszyć rozmowy pokojowe.
– To w żaden sposób nie wpływa na skłonność Kremla do przystąpienia do decyzji pokojowych. To nawet nie jest pytanie na razie. Sytuacja społeczna w Rosji się pogarsza. Społeczeństwo rosyjskie, o tym mówią wszystkie badania, chce nadal zwycięstwa w wojnie, mimo że już zaczyna otrzymywać koszty przedłużającego się konfliktu. Jeżeli Kreml nadal chce wygrać wojnę, to czas, który ma na realizację tego sukcesu, jest krótszy, a to będzie moim zdaniem wpływało na zwiększenie ryzyka eskalacji konfliktu – mówi Budzisz.
„Kreml jest nieugięty”
W podobnym tonie wypowiada się były dyplomata i ekspert od Europy Środkowo-Wschodniej Paweł Purski. – W mojej ocenie Kreml jest nieugięty i będzie dążył teraz, głównie w okresie zimowym, do złamania po stronie ukraińskiej morale w wyniku bardzo dużych bombardowań i ostrzałów pociskami, które zapewne zostaną w najbliższych miesiącach przeprowadzone – mówi.
Ukraina nie odpuszcza. Kryzys naftowy w Rosji się pogłębia
– Niemniej Ukraina także zwiększa koszty po stronie Rosji poprzez te bombardowania i kalkulacja tu jest jasna, by faktycznie zmieniać także nastawienie społeczne do wojny w samej Rosji. Natomiast nie wydaje mi się, żeby Kreml brał te nastroje społeczne bardzo pod uwagę, dlatego że Władimir Putin, jak i władze rosyjskie niejednokrotnie komunikowały, że są zdeterminowane do tego, by zakończyć wojnę na swoich warunkach – dodaje były dyplomata.
W ostatnich miesiącach można znaleźć sygnały rosnącego zmęczenia wojną w rosyjskim społeczeństwie. Badanie IKAR z maja 2026 r. wskazywało, że wojna ponownie stała się najważniejszym problemem wskazywanym przez Rosjan – 33 proc. respondentów wymieniło ją jako główną kwestię, przed niskimi płacami i wysokimi cenami.
Spadały również wskaźniki poparcia dla Władimira Putina. Według danych FOM przywoływanych w lipcu jego aprobata spadła do 66 proc., a VTsIOM notował w tym samym okresie 65,1 proc.
„As” w rękach Ukrainy
– Ukraińcy zaczynają mieć w ręku dużego asa w postaci własnej produkcji rakiet, dzięki którym mogą ostro atakować te cele strategiczne w Rosji. I proszę spojrzeć na jakiej odległości są ataki przeprowadzane nie tylko dronami, ale również rakietami. To pozwoli im i na pewno zapewni duży wpływ, również na stronę rosyjskiej społeczności – przekonuje w rozmowie z Zero.pl były wicepremier Janusz Tomaszewski, który w przeszłości doradzał dawnemu prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence.
– Oni walczą o życie, bo jeżeli wejdą do nich Rosjanie, to ich zdziesiątkują. Więc zdają sobie z tego sprawę, że każde poddanie się dzisiaj to jest koniec. Widzą też, co się robi z ludźmi na Krymie, widzą, co się dzieje na terenach przejętych przez Rosjan i na pewno będą starali się wytrzymać, jak to się mówi, do ostatniej możliwości – dodaje polityk.
Zdaniem ekspertów obecnie na horyzoncie nie widać możliwości szybkiego zawarcia pokoju. – Według różnych ocen Rosja jest gotowa ten konflikt kontynuować, nie tylko do końca tego roku, ale przynajmniej do końca przyszłego roku. Ona ma jeszcze zasoby na prowadzenie wojny, a moim zdaniem w obecnej sytuacji rośnie kryzys eskalacyjny i ryzyko zaognienia relacji między Rosją a państwami NATO – mówi Marek Budzisz.
„Takie mamy realia”
– Rosja od jesieni 2024 r., ale te działania uległy przyspieszeniu, jesienią 2025 r., i wiosną 2026 r., czyni zaawansowane przygotowania do uderzenia przeciwko niektórym państwom NATO. Takie mamy realia, a nie jakieś zakończenie wojny – dodaje ekspert Strategy & Future.
Na froncie w ostatnich tygodniach widać wyraźne spowolnienie rosyjskiej ofensywy, choć nie oznacza to jej zatrzymania. Rosjanie nadal nacierają przede wszystkim w Donbasie – szczególnie w rejonie Pokrowska, gdzie w ostatniej dobie Ukraińcy informowali o 33 rosyjskich szturmach.
Jednocześnie Ukraina prowadzi działania zaczepne na południowym odcinku frontu. Kijów twierdzi, że w ramach operacji w rejonie styku obwodów donieckiego, zaporoskiego i dniepropetrowskiego odzyskał od początku roku 745 km kw. oraz 26 miejscowości. Niezależne analizy potwierdzają część tych zdobyczy, choć dokładny zakres ukraińskich sukcesów pozostaje trudny do zweryfikowania.

