Reklama
Reklama
Reklama

Czarny scenariusz na zimę. Polacy już wydają po kilkanaście tysięcy zł

TYLKO NA

Pellet służy do ogrzewania – i faktycznie, na kilka miesięcy przed startem sezonu grzewczego nic nie rozgrzewa tak, jak jego ceny. Za jedną paletę Polacy płacą dziś nawet 65 proc. więcej niż rok temu, a zabezpieczenie zapasów na zimę to koszt rzędu kilkunastu tys. zł. – Mamy boom letni – mówi minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, pytana o to, czemu ceny rosną i czemu pelletu brakuje. Konsumenci oczekują jednak nie diagnozy, ale rozwiązania problemu drożyzny. – Obywatel został pozostawiony sam sobie – zauważa ekspert.

Posiadacze kotłów na pellet muszą liczyć się z wydatkami na opał rzędu kilkunastu tys. zł
Posiadacze kotłów na pellet muszą liczyć się z wydatkami na opał rzędu kilkunastu tys. zł (fot. Lehtikuva Oy, East News / Zero.pl)
  • Ceny pelletu – opału w postaci granulatu z odpadów drzewnych – szybują. Konsumenci, którzy zainwestowali w kotły do jego spalania, nie kryją dziś frustracji.
  • – Rok temu za paletę trzeba było zapłacić 1200 zł, dziś 1980 zł – słyszymy. Zabezpieczenie zapasów pelletu na całą zimę to dla wielu właścicieli domów koszt rzędu kilkunastu tys. zł.
  • Pojawiają się różne pomysły, jak ulżyć konsumentom. Branża apeluje m.in. o ulgi podatkowe, a także dopuszczenie do celów grzewczych pelletu rolniczego.
  • Zdaniem Piotra Siergieja z Polskiego Alarmu Smogowego, Polacy są dziś pozostawieni sami sobie, jeśli chodzi o wybór urządzeń grzewczych spełniających wymogi ekologii. Nie wystarczy bowiem zachęcać konsumentów do odchodzenia od paliw kopalnych. – Państwo wrzuciło obywatela w wolny rynek, niejako mówiąc mu: martw się o to sam.

W jednym z jeleniogórskich składów opału panuje spory ruch, choć jest pełnia lata. Właściciele domów w Kotlinie Jeleniogórskiej już pod koniec czerwca ruszyli po pellet. Wiadomo, zimy w Karkonoszach potrafią dać się we znaki, trzeba zrobić zapasy – tym bardziej, że ubiegłoroczna zima była mroźna i każdy ładował do pieca, ile się dało. To dlatego konsumenci zabezpieczają się już teraz. A wysoki popyt sprzyja wzrostowi cen.

Pijany doprowadził do tragedii na Trasie Łazienkowskiej. Jest wyrok dla Łukasza Żaka

Ceny pelletu rozgrzane w środku lata

Rok temu za paletę trzeba było zapłacić 1200 zł, dziś to 1980 zł – mówi portalowi Zero.pl pan Marcin, którego spotykamy w składzie opału. Paleta to 66 worków, w jednym worku jest 15 kg pelletu. Nie znający realiów ogrzewania domu mogliby pomyśleć, że to sporo. Nic bardziej mylnego.

Reklama
Reklama

– Jeśli nie ma mrozów, to zużywamy do ogrzewania jeden worek na dzień, a przy mrozach – dwa i więcej – słyszymy od naszego rozmówcy, który mieszka w dwukondygnacyjnym domu o powierzchni ok. 200 mkw. Na razie kupił 5,3 tony pelletu i wydał na to prawie 9,9 tys. zł. Na tym zakupy na pewno się nie skończą. Problem jednak w tym, że bywają dni, w których skład opału reglamentuje towar – jeden nabywca może zabrać do domu maksymalnie 20 worków pelletu. Te ograniczenia wynikają z ogromnego popytu.

Dlaczego Polacy akurat latem kupują pellet? Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska tłumaczy to „letnim boomem”. – Mieliśmy bardzo srogą zimę i ludzie zatowarowują się teraz przed kolejną, obawiając się srogich mrozów – mówiła szefowa MKiŚ w czwartek na antenie radia RMF FM.

O „zmianach przyzwyczajeń konsumentów” mówił też prezes Polskiej Rady Pelletu Adam Sarnaszek, który w środę 15 lipca uczestniczył w interwencyjnym spotkaniu w sprawie sytuacji na rynku, zorganizowanym w Ministerstwie Energii.  Wiceprezes Polskiej Rady Pelletu, Agnieszka Kędziora-Urbanowicz, przekazała po spotkaniu, że z czasem sytuacja powinna się unormować i ograniczeń w podaży nie będzie.

 

Reklama
Reklama

Popyt na pellet i jego ceny rosną jednak nie tylko przez właścicieli domów. Analityk Forum Energii, Dawid Trzeciak, w rozmowie z naszym portalem zwraca uwagę na złożoność sytuacji.

– Przemysł drzewny i tartaki sygnalizują, że podaż drewna jest obecnie ograniczona, stąd wzrosty cen pelletu na rynku – wskazuje ekspert. – Mniejsza produkcja wyrobów, do których używane jest drewno, sprawia bowiem, że mniejsza jest też podaż trocin, które są produktem ubocznym np. w tartakach. O ten surowiec konkurują producenci pelletu, wytwórcy płyt wiórowych i elektrociepłownie co wzmacnia presję popytową.

– Warto w tym kontekście zauważyć, że w Polsce pozyskujemy pellet głównie z trocin, nie z surowców rolniczych – dodaje analityk Forum Energii. – Wynika to z faktu że wiele instalacji do produkcji pelletu np. ze słomy zostało zamkniętych w okresie gdy ten segment był nierentowny. Chociaż kotły na biomasę były instalowane i popyt na pellet rósł, zabrakło wsparcia dla producentów agro-pelletu, co uniemożliwiło tej gałęzi uzupełnienie rosnącego zapotrzebowania na paliwo i zatrzymało rozwój podaży ze źródeł rolniczych.

Branża ma pomysły, jak ulżyć nabywcom pelletu

Polska Rada Pelletu jest zdania, że trzeba działać tu i teraz, w związku z czym, podczas spotkania w ME wysunęła dwa postulaty: wprowadzenie ulgi podatkowej dla nabywców pelletu do ogrzewania i umożliwienie korzystania z pelletu pochodzenia rolniczego, wytwarzanego z biomasy pochodzenia rolniczego (np. z produkcji z młynów).

Reklama
Reklama

Żeby jednak konsumenci mogli z tego agropelletu korzystać, należałoby wpisać kotły spalające ten rodzaj paliwa na Listę Zielonych urządzeń i materiałów (Lista ZUM). Jeśli dane urządzenie jest na tej liście, to na jego zainstalowanie można uzyskać dotację w ramach programu Czyste Powietrze.

Ale dla wielu konsumentów dotacja na instalację kolejnego urządzenia grzewczego to mała pociecha. Kiedy instalowali piece na pellet, zachęcani właśnie dofinansowaniem, słyszeli, że w długim terminie taka inwestycja im się opłaci. – W momencie zakupu, biorąc pod uwagę koszty ogrzewania, była to tańsza opcja niż np. pompa ciepła – mówi pan Marcin, który ubiegłorocznej zimy zakupił piec do gazowania drewna (z możliwością podpięcia palnika do spalania na biomasę) 5 klasy, a więc o wysokim standardzie. Jak mówi, koszt takiego pieca z podłączeniem zamknął się w 56 tys. zł.

Wydaje się jednak, że propozycja umożliwienia korzystania z agropelletu znalazła oddźwięk w MKiŚ. – Taką produkcję można uruchomić bardzo szybko – zauważyła w RMF FM Paulina Hennig-Kloska.

Reklama
Reklama

Problem w tym, że trzeba by też określić normy jakościowe dla takiego pelletu. Według przedstawicieli Polskiej Rady Pelletu, przedstawiciele MKiŚ deklarują, że są gotowi, by do tego usiąść, ale na tego typu działania zawsze potrzebny jest czas. Tymczasem konsumenci ponoszą koszty już teraz, stąd drugi postulat branży, dotyczący wprowadzenia ulgi w podatku PIT dla osób ogrzewających domy pelletem drzewnym. Zakłada on, że z odliczenia mogliby skorzystać ci konsumenci, którzy w bieżącym roku zakupią certyfikowane paliwo najwyższej klasy A1, dokumentując transakcję fakturą.

Kacprzyk chciał ustawić się na SOR-ze w kolejnym mieście. Rzucił za duże kwoty

Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego, uważa, że państwo wreszcie powinno zacząć działać, tak, by Polacy nie błądzili po omacku i mieli poczucie, że transformacja energetyczna na poziomie ich gospodarstwa domowego ma przysłowiowe ręce i nogi.

„Obywatel został pozostawiony sam sobie”

– Na poziomie ministerialnym, czy to Ministerstwa Energii, czy Ministerstwa Klimatu i Środowiska, nie ma wizji tego, jak miałoby wyglądać polskie gospodarstwo domowe za 10, 15 czy 20 lat, jeśli chodzi o termomodernizację – czy ma być ogrzewane pelletem, gazem, czy pompą ciepła – zwraca uwagę Piotr Siergiej.

Reklama
Reklama

– Urzędnicy w gminach, którzy pomagają obywatelom wypełniać wnioski do programu Czyste Powietrze, pytają nas, co mają doradzać ludziom, jakie urządzenia będą dla nich najlepsze. A my sami tego nie wiemy, bo państwo wrzuciło obywatela w wolny rynek, niejako mówiąc mu: martw się o to sam. W efekcie w latach 2022-2023 wnioski o pompy ciepła stanowiły 70 proc. całości wniosków składanych w ramach Czystego Powietrza, a teraz to dwadzieścia kilka procent, bo ludzie przerzucili się na kotły pelletowe. Stąd m.in. wzrost cen tego paliwa – liczba kotłów rośnie skokowo, a z nią popyt – tłumaczy nam rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.

– Od państwa oczekiwalibyśmy długofalowych wytycznych, jak np. taryfy dedykowane dla właścicieli pomp ciepła, których dziś obowiązują taryfy dla zwykłego konsumenta, choć są oni odbiorcami półhurtowymi. Takie polityki państwa zachęcają do termomodernizacji – podkreśla.

Piotr Siergiej apeluje też o przemyślane działania w zakresie wykorzystania agropelletu do celów grzewczych przez gospodarstwa domowe. – W tym kontekście istotne jest dokładne zmapowanie rynku kotłów i poznanie stanowiska producentów, co oni na to – bo nie wszystkie kotły mogą być przystosowane do spalania pelletu rolniczego. Generalnie nie chcemy „rozpoznania bojem”, tylko mądrej polityki.

– To samo dotyczy pelletu drzewnego – nie mamy np. żadnych prognoz dotyczących tego, jak będzie wzrastała produkcja w różnych branżach związanych z przemysłem drzewnym, której pellet jest ubocznym produktem. Raczej należy przypuszczać, że będą to niskie kilkuprocentowe wzrosty, jeśli w ogóle. W tym kontekście należałoby zapytać, czy mamy zabezpieczone kierunki importu drewna. Inaczej pelletu będzie coraz mniej, popyt będzie coraz większy, a ceny będą coraz wyższe. Tymczasem obywatel został pozostawiony sam sobie.

Reklama
Reklama