W Gdańsku rusza konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy po wojnie. Czy polityczne napięcia między Warszawą a Kijowem mogą oddalić polskie firmy od kontraktów nad Dnieprem? Moment jest niefortunny, a sygnały dyplomatyczne czytelne – przyznaje w rozmowie z Zero.pl ekspertka. Jednocześnie wskazuje, że Polska dysponuje kapitałem, którego nie ma żaden inny kraj startujący do odbudowy Ukrainy.

- W Gdańsku ruszyła dwudniowa Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy. Dyskusje skupią się wokół zagranicznej pomocy gospodarczej i strategicznego wsparcia obronnego dla wschodniego sąsiada Polski.
- Jak duży kawałek tortu inwestycyjnego nad Dnieprem mogą wykroić dla siebie polskie firmy? Czy ostatnie napięcia polityczne między Warszawą a Kijowem mogą ograniczyć nasz udział w powojennej rekonstrukcji ukraińskiej gospodarki?
- – Polska ma kapitał, którego nie ma żaden inny kraj startujący do odbudowy Ukrainy– mówi Zero.pl Weronika Barankiewicz, analityczka Instytutu Nowej Europy. Jak wskazuje, to ponad milion Ukraińców mieszkających nad Wisłą.
Szacunki dotyczące kosztu powojennej odbudowy Ukrainy zmieniają się wraz z kolejnymi zniszczeniami dokonywanymi przez rosyjskiego agresora. Najnowsze prognozy Banku Światowego z początku br. mówią o kwocie niemal 588 mld dol. (ok. 500 mld euro), jaka będzie potrzebna w perspektywie dziesięcioletniej. To zauważalny skok względem wcześniejszych prognoz, które zamykały się w kwocie 524 mld dol. Dodajmy, że raport Banku Światowego podsumowuje szkody wyrządzone przez rosyjskie wojska w okresie od wybuchu pełnoskalowego konfliktu 24 lutego 2022 r. do końca 2025 r.
Ukraina – kraj do odbudowy od podstaw
Wspólny bilans Banku Światowego, rządu w Kijowie, instytucji unijnych i struktur Narodów Zjednoczonych wycenia bezpośrednie szkody wojenne w Ukrainie na kwotę 195 mld dol. Dynamika zniszczeń przyspieszyła, generując w ciągu ostatnich 12 miesięcy dodatkowe koszty rzędu 19 mld dol.
– Liczba ta zależy od metodologii i zmienia się wraz z rozwojem konfliktu – mówi portalowi Zero.pl Weronika Barankiewicz, analityczka Instytutu Nowej Europy. – Może ważniejsze niż sama cyfra jest to, co za nią stoi: dosłownie każda dziedzina życia wymaga odbudowy od podstaw.
Zorganizowana w Gdańsku dwudniowa konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy miała w założeniu stać się forum dyskusji nad tym, jak możliwie najszybciej i najefektywniej dokonać rekonstrukcji ukraińskiej gospodarki po zakończeniu wojny. Przypadła jednak na okres wyraźnego ochłodzenia relacji polsko-ukraińskich.
To bezpośrednie następstwo majowej decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o uhonorowaniu jednej z brygad wojskowych mianem „Bohaterów UPA”, co wywołało sprzeciw strony polskiej. Prezydent Karol Nawrocki w miniony piątek, 19 czerwca, poinformował, że zdecydował o odebraniu ukraińskiemu przywódcy Orderu Orła Białego. Zełenskiego w Gdańsku nie będzie. Ukraińskiej delegacji będzie przewodzić szefowa rządu tego kraju, Julia Swyrydenko.
Biznes martwi się, że historia zaważy na teraźniejszości
Na dwustronnych stosunkach zaważyła bolesna historia (masakra polskiej ludności cywilnej na Wołyniu w latach 1943–1945, dokonana przez oddziały UPA), ale biznes martwi się o teraźniejszość i przyszłość. Głośnym echem odbił się niedawny apel Rady Przedsiębiorczości w sprawie deeskalacji napięć w relacjach polsko-ukraińskich.
„W ciągu ostatnich lat przedsiębiorcy z obu krajów zbudowali tysiące relacji biznesowych, które przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, tworzenia miejsc pracy i wzmacniania odporności gospodarek po obu stronach granicy” – napisali przedsiębiorcy. „Nasze gospodarki są dziś splecione mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Blisko milion ukraińskich pracowników i przedsiębiorców stanowi integralną część polskiego systemu gospodarczego, a Polska jest dziś najważniejszym partnerem handlowym Ukrainy. Tego kapitału zaufania nie wolno zmarnować”.
Weronika Barankiewicz przyznaje, że moment jest niefortunny. – Prezydent Zełenski nie przyjechał, Ukrainę reprezentuje premier Swyrydenko. Organizatorzy podkreślają, że konferencja i tak przyniesie ponad 200 podpisanych umów, ale dyplomatyczny
sygnał jest czytelny – wskazuje analityczka.
Tymczasem stawka jest wysoka, bo obszarów potencjalnego zaangażowania dla polskich firm jest bardzo wiele.
Jak polskie firmy mogą skorzystać na odbudowie Ukrainy?
– Energetyka to dziś jeden z największych dramatów – mówi Barankiewicz. – Szacuje się, że Ukraina utraciła dostęp do ponad trzech czwartych przedwojennych mocy wytwórczych. Od początku pełnoskalowej inwazji infrastruktura elektroenergetyczna była wielokrotnie atakowana. I tu pojawia się szansa dla polskich firm – nie tylko na odbudowę tego, co było, ale na budowę zupełnie nowego systemu.
Jak wyjaśnia nasza rozmówczyni, Ukraina świadomie odchodzi od scentralizowanego, sowieckiego modelu na rzecz zdecentralizowanej energetyki opartej na OZE, zintegrowanej z europejską siecią ENTSO-E.
– Polskie firmy produkujące transformatory, liczniki, kable i panele fotowoltaiczne mogą tu
znaleźć realne zlecenia, bo luka technologiczna między Polską a Ukrainą w tym segmencie jest znacznie mniejsza niż w wielkich kontraktach budowlanych – wskazuje ekspertka INE. – Orlen jest jednym z kluczowych dostawców paliw i gazu na rynek ukraiński – to obecność, którą trudno zbagatelizować.
Dodajmy, że już w środę 24 czerwca doszło do spotkania ministrów energetyki Polski i Ukrainy. Miłosz Motyka rozmawiał ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Denysem Szmyhalem, m.in. o współpracy Warszawy i Kijowa w zakresie bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej.
Według Weroniki Barankiewicz transport i mieszkalnictwo to kolejne gigantyczne obszary potrzeb. – Tu Polska gra rolę nie tylko potencjalnego wykonawcy, ale przede wszystkim hubu logistycznego. Lotnisko w Rzeszowie stało się w praktyce bramą dla dostaw do Ukrainy. Ta pozycja może być jednak stopniowo kwestionowana przez inne szlaki w miarę stabilizacji sytuacji, więc warto ją aktywnie budować już teraz.
Wskazuje też na inne, mniej oczywiste obszary, w których firmy znad Wisły mogą zdobyć kontrakty nad Dnieprem. – Polska ma też realne szanse w sektorach, o których mówi się rzadziej: w produkcji materiałów budowlanych i stolarki otworowej, gdzie jest europejską potęgą eksportową; w rolnictwie i przetwórstwie spożywczym, bo ukraińskie rolnictwo zostało mocno dotknięte wojną, a polskie doświadczenie w przetwórstwie według standardów UE jest tam poszukiwane. Mamy też szansę w cyfryzacji i IT, bo Ukraina buduje zaawansowaną architekturę cyfrową i przyciąga inwestycje w technologie dual-use (podwójnego zastosowania, cywilnego i wojskowego – red.).
Ekspertka podaje przy okazji przykłady już dokonującej się ekspansji biznesowej polskich firm na Ukrainę. – Warto też patrzeć na to, co dzieje się już teraz. Maspex przejął 1 czerwca tego roku 80 proc. Karpackich Wód Mineralnych, producenta popularnej „Karpackiej dżerelnej”. To pierwsza tak duża akwizycja produkcyjna polskiego koncernu na Ukrainie. Maspex nie wysyła soków z Polski – buduje fabrykę pod Lwowem, omija cła i przejmuje gotową sieć dystrybucji na rynku liczącym ponad 30 mln konsumentów, rosnącym nawet podczas wojny.
Na nasze szanse musimy patrzeć trzeźwo
Jednocześnie warto zachować realizm – zastrzega Barankiewicz.
– Przy największych kontraktach infrastrukturalnych główna konkurencja to firmy z USA, Turcji i Korei Południowej – wskazuje. – Dochodzą do tego realne bariery. Wprawdzie Ukraina sukcesywnie poprawia swój wynik w indeksie percepcji korupcji CPI, ale zjawisko korupcji i słabość instytucjonalna nadal stanowią ryzyko. Do tego dochodzi niepewność ubezpieczeniowa kontraktów i przepustowość przejść granicznych.
Arłukowicz o Kacprzyku: Rekomendowałem go jako młodego człowieka
Zdaniem analityczki INE, Polska ma szansę na wykrojenie dla siebie pokaźnego kawałka tortu związanego z odbudową Ukrainy, ale wymaga to skoordynowanego podejścia: konsorcjów, gwarancji państwowych i instrumentów takich jak te oferowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego czy Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.
Potencjalnych obszarów współpracy gospodarczej nie brakuje, ale czy możliwości tych nie zniweczą napięcia polityczne? Zdaniem Weroniki Barankiewicz odpowiedź na to pytanie jest niejednoznaczna.
– W sektorach regulowanych, jak rolnictwo czy transport, polityka realnie wpływa na
handel: spory o zboże i blokady graniczne z lat 2023–2024 były tego dowodem. Widać to choćby na przykładzie Węgier – mimo wielomiesięcznego ostrego kryzysu dyplomatycznego z Kijowem handel między oboma krajami nie zamarł, a po zmianie rządu w kwietniu 2026 r. relacje zaczęły się normalizować.
Ekspertka: Ukraińcy w Polsce wspólnym kapitałem obu krajów
Analityczka podkreśla, że firmy z Polski nie wstrzymują swoich planów związanych z Ukrainą mimo politycznych turbulencji.
– Allegro testuje dostawy na Ukrainę we współpracy z Nova Post (ukraińska spółka kurierska, na rodzimym rynku działa pod nazwą Nowa Poszta – red.). Firma budowlana Unibep otworzyła ponownie biuro w Kijowie. Do tego dochodzi wspomniana transakcja Maspexu.
Ale jest jeszcze jeden wymiar, który umyka w debacie o kontraktach i przetargach – zauważa Weronika Barankiewicz.
– W Polsce mieszka dziś ponad milion Ukraińców. Prowadzą ponad 24 tysiące firm, pracują w polskich przedsiębiorstwach, znają oba rynki i oba języki. To nie jest problem do zarządzania, to jest kapitał, którego nie ma żaden inny kraj startujący do odbudowy Ukrainy. Kiedy dojdzie do pokoju lub trwałego zawieszenia broni, Polska będzie miała gotową sieć ludzkich połączeń, której nie da się zbudować od zera z Berlina ani Seulu.
