Reklama

Drony nad Biełgorodem. Ukraina bierze odwet na Rosji. „Działania symboliczne”

Reklama

Ukraińskie drony coraz częściej uderzają w infrastrukturę energetyczną po rosyjskiej stronie granicy. Celem stał się m.in. liczący ok. 300 tys. mieszkańców Biełgorod, stolica obwodu. To odpowiedź na wielomiesięczne rosyjskie ataki powietrzne na ukraińskie elektrociepłownie i sieci przesyłowe. Grzegorz Kuczyński dla Zero.pl: „To działania symboliczne”.

Evening,Traffic,On,A,City,Street.,Traffic,Jam.,A,Queue
Biełgorod jest atakowany przez ukraińskie drony. (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Ukraińskie drony uderzyły w infrastrukturę energetyczną w przygranicznym Biełgorodzie, powodując poważne przerwy w dostawach prądu i ogrzewania dla setek tysięcy mieszkańców.
  • To odpowiedź Kijowa na wielomiesięczne rosyjskie ataki na elektrociepłownie w takich miastach jak Charków i Kijów — strategia określana jako „wet za wet”.
  • Eksperci podkreślają, że uderzenia mają przede wszystkim wymiar symboliczny, ale blackouty na rosyjskim pograniczu mogą stać się narzędziem propagandy Kremla.

Reklama

– My też potrafimy wyłączać światło – ostrzegał dowódca ukraińskiej „armii dronów” Robert Browdi w czasie, gdy rosyjskie rakiety spadały na ukraińskie miasta.

Od początku lutego Biełgorod był celem serii uderzeń, które doprowadziły do przerw w dostawach prądu i ogrzewania. Po jednym z ataków gubernator obwodu, Wiaczesław Gładkow, poinformował mieszkańców, że część budynków podłączonych do centralnej sieci ciepłowniczej może nie otrzymać ciepłej wody do końca sezonu grzewczego. Na domiar, w mieście panują kilkunastostopniowe mrozy.

Nową ukraińską strategię można uznać za filozofię - wet za wet.


Reklama

Charków i Kijów od miesięcy zmagają się z rosyjskimi bombardowaniami infrastruktury krytycznej. W wielu dzielnicach prąd i ogrzewanie przywracane są tylko częściowo. Służby komunalne zmuszone były spuszczać wodę z instalacji grzewczych, by zapobiec pękaniu rur. Różnica polega na tym, że w Ukrainie kryzys energetyczny trwa niemal nieprzerwanie od początku pełnoskalowej inwazji, podczas gdy dla mieszkańców rosyjskiego pogranicza to nowe doświadczenie.


Reklama

Ekspert: uderzenie w Biełgorod ma wymiar symboliczny

– Należy zwrócić uwagę na nieporównywalną skalę tych działań. Rosjanie atakują i terroryzują ukraińskich cywili dzień w dzień. Natomiast Ukraina dysponuje ograniczoną liczbą pocisków dalekiego zasięgu. Uderzenie w Biełgorod ma zatem wymiar symboliczny – przestrzega w rozmowie z Zero.pl Grzegorz Kuczyński, specjalista polityki wschodniej, autor m.in. „Wagnerowców. Psy wojny Putina”.

Biełgorod i Charków jeszcze przed wojną łączyły intensywne kontakty handlowe i rodzinne. Przekroczenie granicy było właściwie formalnością. Mieszkańcy rosyjskiego miasta jeździli do Charkowa na zakupy, studia i koncerty. Po 24 lutego 2022 r. to pokojowe współistnienie się zakończyło.

W pamięci charkowian zapisały się nagrania z pierwszych dni inwazji, gdy część młodych mieszkańców Biełgorodu obserwowała z przygranicznych dróg startujące rosyjskie rakiety.


Reklama

Dziś role częściowo się odwróciły. W mediach społecznościowych pojawiają się nagrania z Biełgorodu: ciemne ulice, wyjące syreny, mieszkańcy kryjący się przed odgłosem nadlatujących dronów. W odpowiedzi internauci z Charkowa publikują gorzkie komentarze, przypominając o zniszczonej Sałtiwce, ogromnej dzielnicy, która stała się symbolem rosyjskich ostrzałów.


Reklama

Sytuację w Biełgorodzie pogarszają problemy infrastrukturalne. Spadki napięcia w sieci, wyłączone latarnie uliczne i rosnąca przestępczość budzą niepokój mieszkańców. Według lokalnych doniesień od początku wojny miasto opuściła nawet jedna piąta ludności. Część wyjechała do innych regionów Rosji, inni do krewnych poza obwodem.

Braki energii odbijają się także na gospodarce. Mniejsze firmy zawieszają działalność, a przedsiębiorcy skarżą się na brak wsparcia. 

Blackouty w Rosji a propaganda Kremla

Według Grzegorza Kuczyńskiego skuteczniejszą taktyką są uderzenia na składy amunicji oraz magazyny ropy.


Reklama

– Poza tym, uderzenia w cywili wzmacniają propagandę Putina. Mogą powiedzieć, że Ukraińcy nie liczą się z życiem niewinnych osób. A Biełgorod spowity w ciemnościach to świetny obrazek dla putinowskich mediów – podkreśla dla Zero.pl Kuczyński.


Reklama

Według specjalisty uderzenia na Biełgorod nie zmienią podejścia Rosjan – ani do wojny, ani do Putina.

Niemniej ukraińskie ataki obejmują również inne rosyjskie miasta, w tym Briańsk, gdzie w połowie lutego doszło do częściowego blackoutu.

Dla setek tysięcy cywilów po obu stronach granicy oznacza to jednak to samo: zimne mieszkania, ciemne ulice i narastające poczucie niepewności.


Reklama