Reklama
Reklama
Reklama

Ukraińskie produkty wrócą na nasz rynek? Wśród polskich rolników strach

TYLKO NA

Unijny komisarz ds. rolnictwa Christophe Hansen zapowiedział, że będzie rozmawiał z polskim rządem o zniesieniu embarga na ukraińskie produkty rolne. Jego zdaniem, nie ma ono ekonomicznego uzasadnienia. Wśród krajowych producentów zapanował niepokój. – Obawiamy się nieuczciwej konkurencji i spadku opłacalności – mówi Zero.pl rolnik z województwa pomorskiego.

Czy ukraińskie produkty wrócą na polski rynek?
Czy ukraińskie produkty wrócą na polski rynek? (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Czy polskie embargo na ukraińskie zboże i ziemniaki przejdzie do historii? Unijny komisarz ds. rolnictwa uważa zakaz za bezzasadny i zapowiada naciski na Warszawę.
  • Rolnik z województwa pomorskiego, Robert Cirocki, na łamach Zero.pl mówi o nastrojach wśród krajowych producentów. – Obawiamy się nieuczciwej konkurencji – mówi.
  • Jak wyjaśnia, rolników z Ukrainy nie obowiązują unijne wytyczne dotyczące standardów produkcji rolnej. To rodzi obawy o bezpieczeństwo żywności, która będzie trafiać na polski rynek.
  • Rolnicy martwią się też o spadek opłacalności produkcji. – Idzie okres żniw i zwiększona podaż, a dodatkowy napływ artykułów rolnych z Ukrainy jeszcze mocniej obniży ceny – słyszymy.

Unijny komisarz ds. rolnictwa Christophe Hansen będzie przebywał z wizytą w Polsce w dniach 18-19 czerwca. W planach ma m.in. spotkanie z ministrem rolnictwa Stefanem Krajewskim oraz ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim. Wystąpi również w Sejmie.

Ujawniamy, jak wyprowadzono majątek z jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce

Bruksela naciska na Polskę, chodzi o żywność z Ukrainy

W rozmowie z Polską Agencją Prasową Hansen zapowiedział, że podejmie dialog z polskimi władzami na temat zniesienia zakazu importu ukraińskich produktów rolnych

Reklama
Reklama

Przypomnijmy, że w naszym kraju wciąż obowiązuje embargo na sprowadzanie niektórych towarów rolnych z Ukrainy, w tym mąki, rzepaku, kukurydzy, słonecznika, pszenicy oraz ich pochodnych. Choć dopuszcza się ich tranzyt przez Polskę, to produkty te nie mogą być sprzedawane na rodzimym rynku. Embargo wprowadził jeszcze rząd Mateusza Morawieckiego na skutek protestów rolników, którzy wskazywali, że nadmierny import ukraińskich zbóż w latach 2022-2023 uderza w polską produkcję i jej opłacalność.

Jesienią 2025 r. Komisja Europejska wynegocjowała z Kijowem nowe porozumienie handlowe, jednak pomimo tego Polska nie zniosła embarga. Christoph Hansen twierdzi, że interesy rolników w Polsce są zabezpieczone, a obawy – bezpodstawne.

– Będziemy kontynuować dialog (z polskimi ministrami — red.), ale przypomnę im również, że w ramach umowy o wolnym handlu mamy bardzo konkretne bezpieczniki, które zabezpieczają interes polskich rolników – powiedział unijny komisarz w rozmowie z PAP, odnosząc się do mechanizmów ochronnych w porozumieniu Brukseli z Kijowem, które – według KE – pozwalają na szybką reakcję w razie wystąpienia zakłóceń na rynku.

Na polskich rolników padł blady strach

To jednak nie uspokaja polskich rolników. Czego się obawiają?

Reklama
Reklama

– Przede wszystkim nieuczciwej konkurencji – mówi portalowi Zero.pl Robert Cirocki, współwłaściciel gospodarstwa rolnego Warzywa z Krępy w województwie pomorskim.

– Unia Europejska narzuca producentom rolnym w krajach członkowskich standardy dotyczące zdrowej produkcji i dbania o środowisko naturalne. Nie kłócimy się z tymi wytycznymi i stosujemy się do nich, ale skoro my musimy ich przestrzegać, to dlaczego mamy wpuszczać do naszego kraju żywność od producentów, na których nie ciąży taki obowiązek? – pyta.

Jak dodaje, żywność z Ukrainy powinna być poddawana badaniom, skoro ma trafiać na polski rynek. – Być może są tam gospodarstwa, które produkują według unijnych wytycznych. Nie kwestionujemy tego. Ale to musi być weryfikowane.

Kolejna sprawa, która spędza rolnikom sen z powiek, to ryzyko spadku opłacalności produkcji. Jak wyjaśnia nasz rozmówca, jest ono szczególnie duże teraz, kiedy zbliżają się żniwa.

Reklama
Reklama

– Z moich rozmów ze znajomymi rolnikami przebijają przede wszystkim obawy o to, że produkcja będzie balansować na granicy rentowności – mówi Robert Cirocki. – Obecnie koszt wyprodukowania tony pszenicy to jakieś 700 zł. Skupy płacą ok. 800 zł za tonę. Idą żniwa, więc podaż na krajowym rynku i tak się zwiększy, w związku z czym ceny spadną. Jeśli teraz wpuścimy na rynek zboże z Ukrainy, to te ceny runą jeszcze mocniej.

– Oczywiście, koszt produkcji może być różny w zależności od gospodarstwa. Jeśli ktoś będzie miał wysokie zbiory i niższe koszty, może wyjdzie na swoje i trochę na tej tonie zarobi. Ale wielu rolników autentycznie boi się dużych strat i tego, że będzie dokładać do interesu z tego, co mają odłożone, a nie o to przecież chodzi.

Robert Cirocki przypomina, że Ukraina jest potentatem w produkcji ziemniaków, rzepaku, pszenicy, ale też trzody chlewnej. – Do tego dochodzą też jaja, na które tamtejsze rolnictwo stawia coraz mocniej. Wszystko to stanowi dla nas bezpośrednią konkurencję.

Reklama
Reklama

Unijny komisarz: Ukraina może być rynkiem zbytu dla polskich produktów

Tymczasem komisarz Hansen przekonuje, że polscy rolnicy nie powinni skupiać się tylko na kwestiach importu, ale też myśleć o potencjalnych korzyściach płynących z eksportu na ukraiński rynek.

– W Polsce odwiedzę chociażby Podlasie, które ma bardzo silne mleczarstwo – zapowiedział komisarz w rozmowie z PAP. – Tymczasem w ramach umowy z Ukrainą zliberalizowaliśmy eksport mleka w proszku, a także mleka fermentowanego, więc istnieje również ogromny potencjał zbytu dla polskich produktów.

Polacy nie zjedzą całej żywności, którą produkują, jest więc eksport i import. Sprawny rynek wewnętrzny jest siłą Unii – stwierdził również Hansen.

Egzekucja w Białej Podlaskiej. Premier o narodowości zatrzymanego

Reklama
Reklama

Komisarz zaznaczył, że na tym etapie nie będzie spekulować, co zrobi Komisja Europejska, jeśli Polska nie zniesie zakazu importu towarów rolnych z Ukrainy.

Jednostronne ograniczenia dotyczące importu z Ukrainy utrzymują obecnie Polska, Węgry i Słowacja. KE stoi na stanowisku, że grozi to rozbiciem wspólnego unijnego rynku. Ze strony Brukseli podnoszony jest też cały czas argument, że po zawarciu umowy o wolnym handlu z Ukrainą tego typu krajowe restrykcje straciły swoje uzasadnienie.

 

Źródła: Zero.pl, PAP
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka
Reklama
Reklama