Reklama
Wojsko

Czy Trump wygrał z Iranem? Oto nieznany aspekt, który jest faktycznym zwycięstwem USA

Powszechna opinia o bilansie konfliktu zbrojnego w trójkącie Izrael-USA-Iran to amerykańska klęska i zwycięstwo Islamskiej Republiki Iranu. Względnie osobisty sukces Binjamina Netanjahu, który ocalił polityczną skórę. Jest to jednak pogląd nieuwzględniający długofalowych skutków tej wojny, które zachwiały równowagą w całej Azji, czyniąc z USA przyszłego surowcowego hegemona. Partia Republikańska zapłaci zapewne wyborczą cenę za „Epicką Furię”, ale czy Trump wygrał, czy przegrał wojnę?

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 15:08
6 min
Wojna o Iran - zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Choć publicystyka rządzi się swoimi prawami i lubi uproszczone recepty, to z wojną amerykańsko-irańską toczoną w 2026 r. jest zasadniczy problem: jaką miarą mierzyć sukces lub klęskę w wojnie? Powszechna opinia jest taka, że USA, a zwłaszcza Donald Trump, skompromitowali się w wojnie z Iranem, nie osiągnęli zakładanych celów, czyli po prostu przegrali. Sam Donald Trump jest pod pręgierzem krytyki.

Czytaj także: Były pilot F-16: Nasze samoloty bojowe konstruowano nie do ścigania dronów

Faktycznie działania Donalda Trumpa w wojnie przeciwko Iranowi wydawały się absurdalne. Sam jestem krytyczny wobec tego, jak Amerykanie sprawę Iranu rozegrali. Z pewnością Trump popełnił wiele błędów na poziomie strategicznym, ale jest jeden wymiar tego konfliktu zbrojnego, o którym media milczą. I to jest faktyczne zwycięstwo USA w wojnie.

Jeżeli na operację „Epicka Furia”, a następnie blokadę Cieśniny Ormuz spojrzymy przez pryzmat długofalowych interesów USA, to zauważymy, że wojna zachwiała Azją, a nie Stanami Zjednoczonymi. Rzecz jasna USA borykają się z wewnętrznymi problemami społecznymi, a w amerykańskiej opinii publicznej nie ma poczucia, że wojna Trumpa miała sens oraz że przyniosła wymierne korzyści dla Amerykanów. Jest ona jednak sposobem na budowę stabilnego surowcowego bastionu w Ameryce Północnej w kontrze do niestabilnego – z powodu wojny – rynku surowcowego na pozostałej części globu.

Reklama
Reklama

Reperkusje gospodarcze konfliktu zbrojnego uderzyły w Iran, ale jak kamień wrzucony do wody tworzy mechaniczne fale rozchodzące się po tafli, tak bomby zrzucane na Iran wytworzyły podobny efekt w gospodarkach państw azjatyckich. Nie amerykańskiej gospodarce. Jeżeli spojrzymy na konflikt zbrojny wyłącznie przez pryzmat gospodarczego darwinizmu, zauważymy, że Donald Trump nieprzypadkowo uznał się za zwycięzcę w wojnie.

W ujęciu długofalowym, czyli przyszłej wojny o zasoby, Waszyngton mógł pozwolić sobie na własną morską blokadę Cieśniny Ormuz. Pod pewnymi względami była ona wręcz korzystna dla amerykańskiej gospodarki. 25 proc. światowego handlu ropą naftową oraz 20 proc. LNG przechodziło przez Ormuz. 85 proc. z tego płynęło do Azji, reszta do Europy. Największym nabywcą irańskiej ropy naftowej jest Chińska Republika Ludowa – rywal USA numer jeden. Surowcowy koszt tej wojny przede wszystkim zapłaciła Azja, gdzie w najgorętszych miesiącach walk racjonowano sprzedaż benzyny i mnożyły się kolejki na stacjach benzynowych.

Mało tego, już marzec 2026 r., kiedy wojna się zaczęła, był zwiastunem tego, że USA chcą na wojnie suto zarobić. Jak raportował wówczas Reuters, na początku ataku na Iran amerykański eksport LNG wzrósł do rekordowych 11,7 mln ton wobec 9,94 mln ton w lutym. Co ciekawe, Pekin wznowił zakup amerykańskiego gazu. Dla USA pierwsze półrocze 2026 r. oznaczało 23 proc. wzrostu w eksporcie gazu LNG. W eksporcie ropy naftowej skok wyniósł 30 proc.  

Reklama
Reklama

Wojna, czyli zysk

Amerykański przemysł naftowy zaczął rok 2026 w kryzysie. W trzecim kwartale notował już trzycyfrowe wzrosty. Jeżeli na operacje militarne w Wenezueli i Iranie spojrzymy wyłącznie przez ekonomiczny indykator, to zauważymy, że Waszyngton ma ambicje, by złoża wenezuelskie, amerykańskie i kanadyjskie stworzyły alternatywny wobec Bliskiego Wschodu bastion surowcowy ustawiający się do reszty świata. Bastionem tym ma dowodzić Waszyngton, stąd takie nerwowe działania w relacjach USA-Kanada, przejęcie Wenezueli w styczniu i wywołany kryzys surowcowy na Bliskim Wschodzie uderzający pośrednio w całą Azję.

Blok energetyczny złóż wenezuelskich, amerykańskich i kanadyjskich daje absolutną dominację surowcową na świecie. Do tego z uwagi na geografię trudno tę dominację zdestabilizować z użyciem konfliktu zbrojnego (tak jak na Bliskim Wschodzie). Stabilny eksport z USA w porównaniu do nieprzewidywalnego z Zatoki Perskiej miał budować projekcję siły Waszyngtonu. Z uwagi na kiepski styl wojny projekcja siły osłabła, ale długofalowo plan był właśnie taki. Albowiem wyartykułowanym celem Donalda Trumpa była tzw. American Energy Dominance (Amerykańska Dominacja Energetyczna).

– Dzięki tym niesamowitym zasobom moja administracja będzie dążyć nie tylko do amerykańskiej niezależności energetycznej, której szukaliśmy tak długo, ale także amerykańskiej dominacji energetycznej. I będziemy eksporterem – zaznaczał Trump już w 2017 r.

Reklama
Reklama

Projekt ten zyskał w 2025 r. Narodową Radę Dominacji Energetycznej (NEDC). Jednym z częstych haseł politycznych Trumpa jest „drill, baby, drill” (wierć dziecinko, wierć). Jest on zwolennikiem maksymalnego wykorzystania amerykańskich źródeł energii wraz z surowcami takich państw jak Wenezuela.

Lista amerykańskich błędów w wojnie przeciwko Iranowi jest długa. Wymiana politycznej elity w Teheranie okazała się mrzonką, reżim nie załamał się, a ze środka władzy nie powstała żadna opozycyjna frakcja. Na wojnę wydano astronomiczną kwotę 47 mld dol., a osiągnięto pogorszenie sytuacji w regionie i utracono zaufanie strategicznych sojuszników, czyli państw Zatoki Perskiej. Pentagon nie skorzystał masowo z dronów pokazując, że nie odrobił lekcji z Ukrainy.

Do tego zabrakło komunikacji strategicznej Waszyngtonu z opinią publiczną, narracja o wojnie wymknęła się USA spod kontroli, co doprowadziło do kryzysu politycznego w USA, a nie w Iranie. To wszystko ma wymiar amerykańskich porażek w tej wojnie. Tyle że długofalowo wojna przetestowała światową odporność na kryzys surowcowy, który jeszcze nie raz nas czeka. Z tego testu Azja wyszła jako najsłabsze ogniwo, a USA jako najmocniejsze. To właśnie dlatego Donald Trump czuje się zwycięzcą.

Reklama
Reklama