Reklama
Świat

Chaos jako droga do władzy? Tak Mélenchon chce wygrać wybory prezydenckie

Jak wzniecić rewolucję i zdobyć władzę? Tego Jean-Luc Mélenchon za młodu uczył się z pism Lwa Trockiego. Na starość zdaje się podążać śladami swojego mentora, który wraz z Leninem obalił w Rosji rodzącą się demokrację w imię dobra ludu, a następnie twardą ręką podporządkował sobie ten lud.

Andrzej Krajewski
Opinia autorstwa: Andrzej Krajewski
Dzisiaj 16:11
13 min
Francja Nieujarzmiona (La France insoumise) coraz częściej wyprowadza swoich zwolenników na ulice, a jej lider stara się przejmować rolę przywódcy kolejnych fal protestów (fot. Getty Images)
TYLKO NA

„Kiedy rząd narusza prawa ludu, powstanie staje się dla ludu i każdej jego części najświętszym z praw i najniezbędniejszym z obowiązków” – oznajmił słuchaczom Jean-Luc Mélenchon 14 lipca 2026 r. w Paimpont. Nieprzypadkowo zacytował wówczas treść 35. artykułu konstytucji przyjętej w czerwcu 1793 r. Jest ona uznawana za ukoronowanie rewolucji francuskiej i przypieczętowanie obalenia starego porządku.

Mélenchon dodał następnie, że obecna rewolucja również musi doprowadzić do przyjęcia nowej konstytucji. Wedle jego wizji zapoczątkuje ona Francję z bardzo ograniczoną rolą prezydenta, w której o najważniejszych sprawach będzie decydował nawet nie parlament, a lud w powszechnych referendach.

„Pozostajemy zatem wierni tej rewolucyjnej ambicji, wzywając do zwołania Zgromadzenia Konstytucyjnego w celu ustanowienia Szóstej Republiki” – zaapelował w Paimpont. Na drodze do osiągnięcia tego celu stoi jednak de facto całe państwo francuskie wraz z jego elitami politycznymi oraz aspirujące do zajęcia tej samej pozycji Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen.

Bilans manifestacji we Francji. Korespondencja Marcina Darmasa z Paryża

Reklama
Reklama

Lider Francji Nieujarzmionej (La France Insoumise, LFI) zdaje się jednak wierzyć, że są to przeszkody do pokonania. Przecież Francuzi w 1789 r., a potem w 1830 i 1848 r., obalali rządzące reżimy. Zatem ilekroć w V Republice wybuchają protesty, zazwyczaj przekształcające się w uliczne zamieszki, Mélenchon stara się je podsycać oraz przejmować rolę ich lidera. Tak działo się w czerwcu i lipcu 2023 r., gdy po zastrzeleniu przez policjantów w Nanterre nastoletniego pirata drogowego zagotowało się w dzielnicach zdominowanych przez potomków migrantów. Nieżyjący Nahel Merzouk wywodził się bowiem z algiersko-marokańskiej rodziny. Wówczas Mélenchon wzywał do protestów i jednocześnie krytykował policję za brutalność oraz nadużywanie siły. Krytyki nie szczędził też prezydentowi i rządowi, oskarżając elity o konsekwentne ignorowanie problemów zwykłych ludzi oraz uległość wobec najbogatszych.

Tak samo dzieje się obecnie. „Obowiązkiem rządu jest chronić wolność manifestacji” – ogłosił 20 października 2026 r. na platformie X Mélenchon, dodając: „Z jednej strony mamy lud i jego żądania, a z drugiej rząd, który stosuje taktykę przeciągania sprawy i represji”.

Nie dziwi więc, że cały francuski establishment zaczął oskarżać Jeana-Luca Mélenchona oraz jego stronnictwo o dążenie do destabilizacji państwa.

Reklama
Reklama

„Rozmawiam z dwoma spidermanami”. Zapytaliśmy Francuzów, dlaczego wyszli na ulice

Nieuchwytny podejrzany

Pierwsze podejrzenia, że twórca Francji Nieujarzmionej planuje rewolucję, pojawiły się w 2023 r. Potomkowie migrantów spalili tamtego lata ponad 12 tys. samochodów na przedmieściach, a reszta Francuzów protestowała przeciwko reformie podnoszącej wiek emerytalny, zaordynowanej przez prezydenta Macrona.

Mélenchon wezwał wówczas do „buntu obywatelskiego” i pomimo olbrzymiej presji wywieranej na niego przez polityków głównego nurtu oraz media odmawiał potępienia zamieszek i wystosowania do swoich zwolenników apelu o zaniechanie przemocy. Zamiast tego nieustannie mówił o nierównościach społecznych oraz potępiał policję za brutalność. Na rozboje będące dziełem ulicznych bojówek pozostawał konsekwentnie ślepy. Jedynie stanowczo zaprzeczał oskarżeniom, że LFI po cichu wspiera, a nawet inspiruje radykałów. Długo też nie dawał się na tym przyłapać.

Dopiero w lutym 2026 r. dziennik „Le Monde” i telewizja TF1 zaprezentowały dobrze udokumentowany materiał dotyczący powiązań Francji Nieujarzmionej z antyfaszystowską bojówką La Jeune Garde, której członkowie zamordowali związanego ze skrajną prawicą Quentina Deranque’a. Ale nawet to niespecjalnie zaszkodziło Mélenchonowi. Pozostawanie poza podejrzeniami ułatwia mu struktura LFI. Formalnie bowiem nie pełni on funkcji przewodniczącego utworzonego przez siebie w 2016 r. ugrupowania. Codzienną działalnością partii zarządza koordynator krajowy Francji Nieujarzmionej, Manuel Bompard. Prawdziwy lider za nic nie odpowiada i występuje w trudno uchwytnej roli przywódcy ideowego.

Poza tym Mélenchon wymaga skrajnej demokratyzacji od wszystkich poza sobą. We Francji Nieujarzmionej nie przeprowadza się powszechnych wyborów przewodniczącego ugrupowania ani zjazdów, na których członkowie stronnictwa wskazywaliby skład władz. Funkcje kierownicze zostały przydzielone na czas nieokreślony zaufanym współpracownikom Mélenchona. Cała reszta ma do wyboru albo karne wykonywanie poleceń, albo odejście.

Reklama
Reklama

Dopiero niedawno dało to do myślenia francuskim politykom. Obudził ich bunt licealistów oraz młodzi potomkowie migrantów próbujący podpalać kolejne licea. Mélenchon powitał to z nieskrywaną radością.

„Uczniowie liceów podczas protestów są nieszkodliwi. Rząd Lecornu nakazał represje. To szaleństwo jest nieodpowiedzialne i ma wyraźny posmak rasizmu. Nie ruszajcie naszych młodych. Zaufani oraz aktywiści nieujarzmieni, wkraczajcie wszędzie, gdzie tylko możecie” – zaapelował 28 września za pośrednictwem platformy X.

Zaczął też zachęcać związki zawodowe do demonstracji ulicznych, by obywatele okazali niezadowolenie z pogarszających się warunków życia. Na zwołanym 29 września w Paryżu wiecu organizacji związkowych Mélenchon grzmiał: „My, nieujarzmieni, jesteśmy dumni, że stoimy u bram liceów, by bronić naszych dzieci przed policyjną brutalnością”. Następnie tłum pomaszerował na plac Bastylii, gdzie niegdyś stało zburzone przez rewolucjonistów w 1789 r. więzienie.

„Krajobraz jakby miał być stan wojenny”. Jesteśmy na protestach w Paryżu

Odnosząc się do tych wydarzeń, były minister spraw wewnętrznych Bruno Retailleau stwierdził, że Mélenchon jest „zafascynowany przemocą” i dąży do rebelii. Kandydat partii Republikanów (LR) w wyborach prezydenckich powiedział to 1 października 2026 r. podczas wywiadu udzielonego telewizji informacyjnej BFMTV oraz stacji radiowej RMC. Zdaniem Retailleau we Francji trwa próba generalna przed tym, co może się wydarzyć, jeśli Marine Le Pen wygra wybory i zostanie nową lokatorką Pałacu Elizejskiego. „Wówczas LFI zorganizuje powstanie w kraju” – twierdził Retailleau.

Reklama
Reklama

Po trzech tygodniach z jego opinią zgadzało się coraz więcej polityków oraz mediów. We wtorek 20 października premier Sébastien Lecornu, odnosząc się do działań LFI, stwierdził, że „polityczny plan partii mający na celu sianie przemocy i chaosu w kraju wyszedł teraz na jaw”.

Mélenchon trzy dni później w wywiadzie dla portalu „Mediapart” odpowiedział: „Władza będzie miała tylko jedno wyjście: albo zaakceptuje żądania, albo odejdzie”. Tymczasem pojawiły się głosy o konieczności delegalizacji Francji Nieujarzmionej, co wyraźnie wpłynęło na retorykę Mélenchona.

Zaczął bowiem zaprzeczać, że dąży do przejęcia władzy siłą, podkreślając, iż „jesteśmy rewolucyjnym, demokratycznym, instytucjonalnym ruchem”, stawiającym na zwycięstwo w demokratycznych wyborach. Po raz pierwszy też ogłosił: „Uważamy, że strategie bez użycia przemocy są skuteczniejsze”.

„Nasze narody stają się obce we własnych krajach”. Mathieu Bock-Côté o kryzysie Zachodu

Nie oznaczało to jednak potępienia aktów wandalizmu i rabunków, których doświadczyły Paryż i inne francuskie miasta w październiku. Bardziej przypominało to fortel, który Lew Trocki nazwał „łowieniem na legalność”.

Uczeń rewolucjonisty

„Ci ludzie wierzyli poważnie w to, że chodzi nam o sowiecki parlamentaryzm” – kpił Lew Trocki w wydanych w 1924 r. „Naukach października”, opisując taktykę, jaką wraz z Włodzimierzem Leninem zastosował w 1917 r., żeby uśpić czujność sformowanego przez demokratyczne partie Rządu Tymczasowego. Pół wieku później dla Jeana-Luca Mélenchona trockizm stał się szkołą polityczną, która go kształciła i formowała. Młody filozof po Wydziale Sztuk Pięknych i Nauk Humanistycznych Uniwersytetu w Besançon związał się na początku lat 70. z trockistowską Międzynarodową Organizacją Komunistyczną (OCI).

Reklama
Reklama

Marzyła mu się wtedy transformacja Francji w robotniczą republikę rządzoną wedle wizji nakreślonej przez Lwa Trockiego. Jak przystało na intelektualistę, dokładnie studiował pisma swego ideowego mentora. Ale w tamtym czasie zamożna V Republika stała się państwem opiekuńczym, oferującym swym obywatelom tak wiele, że rewolucyjne hasła znalazły się na zupełnym marginesie. Zaś trockistów traktowano jak nieszkodliwych wariatów. Świadom tego Mélenchon nawrócił się na demokrację i w 1976 r. związał się z Partią Socjalistyczną kierowaną przez przyszłego prezydenta François Mitterranda. Jej szeregi opuścił dopiero w 2008 r., by znów zmierzać w kierunku, jaki wytyczył sobie za młodu.

Ułatwiały mu to zmiany zachodzące w republice, która od początku XXI w. zaczęła staczać się po ekonomicznej równi pochyłej. To oraz polityka migracyjna sprawiły, iż znów dorobiła się klasy nędzarzy. Acz nie są nimi, jak w XIX w., robotnicy, lecz dzieci i wnukowie tzw. imigrantów zarobkowych (travailleurs immigrés) z Afryki Północnej, których ok. 2 mln sprowadzono do Francji w pierwszych dekadach po II wojnie światowej. Potem dołączyli jeszcze migranci z głębi Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Tę mozaikę „nowych Francuzów” łączą trzy cechy wspólne: poczucie bycia obywatelami drugiej kategorii, ciemniejszy kolor skóry oraz islam. Do tego dochodzi brak perspektyw, bo V Republika niewiele im może zaoferować poza regularną wypłatą zasiłków. Mélenchon to dostrzegł i udała mu się sztuka niebywała. Oto biały intelektualista po siedemdziesiątce, niemający nic wspólnego z islamem i nędzą, zaczął zyskiwać ich poparcie.

Reklama
Reklama

Zaobserwował to już w kwietniu 2022 r. francuski instytut badania opinii publicznej Ifop, przeprowadzając sondaż na zlecenie dziennika „La Croix”. Wynikało z niego, że w grupie ludzi deklarujących się jako muzułmanie aż 69 proc. chciało w wyborach prezydenckich głosować na Jeana-Luca Mélenchona. Republikańska Francja starannie unika eksponowania kwestii religijnych i podczas spisów powszechnych nie wolno pytać o wyznanie.

Francja i jej nowi Gavroche’owie. Republika nie poznaje własnych dzieci

Zatem jedynie szacuje się, iż muzułmanie to obecnie ok. 6,5 mln obywateli V Republiki. Splot okoliczności sprawia, że są oni grupą, w której odsetek chętnych do obalania obecnych porządków jest największy. Tę tezę potwierdzają preferencje wyborcze. Wedle badań przeprowadzonych w czerwcu 2026 r. przez think tank Fondapol aż 72 proc. ankietowanych muzułmanów przyznało, że w wyborach parlamentarnych głosowało na LFI. Kolejna, najliczniejsza grupa wyborcza tej partii to osoby w wieku 18–24 lat. Znając swój elektorat, Mélenchon mówi mu to, co ów chce usłyszeć. I jednocześnie postępuje tak, jak zalecał Trocki.

Klucz do rewolucjonisty

Dziś Lwa Trockiego właściwie nikt nie czyta. Choć przecież był głównym organizatorem i strategiem wydarzenia nazwanego potem rewolucją październikową. Włodzimierz Lenin znakomicie przemawiał i gwarantował oprawę ideologiczną, natomiast Trocki odpowiadał za codzienne zarządzanie rewolucją. Upamiętnił to pakietem publikacji, tak ciekawych jak np. „Historia rewolucji rosyjskiej”, „Nauki października” czy „Terroryzm i komunizm”. Są one niczym gotowy instruktaż, jak zdobyć zaufanie radykalnej mniejszości, następnie obalić rząd, zlikwidować demokrację i zdobytej władzy nikomu już nie oddać.

Reklama
Reklama

Z lektur czytanych za młodu przez Mélenchona można się dowiedzieć, iż jeśli nie posiada się przewagi, należy wykorzystać skłonność przeciwnika do samooszukiwania się.

Macron zapowiada twardą reakcję po zamieszkach we Francji. „Ci, którzy niszczyli, muszą zapłacić”

„Oni chcieli być oszukiwani, my zaś stworzyliśmy im ku temu pełne możliwości” – podkreśla w „Naukach października” Trocki. Maskowanie przygotowań do przewrotu polegało na nieustannym odwoływaniu się bolszewików do prawnego legalizmu oraz zasad demokracji. Jednocześnie cały czas podsycali niepokoje społeczne oraz agitowali robotników i żołnierzy, by zakładali rady i wypowiadali posłuszeństwo zwierzchnikom. Dzięki temu wszystkie decyzje gospodarcze, administracyjne czy militarne Rządu Tymczasowego natrafiały na bierny opór i nigdy nie wchodziły w życie. Bolszewicy starali się tak udowodnić, że legalny rząd nie jest w stanie ani ochronić obywateli przed głodem, ani zakończyć wojny, ani też zagwarantować realizacji postulatów socjalnych.

„Nowi ministrowie udawali się do ministerstw carskich i objąwszy władzę nad aparatem maszyn do pisania, telefonów, woźnych, stenografek i urzędników, przekonywali się z dnia na dzień, że maszyna kręci się na próżno” – podkreślał w „Historii rewolucji rosyjskiej” Trocki. Gdy rząd usiłował zlikwidować „dwuwładzę”, rewolucjoniści podejmowali negocjacje i okazywali się bardzo przekonujący.

Reklama
Reklama

„W istocie w negocjacjach brali czynny udział ci bolszewicy, którzy rzeczywiście chcieli likwidacji rebelii i którzy wierzyli w formułę rządu socjalistycznego, utworzonego dzięki ugodzie partii” – podkreśla Trocki. Jednocześnie dbał on o to, aby Rosja pogrążyła się w anarchii. Dzięki temu, gdy wreszcie wydał komendę do przewrotu, nikt nie bronił legalnego rządu. Nawet jego członkowie skapitulowali bez walki. Co robić potem, Trocki instruuje w książce „Terroryzm i komunizm”.

Zamieszki we Francji. Trump komentuje. „Niegdyś wielki kraj”

„Zastraszenie jest potężnym środkiem polityki – międzynarodowej i wewnętrznej. Wojna, tak jak i rewolucja, opiera się na zastraszeniu” – podkreśla. Dlatego po przejęciu władzy konieczny jest terror, który: „zabija jednostki, zastrasza tysiące”. Wówczas nowe elity władzy nie muszą się bać wprowadzania eksperymentów ekonomicznych i społecznych, jakie tylko przyjdą im do głowy, bo to zwykli ludzie są śmiertelnie przerażeni.

Dziś, patrząc na poczynania Jeana-Luca Mélenchona, można odnieść wrażenie, iż na stałe powrócił do lektur z czasów młodości.

Źródło: Zero.pl
Andrzej Krajewski
Andrzej KrajewskiPublicysta, historyk, autor książek „Ropa. Krew cywilizacji” i „Rzeczpospolita kryzysowa”- autor zewnętrzny
Reklama
Reklama