Reklama
Reklama
Reklama

Zamach w Monako. „Jeśli to robota służb, byłaby to jakościowa zmiana”

TYLKO NA

Eksplozja plecaka w Monako raniła trzy osoby. Jedną z nich jest ukraiński oligarcha Wadim Jermołajew. Czy to porachunki biznesowe, operacja służb specjalnych, a może prowokacja? O tym, dlaczego z ocenami trzeba zachować ostrożność i czym różnią się rosyjskie oraz ukraińskie operacje specjalne, mówi w rozmowie z Zero.pl Grzegorz Kuczyński, autor książki „Jak zabijają Rosjanie. Ofiary rosyjskich służb od Trockiego do Litwinienki”.

red-31
(fot. Shutterstock/I.pl)

Marcin Darmas, Zero.pl: Eliminowanie prawdziwych i domniemanych zdrajców jest tradycyjnie domeną rosyjskich służb. Obserwujemy w tej dziedzinie wzmożenie ukraińskie. Mamy dzisiejszy zamach na ukraińskiego oligarchę Wadima Jermołajewa. Mamy prawdopodobną egzekucję Roberta Kuzowkova przez Rosjan w Białej Podlaskiej. Są też historyczne precedensy, jak zabójstwo Trockiego w Meksyku. Czy można powiedzieć, że to charakterystyczny sposób działania wschodnich służb?

Grzegorz Kuczyński, publicysta I.pl: W przypadku Rosji takie działania od dawna są jednym ze znaków rozpoznawczych jej służb specjalnych. Jeśli chodzi o Ukrainę, trzeba pamiętać, że współczesne państwo ukraińskie odziedziczyło część instytucjonalnych i kadrowych tradycji po Związku Sowieckim. Choć po 1991 r. służby przeszły reformy i dziś pracują w nich już inne pokolenia funkcjonariuszy, przez lata były one kształtowane przez ludzi wywodzących się z KGB czy sowieckiego wywiadu wojskowego. W pewnym sensie można więc mówić o kontynuacji tej szkoły działania.

Wojna w Ukrainie zmultiplikowała tego rodzaju egzekucje. Co odróżnia obecne od wcześniejszych zamachów?

Od początku wojny regularnie pojawiają się informacje o ukraińskich operacjach wymierzonych w osoby znajdujące się na terytorium Rosji lub na terenach okupowanych. Jeżeli jednak dochodziłoby do podobnych działań na terytorium państw europejskich, byłby to zupełnie innego kalibru problem. Oznaczałoby naruszenie suwerenności państw sojuszniczych oraz wyzwanie rzucone ich służbom bezpieczeństwa i organom ścigania.

Reklama
Reklama

Prokuratura wszczyna śledztwo ws. fikcyjnej pracy byłego posła PiS

Rozumiem, że celem takich działań jest wysłanie sygnału do elit politycznych czy biznesowych: „znajdziemy was wszędzie”?

To przede wszystkim sygnał wobec osób uznanych za zdrajców. Nie ma większego znaczenia, czy chodzi o oligarchę, byłego wojskowego czy polityka. Kluczowe jest to, że dana osoba została zakwalifikowana jako przeciwnik państwa.

Różnica polega jednak na tym, że państwa demokratyczne zasadniczo próbują ścigać takie osoby przy użyciu instrumentów prawnych. Oczywiście zdarzają się wyjątki i państwa prowadzą operacje specjalne przeciwko osobom uznanym za szczególnie niebezpieczne, ale mówimy tu o zupełnie innej logice działania niż fizyczna eliminacja przeciwników za granicą.

Reklama
Reklama

W przypadku Rosji znamy wiele przykładów takich operacji – od sprawy Borysa Bieriezowskiego po Aleksandra Pieriepielicznego i inne przypadki, które były wiązane z działalnością rosyjskich służb. Jeżeli podobne metody zaczynają stosować także Ukraińcy, byłaby to jakościowa zmiana, zwłaszcza jeśli dochodziłoby do tego na terytorium państw europejskich.

Czy użycie materiałów wybuchowych można uznać za charakterystyczny „podpis” ukraińskich służb?

Nie powiedziałbym. Rzeczywiście w operacjach prowadzonych na terytorium Rosji Ukraińcy wielokrotnie wykorzystywali ładunki wybuchowe, ale zdarzały się także klasyczne zamachy z użyciem broni palnej. Co więcej, z punktu widzenia sprawców taki sposób działania zwykle ogranicza ryzyko dla osób postronnych. Użycie materiałów wybuchowych oznacza znacznie większe zagrożenie dla przypadkowych ludzi i dlatego byłoby szczególnie kontrowersyjne.

Czy dziś można z całą pewnością powiedzieć, kto odpowiada za wydarzenia w Monako?

Reklama
Reklama

Dopóki nie ma twardych dowodów, należy zachować ostrożność. Zawsze trzeba brać pod uwagę możliwość operacji pod fałszywą flagą. Historia pokazuje, że pierwsze hipotezy dotyczące autorów różnych operacji specjalnych nie zawsze znajdują później potwierdzenie.

Nie można też wykluczyć, że w niektórych przypadkach mamy do czynienia nie z działalnością służb specjalnych, lecz z porachunkami o charakterze biznesowym lub kryminalnym. Zwłaszcza na obszarze postsowieckim takie motywy również występują.

Niezależnie od tego wspólnym mianownikiem pozostaje fakt, że tego rodzaju brutalne rozliczenia są charakterystyczne dla przestrzeni postsowieckiej.

Biznes przy zmarłych. Co działo się w prosektorium Szpitala Południowego
 

Reklama
Reklama

Gdyby ostatecznie potwierdziło się, że za takim zamachem stały ukraińskie służby, czy oznaczałoby to, że władze w Kijowie czują się na tyle pewne siebie, że upodobniają się coraz bardziej do swojego wroga – do Rosji?

Nie nazwałbym prezydenta Wołodymyra Zełenskiego „nowym Putinem”. To byłoby zbyt daleko idące porównanie. Faktem jest jednak, że Ukraina prowadzi coraz bardziej asertywną politykę, również wobec niektórych sąsiadów.

Można się zastanawiać, czy wpływu na to nie ma rola ludzi związanych z wojskowym wywiadem, w tym jego wieloletniego szefa Kyryła Budanowa. Charakterystyczne dla kierowanego przez niego wywiadu były śmiałe, ryzykowne i często zaskakujące operacje specjalne. Jeżeli taki sposób myślenia zaczyna przenikać również do szerszej polityki państwa, może to oznaczać zmianę stylu działania Ukrainy na arenie międzynarodowej. To zjawisko, które z pewnością warto uważnie obserwować.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama