1. Łukasz Gibała – najlepszy wynik
Zdecydowanym zwycięzcą pierwszej tury wyborów w Krakowie jest Łukasz Gibała, który zdobył najwięcej głosów spośród wszystkich swoich startów. W porównaniu do 2024 roku zagłosowało na niego o 13 462 osoby więcej. Jest to jego najlepszy wynik, niemal o 10 punktów procentowych lepszy niż przed dwoma laty.

Wydaje się, że wyborczy rekord to nagroda za cierpliwość i konsekwencję. Gibała i jego środowisko „Krakowa dla Mieszkańców” od 12 lat działają w Krakowie, zajmując się tysiącami lokalnych spraw.
Czytaj też: Wybory Kraków 2026. Kogo poprą Owca, Drewnicki i Klimek?
2. Kandydat wymykający się ogólnopolskim podziałom
Łukasz Gibała przekonał do siebie różnorodne grupy polityczne. Według badań IPSOS głosują na niego wyborcy KO (22 proc.), PiS-u (23,8 proc.), Konfederacji (14,2 proc.), Trzeciej Drogi (8,9 proc.) i Nowej Lewicy (5,9 proc.).

Przy komentowaniu wyborów samorządowych przywykliśmy do powielania kalek o przekładaniu się poparcia dla partii politycznych na poparcie dla lokalnych kandydatów. Kraków pokazuje, że nie jest to takie oczywiste. Gibała przyciągnął do siebie wyborców wszystkich partii politycznych, którzy zdecydowali się zagłosować na niego zamiast na kandydatów partyjnych.
3. Monika Piątkowska nie przekonała „swoich”
W porównaniu do Aleksandra Miszalskiego z 2024 roku wynik Moniki Piątkowskiej należy traktować jako porażkę kandydatki i Koalicji Obywatelskiej. Zdobyła ona 34 tysiące głosów mniej, a jej poparcie stopniało o 7 punktów procentowych względem 2024 roku.

Pomimo dużego zaangażowania sił Koalicji Obywatelskiej, na czele z dwukrotną wizytą premiera Donalda Tuska, oraz poparcia wielu polityków, takich jak Władysław Kosiniak-Kamysz, Grzegorz Schetyna, Waldemar Żurek, Stefan Niesiołowski i wielu innych, Piątkowska straciła co trzeciego wyborcę KO, a co piąty (22 proc.) wybrał Gibałę.

4. Niski sufit Moniki Piątkowskiej
Natomiast brak różnorodności grup, z których Monika Piątkowska czerpie głosy, jest dla niej największą słabością. Kandydatka popierana przez KO i PSL w 90 proc. zbiera głosy wyłącznie wyborców swoich partii politycznych, w znikomym zakresie rozszerzając poparcie o inne grupy.

Jak widać, strategia startu ze swojego komitetu „Kraków ponad podziałami”, chociaż z logiem bardzo podobnym do KO, nie przyniosła rezultatu i niewiele osób dało się przekonać do tej kandydatury. Dla kandydatki jest to zły prognostyk przed drugą turą, w której będzie zmuszona zabiegać o inne grupy wyborców.
5. Zapowiedź brutalnej kampanii
Monika Piątkowska w swoim wystąpieniu po ogłoszeniu wyników exit poll zarysowała podział, który będzie chciała proponować Krakowianom w drugiej turze wyborów. Z jednej strony kandydatka mówiła o „bezpiecznym, stabilnym, przewidywalnym” mieście reprezentowanym przez nią, a z drugiej strony o „chaosie, podpalaniu miasta i masowych zwolnieniach”, które reprezentować według niej ma Łukasz Gibała. Całość wystąpienia podsumowała hasłem: „Nie odstawię nogi, cała naprzód!”.
Wygląda na to, że to zapowiedź wojny totalnej, która potrzebna jest kandydatce do zmiany wyniku w drugiej turze wyborów. Patrząc na dotychczasowe poparcie niemal wyłącznie wśród wyborców KO, jedyną strategią na zwycięstwo Moniki Piątkowskiej wydaje się zdyskredytowanie swojego kontrkandydata.
Kraków zna już ten scenariusz. Na przełomie marca i kwietnia 2024 roku, tuż przed pierwszą turą, miasto zalała gazetka „Konkret. Gazeta Mieszkańców Krakowa”. Osiem stron w tabloidowej makiecie, bez stopki redakcyjnej i bez nazwisk autorów. Podpisana przez „Krakowski WatchDog”, organizację, która nie istnieje. Na pierwszej stronie zdjęcie Gibały i podpis: „Uwikłany, zadłużony, zależny”.
2 kwietnia, pięć dni przed głosowaniem, na przystankach w całym mieście pojawiły się plakaty z pytaniem „Chcesz spłacać jego długi?”. Również bez wskazania komitetu wyborczego. Spółka AMS, operator wiat przystankowych, potwierdziła później, że zleceniodawcą była NCT Service, spółka należąca według KRS do dewelopera Tomasza Nalepy. Chodziło o 52 plakaty. Potwierdzenie przyszło jednak 9 kwietnia, dwa dni po pierwszej turze. Według Gibały cała akcja, razem z banerami w internecie i gazetkami, kosztowała ponad milion złotych.

Konsekwencji nie było. Sąd w trybie wyborczym oddalił pozew komitetu Gibały przeciwko NCT Service. Uznał, że plakaty dotyczyły kondycji powiązanych z nim spółek, a pytanie o długi to ocena kandydata, dopuszczalna w kampanii. Latem 2024 roku policja odstąpiła od skierowania wniosku o ukaranie do sądu, bo nie ustaliła sprawcy wykroczenia. Chociaż nie stwierdzono nigdzie wprost powiązań KO z opisywanymi działaniami, to ich wynikiem było zdyskredytowanie Gibały i ostateczna wygrana Miszalskiego.
Zapowiedzią powtórki z brudnej kampanii może być wpis partyjnego kolegi Moniki Piątkowskiej – Romana Giertycha – który na X próbuje kojarzyć Gibałę z Januszem Palikotem, z którym Gibała nie ma nic wspólnego od ponad dekady.

6. To nie jest miasto dla lewicy
Za rozczarowujący należy uznać wynik obu lewicowych kandydatek. Ani Aleksandra Owca, ani Daria Gosek-Popiołek nie przebiły wyników Adriana Zandberga i Magdaleny Biejat z wyborów prezydenckich, łącznie uzyskując 11,72 proc. poparcia.

Za personalny sukces należy uznać wynik kandydatki Razem, która na początku wyborów odstawała w sondażach i była zdecydowanie mniej rozpoznawalna niż obecna od wielu lat na krakowskiej scenie politycznej Daria Gosek-Popiołek. W dniu wyborów nastąpiła jednak „mijanka” i to Owca triumfuje w krakowskim wyścigu na lewicy. Moim zdaniem decydujące było podejście do rządu obu kandydatek: to Owca konsekwentnie krytykowała różne decyzje, podczas gdy Gosek-Popiołek starała się mówić zarówno do wyborców prorządowych, jak i opozycyjnych.
7. Problem dla rządu
Tylko 34,7 proc. wyborców w Krakowie zdecydowało się oddać głos na kandydatki startujące z poparciem rządzących partii (Monika Piątkowska, Daria Gosek-Popiołek). W wyborach do Sejmu w 2023 roku partie koalicji rządzącej mogły liczyć na niemal dwa razy większe poparcie.

Wyniki z Krakowa oczywiście nie muszą przekładać się bezpośrednio na wyniki ogólnopolskie. To, co jednak jest widoczne, to fakt, że obecnie szyld partii rządzących raczej nie pomaga, o czym boleśnie przekonała się Daria Gosek-Popiołek.


