Mariusz Wach przegrał przez techniczny nokaut z byłym mistrzem świata Tysonem Furym podczas kameralnej gali w Tajlandii. 46-letni polski weteran wagi ciężkiej wytrzymał z „Królem Cyganów” siedem rund, jednak skrajne wyczerpanie nie pozwoliło mu na kontynuowanie pojedynku. Brytyjczyk dopiął swego.

- Mariusz Wach ze względu na ogromne zmęczenie zrezygnował z kontynuowania pojedynku po siódmej rundzie, dając Fury'emu wygraną przez TKO.
- Tyson Fury po raz pierwszy od 15 lat ważył mniej od swojego rywala (120 kg przy 132 kg Wacha), a cały dochód z pojedynku trafi do potrzebujących dzieci w Tajlandii.
- Wygrana z Polakiem to dla Fury'ego wstęp do zaplanowanego na koniec roku gigantycznego starcia z Anthonym Joshuą.
W tajlandzkiej miejscowości Pattayi doszło do pojedynku, który skupił na sobie uwagę kibiców boksu z całego świata. Polski weteran królewskiej kategorii, 46-letni Mariusz Wach, skrzyżował rękawice z byłym dwukrotnym mistrzem świata, Tysonem Furym. Zakontraktowana na 10 rund walka miała nietypowy, charytatywny charakter, a cały dochód z wydarzenia został przeznaczony na wsparcie ubogich dzieci w Tajlandii.
Brytyjczyk od pierwszego gongu narzucił swoje warunki gry, płynnie zmieniając pozycję z klasycznej na mańkuta i zasypując Polaka szybkimi ciosami prostymi. Wach szukał swojej szansy w pojedynczych, mocnych uderzeniach, jednak na tle dynamicznie poruszającego się rywala wyraźnie widoczna była różnica wieku i szybkości. Co ciekawe, przygotowujący się do kolejnych wyzwań Fury wniósł na wagę 120 kg, będąc lżejszym od polskiego rywala (132 kg) po raz pierwszy od 15 lat.
Wach vs. Fury. Rutyna i szybkość kontra potężna masa
Z upływem kolejnych minut „Król Cyganów” stopniowo podkręcał tempo walki, manifestując swoją przewagę techniczną. W piątej rundzie zdołał zepchnąć Wacha do głębokiej defensywy i zamknąć go w narożniku, gdzie wyprowadził serię celnych ciosów. Polak wykazał się jednak charakterystyczną dla siebie odpornością na uderzenia i przetrwał ten trudny moment bez większych strat zdrowotnych.
Mimo że twarda szczęka polskiego pięściarza po raz kolejny nie zawiodła, z każdą minutą coraz bardziej dawało o sobie znać potężne zmęczenie. Dla Polaka była to już siódma porażka w ostatnich dziesięciu występach – w tym kolejna przed czasem, po tym jak dwa lata temu uległ przez nokaut innemu Brytyjczykowi, Mosesowi Itaumie. W Pattayi to nie tyle siła ciosów Fury'ego, ile mordercze tempo pojedynku ostatecznie złamało opór polskiego weterana.
Decyzja w przerwie i wielkie plany Brytyjczyka
Po zakończeniu siódmego starcia wycieńczony Mariusz Wach z widoczną ulgą przyjął sygnał oznaczający przerwę. Gdy dobiegała ona końca, Polak wspólnie ze swoim sztabem podjął decyzję o nieprzystępowaniu do ósmej rundy. Sędzia ringowy nie miał innego wyjścia i oficjalnie ogłosił zwycięstwo Tysona Fury’ego przez techniczny nokaut.
Dla 37-letniego Brytyjczyka wygrana nad Polakiem jest jedynie przystankiem przed znacznie większym wyzwaniem. Pojedynek w Tajlandii stanowił element przygotowań do wielkiego, narodowego starcia z Anthonym Joshuą. Ich zaplanowany na koniec roku pojedynek, okrzyknięty już mianem bokserskiej „bitwy o Anglię”, ma wyłonić bezdyskusyjnego króla brytyjskiego boksu i przynieść obu zawodnikom gigantyczny prestiż oraz wielkie pieniądze.