Ten prawny galimatias można było kilka razy przeciąć, gdyby wszystkie strony sporu wykazały minimalną chęć przyjęcia kompromisowego rozwiązania. Zamiast tego mamy licytację, kto zaczął rozkład Trybunału Konstytucyjnego, kto bardziej przyczynił się do tego rozkładu. Z obu stron prawne argumenty, w których zwykły człowiek się nie odnajduje. Bo, nawet gdy mowa o liczbach, czyli o czymś nad wyraz mierzalnym, okazuje się, że można podzielić społeczeństwo tak, że jedna strona murem staje za „piętnastką” i „dziesiątką”, a druga z uporem maniaka powtarza, że właściwe numery to „dwanaście” i „osiem”.
Niby rozwiązaniem może być reset, ale jak ma do niego dojść, gdy część mówi: „Mamy dogadywać się ze złodziejami i dzielić łup?”, a inni dziwią się, że ktokolwiek proponuje rozmowy z zamachowcami na organy państwowe. Mówimy o przeszłości, nikt nie daje klarownej odpowiedzi, jak ma wyglądać przyszłość.
Przed nami tygodnie jałowej dyskusji, po której nic się nie zmieni. Nieuznawany przez część społeczeństwa TK, który nie realizuje swojego podstawowego zadania, zastąpi niefunkcjonujący TK, którego uznawać nie będzie inna część społeczeństwa.
Pozytyw jest tylko jeden. Będzie śmieszniej. Wiem, że ktoś może się oburzyć i spytać, jak sobie można robić jaja, gdy Polska płonie i chyli się ku upadkowi. Odpowiadam: Jaja zaczynają sobie robić ci, którzy najgłośniej krzyczą, że Polska płonie i chyli się ku upadkowi.
Oglądam telewizję wPolsce24, a tu redaktor Jacek Karnowski ze smutną miną zapowiada rychłe wprowadzenie stanu wojennego. Precyzyjnie wskazuje: dziś o północy.
Oczywiście, żaden stan wojenny czy wyjątkowy nie został wprowadzony. Co zrobił wtedy Jacek Karnowski? Ogłosił triumf. Oto on ujawnił złowieszcze plany Donalda Tuska, więc rząd wycofał się z pacyfikacji społeczeństwa.
Portal Karnowskiego opublikował nawet artykuł, by podkreślić dziejową rolę publicysty.
„Stan wyjątkowy o północy się nie zdarzył, ale to nie jest tak, że my mieliśmy informacje błędne. Są i były działania w tę stronę, naprawdę bądźmy uważni. My z całą świadomością ryzyka wczoraj podaliśmy tę informację, ponieważ mieliśmy przekonanie, że to jest sposób zapobieżeniu nieszczęściu. Ujawnienie informacji zmienia bieg dziejów” - przekonuje Karnowski.
Możemy się naśmiewać, ale to są skomplikowane mechanizmy. „Wszyscy dziś mówią: »gdzie jest stan wyjątkowy?«. Oni pomijają fakt, że ujawnienie informacji wiele zmienia i my z całą świadomością tę informację właśnie dlatego podaliśmy. Naprawdę była oparta o wiarygodne źródła. Nie podałbym tej informacji, gdybym nie miał bardzo poważnych źródeł i bardzo poważnych informacji w tej sprawie.” – ujawnia redaktor.
Z tej historii płyną dwa pozytywne wnioski. Bardzo fajnie, że nie ma stanu wojennego i chyba właśnie objawił się murowany polski kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla.
Prym w relacjonowaniu, ale też we współorganizowaniu protestu przed gmachem TK wiedzie Republika. Każdy ma prawo protestować, a każda redakcja może informować o wydarzeniach w dowolny sposób. Republika wybrała jednak drogę prowadzącą do przedstawienia ważnej sprawy, kryzysu wokół konstytucyjnego organu, w sposób karykaturalny.
Kwintesencją był czwartkowy występ posła Michała Wójcika, który ze sceny ustawionej przed TK śpiewał przeboje Krzysztofa Krawczyka. Obok niego pląsał Miłosz Kłeczek z Republiki. On natomiast pracę reporterską łączy z telemarketingiem, by na jednym wdechu straszyć zamachem stanu i zachwalać nowe patriotyczne zegarki i okolicznościową biżuterię dla obrońców trybunału.
Prezydent Karol Nawrocki przerwał lot do Senegalu, by jak najszybciej dotrzeć do Warszawy. Obrazki ze stolicy były dramatyczne, co odnotowały media na całym świecie. Trochę czasu jednak minęło i jeśli oficjele z Dakaru mogli początkowo z przerażeniem myśleć o tym, co się w Polsce wyrabia, to gdy teraz włączą Republikę, pomyślą, że rząd przejął prywatne telewizje i akurat jest przerwa na kabaret.
Przed telewizorem może też powoli rozkładać się Donald Tusk, by ze spokojem oglądać, jak z kolei rozkłada się protest wymierzony w jego rząd.


