
We wtorek Amerykanie wybiorą nowy skład Izby Reprezentantów i części Senatu. Sondaże wskazują na przewagę Demokratów, ale nie musi to obecnie mocno zmienić polityki Donalda Trumpa. – Prezydent USA już pokazał, że potrafi obchodzić trójpodział władzy – mówi dr Michał Woźniak. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin doszło też do niecodziennej sytuacji – na finiszu kampanii w Michigan ważna, lokalna Demokratka, poparła kandydata Republikanów.
- Demokraci mają spore szanse na przejęcie Izby Reprezentantów, ale walka o Senat jest znacznie bardziej wyrównana. – Trump już pokazał, że potrafi obchodzić trójpodział władzy – przekonuje w rozmowie z Zero.pl specjalista od stosunków międzynarodowych dr Michał Woźniak.
- Przejęcie Kongresu oznaczałoby dla Trumpa więcej kontroli poczynań Białego Domu, przesłuchań współpracowników i sporów o finansowanie jego polityki.
- Prof. Andrzej Mania z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwraca uwagę, że korespondencyjnie zagłosowały już dziesiątki milionów Amerykanów. – Duża część głosujących, którzy mieli preferencje pro-demokratyczne, już zabrała głos – mówi Zero.pl.
- W Michigan demokratyczna kongresmenka Haley Stevens niespodziewanie poparła republikanina Mike’a Rogersa, rywala własnego partyjnego nominata.
- Na Alasce wybuchł spór o dwóch kandydatów o podobnym nazwisku, a w Kalifornii sądy zablokowały próbę wyłączenia z liczenia około 20 tys. kart.
Wybory środka kadencji, czyli Midterms, odbędą się we wtorek 3 listopada. Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów oraz 35 senatorów. Stawką jest kontrola nad Kongresem, którą obecnie mają Republikanie. W Izbie Reprezentantów dysponują większością 218 do 214 mandatów, a w Senacie stosunkiem sił 53 do 47.
Czy Trump wygrał z Iranem? Oto nieznany aspekt, który jest faktycznym zwycięstwem USA
Demokraci potrzebują zdobyć dodatkowe cztery miejsca w każdej z izb, by przejąć nad nimi kontrolę. W przypadku Izby Reprezentantów taki scenariusz jest dziś wyraźnie bardziej prawdopodobny. Model wyborczy Silver Bulletin z 1 listopada dawał Demokratom około 95 proc. szans na odzyskanie większości i prognozował średni zysk na poziomie 25 mandatów. Senat pozostaje znacznie trudniejszym wyzwaniem.

Symulacja przygotowana przez https://www.callthemap.com/ (fot. https://www.callthemap.com/ / Inne)
W ostatnim zestawieniu Call the Map przewaga Demokratów w pytaniu o to, którą partię wyborcy poparliby w wyborach do Kongresu, wynosiła 7,8 pkt proc. W wybranych wyścigach senackich przewaga Demokratów była jednak znacznie mniejsza: w Michigan wynosiła 3,6 pkt proc., w Ohio 3,4 pkt proc., a w Teksasie 2,7 pkt proc. To pokazuje, dlaczego korzystny dla Demokratów klimat ogólnokrajowy nie musi automatycznie przełożyć się na większość w Senacie.
„To jest ważny argument”
Prof. Andrzej Mania zwraca uwagę na znaczenie głosowania przedterminowego.
– Pamiętajmy, że już prawie 60 milionów ludzi się wypowiedziało. W stosunku do tego, co my wiemy, duża część osób głosujących, które miały preferencje pro-demokratyczne, już zabrała głos. Ta grupa jest więc zmobilizowana, to jest ważny argument – mówi amerykanista z UJ w rozmowie z Zero.pl.
W wielu stanach odnotowano ogromne zainteresowanie głosowaniem przedterminowym, a obecny licznik – ponad 54 mln oddanych głosów – stanowi rekord Midterms.
Michigan. Demokratka poparła republikanina na finiszu kampanii
Ostatnie dni kampanii przyniosły wydarzenie, które stało się jednym z najgłośniejszych politycznych zaskoczeń. Haley Stevens, demokratyczna kongresmen, która przegrała sierpniowe prawybory do Senatu z Abdulem El-Sayedem, niespodziewanie poparła republikańskiego kandydata Mike’a Rogersa.
Stevens miała wcześniej deklarować, że poprze nominata własnej partii. Do zmiany stanowiska doszło po sporze o reklamę przygotowaną przez zewnętrzną organizację wspierającą El-Sayeda. Materiał łączył amerykańską pomoc dla Izraela z kosztami życia w USA. Stevens uznała przekaz za antysemicki i domagała się, by kandydat go potępił. El-Sayed podkreślał, że reklama nie powstała na zlecenie jego sztabu i że nie zgadza się z jej treścią.
1 listopada Stevens pojawiła się z Rogersem w kościele w Detroit. Jej decyzja wywołała gwałtowną reakcję Demokratów, a część pracowników jej biura miała zrezygnować z pracy. Donald Trump pochwalił kongresmenkę i zachęcał ją do przejścia do Partii Republikańskiej. Zdaniem dr. Michała Woźniaka wydarzenie nie powinno jednak mieć wpływu na ostateczny wynik. – Tu te trendy są jasne i one tylko jakby się umacniają im bliżej jest do samych wyborów – mówi Zero.pl.
Alaska. Dwóch Sullivanów na jednej karcie wyborczej
Nietypowy spór wybuchł również na Alasce, gdzie o mandat senatora walczą urzędujący republikanin Dan Sullivan i demokratka Mary Peltola. Problemem stała się kandydatura Daniela J. Sullivana Jr., emerytowanego nauczyciela, którego nazwisko jest bardzo podobne do nazwiska obecnego senatora.
Departament Sprawiedliwości pozwał władze stanu, argumentując, że podobieństwo nazwisk może wprowadzić wyborców w błąd. Administracja Trumpa domagała się, by w przypadku odpowiednio niewielkiej różnicy głosów nie certyfikować wyniku bez dodatkowego dochodzenia. W sprawie pojawiły się również doniesienia „New York Timesa”, według których osoby związane z kampanią Peltoli miały pomagać w rekrutacji kandydata o podobnym nazwisku. Peltola zaprzeczyła, by wiedziała o takim działaniu, a Daniel Sullivan Jr. również odrzucał zarzuty.
Po wyborach może zapłonąć Bliski Wschód. Trump i Iran na kursie kolizyjnym
1 listopada sędzia federalny oddalił pozew Departamentu Sprawiedliwości. Sprawa nie zakończyła jednak politycznych oskarżeń – republikańskie władze Alaski zarządziły dochodzenie dotyczące możliwego naruszenia prawa wyborczego.
Kalifornia. Spór o 20 tys. kart wyborczych
Kolejny front otworzył się w Kalifornii. Administracja Trumpa próbowała doprowadzić do odłożenia na bok około 20 tys. kart wyborczych powiązanych z osobami podejrzewanymi o brak amerykańskiego obywatelstwa. Departament Sprawiedliwości argumentował, że status tych wyborców powinien zostać zweryfikowany przed uwzględnieniem głosów.
Sądy nie zgodziły się na takie rozwiązanie. Federalny sędzia uznał, że próba wyłączenia kart na tak późnym etapie mogłaby wywołać chaos i doprowadzić do pozbawienia prawa głosu uprawnionych obywateli. 30 października sąd apelacyjny również odrzucił wniosek administracji.
Dwa trudne lata Trumpa? „Rządzi jak król udzielny”
Wynik wyborów nie przesądzi o tym, czy prezydent Trump będzie w stanie realizować cały swój program. Nawet w przypadku utraty jednej lub obu izb zachowa istotne kompetencje.
– Trump już pokazał, że potrafi obchodzić trójpodział władzy i rządzić głównie poprzez executive orders, czyli swoje rozporządzenia wykonawcze, prezydenckie. I wtedy pomija Kongres i Senat, i rządzi jak król udzielny. Natomiast na pewno będą mieli Demokraci dużo możliwości, żeby blokować pewne rzeczy – przekonuje dr Michał Woźniak.
Po wyborach zmianie może ulec polityczne otoczenie Białego Domu: wzrosnąć liczba kontroli, przesłuchań sojuszników prezydenta w tworzonych komisjach i sporów o budżet.
– Ja jakichś wielkich zmian się nie spodziewam. Te troszeczkę nieprzewidywalne zachowania prezydenta będą ograniczone, bo część jego pomysłów była bazująca na jego przekonaniu o olbrzymiej władzy, ponad miarę nawet sięgającą, choć ona jest olbrzymia. Po ewentualnym zwycięstwie Demokratów będzie tym samym mogła być stopowana – uważa prof. Mania.
Kreowanie polityki zagranicznej pozostanie w gestii prezydenta. Najwięcej potencjalnych zmian może pojawić się a amerykańskiej polityce wewnętrznej, choć pojawiły się sygnały i doniesienia medialne, że administracja Białego Domu przygotowuje „plan B” na wypadek porażki w Kongresie i Senacie. Donald Trump mówił, że stanie się „Panem Weto”, który będzie blokować pomysły Demokratów. – Po kilku miesiącach przyjdą i będą się dogadywać – powiedział prezydent USA.

