Polscy konsumenci i przedsiębiorstwa nie powinni dźwigać miliardowych kosztów transformacji sieci energetycznych – uważa otoczenie prezydenta. Koszty te „zaszyte” są w opłacie dystrybucyjnej, która jest częścią rachunku za energię. Jak dowiaduje się portal Zero.pl, w Pałacu Prezydenckim trwają prace nad założeniami reformy, która ma ograniczyć wzrost taryf dla gospodarstw domowych i firm.

- Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu, przyjęty niedawno przez rząd, szacuje nakłady na sieci energetyczne w Polsce na astronomiczną kwotę 521 mld zł do 2040 r. Obecnie koszty modernizacji sieci obciążają w ogromnym stopniu rachunki gospodarstw domowych i firm.
- Nowa inicjatywa, proponowana przez otoczenie Prezydenta RP, ma radykalnie zmienić te zasady. Kluczowym założeniem jest zniesienie zerowej stawki opłat sieciowych dla producentów energii.
- Zmiany mają skutecznie ochronić budżety obywateli – przekonują eksperci głowy państwa. Portal Zero.pl poznał szczegóły prezydenckiego planu.
W otoczeniu prezydenta Karola Nawrockiego kiełkuje plan nowej reformy, której celem jest obniżenie kosztów energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Eksperci pracujący dla głowy państwa wzięli pod lupę „składnik” rachunków za energię, który znacząco wpływa na to, ile ostatecznie płacimy – ale na który rzadko zwracamy uwagę. O jaką część rachunku chodzi?
Demografia, głupcze! Według prezydenta kryzys dzietności zaczyna się w głowach
Głos z Pałacu Prezydenckiego: Rozwój sieci obciąża płacących rachunki za prąd
Uważny czytelnik faktury za prąd znajdzie na niej opłatę dystrybucyjną. Płacą ją gospodarstwa domowe, płacą ją też firmy. W uproszczeniu – ma ona za zadanie pokryć koszt przesłania energii z elektrowni do mieszkania, domu czy firmy.
Wpływy z tej opłaty finansują rozwój infrastruktury – a więc budowę nowych linii przesyłowych i stacji transformatorowych potrzebnych m.in. do przyłączania nowych farm wiatrowych, słonecznych czy stacji ładowania. Kolejny cel opłaty to finansowanie modernizacji i utrzymania sieci: wymiany zużytych kabli, słupów, transformatorów, usuwania awarii. Wreszcie opłata ta zapewnia środki na utrzymanie systemu w ciągłej gotowości do dostarczania energii elektrycznej do odbiorców końcowych.
– Koszty dystrybucji to ok. 30 proc. rachunku za prąd – mówił podczas posiedzenia Rady Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP jej przewodniczący, Marcin Izdebski.
Wskazywał też na roczne obciążenie, jakie z tego tytułu ponoszą odbiorcy:
- 760 zł – dla gospodarstwa domowego zużywającego 2 MWh energii rocznie;
- 1107 zł – dla gospodarstwa domowego zużywającego 3 MWh energii rocznie;
- 6,97 mln zł – dla odbiorcy energochłonnego (a więc firmy wykorzystującej duże ilości energii w produkcji) zużywającego 100 GWh energii rocznie.
Przedstawione powyżej obliczenia dotyczą 2026 r., a prezydenccy eksperci dokonali ich na podstawie taryfy spółki PGE Dystrybucja, która jest jednym z Operatorów Systemu Dystrybucyjnego (OSD) w Polsce.
Zdaniem prezydenckich ekspertów koszty rozwoju sieci w Polsce trzeba zracjonalizować, a obciążenia z nich wynikające powinny być solidarnie dźwigane przez wszystkich uczestników rynku energii. Teraz bowiem wygląda to tak – przekonywał Marcin Izdebski – że operatorzy rozbudowują sieć tam, gdzie inwestorzy chcą stawiać np. farmy słoneczne czy wiatrowe. Inwestorzy nie płacą jednak za te inwestycje ani za późniejsze utrzymanie infrastruktury. Wszystkie koszty trafiają do taryf, więc ostatecznie pokrywają je klienci w rachunkach za prąd.
– Chodzi o zapewnienie sprawiedliwości dla wszystkich uczestników tego rynku – podkreślała Wanda Buk, społeczna doradczyni prezydenta Karola Nawrockiego i członkini Rady Energii i Zasobów Naturalnych.
Według otoczenia prezydenta jest to tym ważniejsze, że koszty budowy i modernizacji sieci mają rosnąć w sposób skokowy. Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK), przyjęty niedawno przez rząd przewiduje, że nakłady na sieci w latach 2026-2040 wyniosą w Polsce 521 mld zł (to tak zwany scenariusz WAM, czyli bardziej ambitny). To mniej więcej 35 mld zł na rok. Dla porównania w rekordowym dotychczas pod tym względem 2024 r. nakłady te wyniosły 14,5 mld zł.
Tak wielkie inwestycje są związane z koniecznością dostosowania naszego systemu do nowych realiów – był on projektowany dekady temu pod wielkie elektrownie węglowe, których było zaledwie kilka. Dziś trzeba do niego przyłączać tysiące wiatraków, farm fotowoltaicznych i mikroinstalacji prosumenckich rozsianych po całym kraju.
Doradcy prezydenta: Gospodarstwa domowe i firmy zaoszczędzą
Jak sprawiedliwie rozdzielić wynikające z tego obciążenia? Prezydenccy eksperci chcą, żeby opłata dystrybucyjna (sieciowa) przybrała nową formułę. Miałaby ona zawierać w sobie stawkę bazową (pokazuje ona, ile średnio kosztuje korzystanie z sieci), moc przyłączeniową (to skala wykorzystania infrastruktury przez wytwórcę energii), współczynnik strefowy (odnosi się do lokalizacji danej inwestycji, zapotrzebowania na prąd i kosztów rozwoju sieci w danym miejscu) oraz współczynnik dyspozycyjności (byłby on niższy dla źródeł niestabilnych, a więc takich, które nie mogą pracować z pełną mocą „na żądanie”, bo są zależne od pogody).
Efekty? Jak przekonuje otoczenie eksperckie Karola Nawrockiego, byłyby one wymierne. Po pierwsze, wskazują na obniżenie rachunków dla odbiorców o następujące kwoty:
- 62–125 zł/rok – dla gospodarstwa domowego zużywającego 2 MWh energii rocznie;
- 90–182 zł/rok – dla gospodarstwa domowego zużywającego 3 MWh energii rocznie;
- 569 tys.–1 mln 144 tys. zł/rok – dla odbiorcy energochłonnego.
Są to wyliczenia dotyczące 2030 r., pokazujące korzyści względem stawek z 2026 r.
Autorzy propozycji podkreślają też, że wprowadza ona sprawiedliwy podział kosztów finansowania sieci, a ponadto promuje budowę nowych farm fotowoltaicznych czy wiatrowych w miejscach, gdzie jest to najbardziej uzasadnione (a więc tam, gdzie sieć ma wolne moce i nie jest przeciążona).
Uczestnicy posiedzenia Rady Energii i Zasobów Naturalnych podkreślali, że rozwiązania angażujące wytwórców prądu w koszty rozbudowy sieci działają już w wielu państwach Europy.
Kiedy prezydencki projekt ustawy ws. kosztów energii?
Co dalej? We wrześniu br. autorzy propozycji planują przeprowadzić konsultacje z ekspertami i branżami działającymi na rynku energii w Polsce. W IV kw. 2026 r. chcą zaś złożyć projekt ustawy.
Nie jest to pierwsza propozycja dotycząca obniżenia rachunków za prąd mająca swoje źródło w Pałacu Prezydenckim. W listopadzie ub. r. Karol Nawrocki podpisał inicjatywę ustawodawczą „Tani prąd – 33 proc.”. Projekt zakładał m.in. obniżenie stawki VAT na prąd z 23 proc. do 5 proc. i likwidację dodatkowych opłat na rachunkach (OZE, opłaty mocowej, opłaty kogeneracyjnej i opłaty przejściowej). Prezydent przekonywał, że efektem przyjęcia jego propozycji będzie trwałe obniżenie rachunków za energię elektryczną dla gospodarstw domowych i firm (docelowo 33 proc.).
Nawrocki bez zaproszenia na rozmowy z Ukrainą. Głośny spór w tle
Rząd nie przyjął tego projektu z entuzjazmem – Ministerstwo Finansów wskazało, że obniżenie VAT na energię elektryczną kosztowałoby państwo (w warunkach 2026 r.) ok. 14 mld zł. Minister energii Miłosz Motyka zauważał w tym kontekście, że prezydencka propozycja nie wyjaśnia, jak zrekompensować ten ubytek w budżecie.
Projekt ustawy „Tani prąd – 33 proc.” wciąż leży w sejmowej „zamrażarce”.
