Sylwester Gładyś to 71-letni doktor Politechniki Warszawskiej. Zaginął tydzień temu, kiedy oddalił się od domu i udał w stronę Parku Młocińskiego. Zero.pl porozmawiało z córką naukowca Beatą Schulman. Kobieta zachęca ludzi do włączenia się w poszukiwania.

- Zaginął 71-letni wykładowca Politechniki Warszawskiej Sylwester Gładyś. Kamery po raz ostatni zarejestrowały go w Parku Młocińskim nad Wisłą.
- W rozmowie z Zero.pl córka zaginionego poinformowała o zakończonych poszukiwaniach w parku. Policja zakłada, że 71-latek poślizgnął się na brzegu i wpadł do rzeki.
- Gładyś cierpi na chorobę Parkinsona. Przed zachorowaniem był zapalonym sportowcem, zdobył m.in. Aconcaguę, Mont Blanc i Kilimandżaro.
Wyszedł na spacer
71-letni doktor Politechniki Warszawskiej opuścił dom 24 lutego ok. godz. 16. Wyrzucił śmieci, spakował swoją torbę na basen i udał się na spacer z kijkami (nordic walking). Mężczyzna przeszedł z mieszkania do Parku Młocińskiego. Tam po raz ostatni zarejestrowały go kamery monitoringu.
– Chwilowo jedyny realny scenariusz rozważany przez policję to, że ojciec wpadł do rzeki. W Parku Młocińskim już zakończono terenowe poszukiwania. Ojciec spacerował tam w dniu zaginięcia. Po wielogodzinnej akcji poszukiwawczej prowadzonej przez wyspecjalizowanych ratowników, policji i wolontariuszy jesteśmy niemal pewni, że na terenie parku go nie ma – powiedziała w rozmowie z Zero.pl córka zaginionego, Beata Schulman.
– Na kamerach widać, że tata podążał pewną ścieżką, która prowadziła bezpośrednio nad Wisłę. O godz. 16 tata wszedł do parku, a o 17 jego telefon zanikł. Oznacza to, że albo się zniszczył, może zmoczył. Obecnie poszukiwania koncentrują się na Wiśle w jej dalszym biegu oraz jej brzegach – dodała.
– Tata najprawdopodobniej poślizgnął się i wpadł do rzeki. Być może ktoś mu w tym pomógł, ale tego nie wiemy. Niestety istnieje też taka możliwość, ale na razie nie ma na to żadnych dowodów. Nie znamy nikogo, kto mógłby chcieć go skrzywdzić. Mój tata jest bardzo racjonalny, kocha życie i sam na pewno nie planowałby zrobić sobie krzywdy. Miał w najbliższych tygodniach przylecieć do Nowego Jorku do mnie i niedawno kupił bilety – mówiła córka Gładysia.
Córka doktora utworzyła specjalną grupę na komunikatorze WhatsApp, gdzie mogą dołączyć osoby chętne do pomocy w poszukiwaniach mężczyzny. Kobieta przez ostatni tydzień prowadziła wraz z wolontariuszami i funkcjonariuszami policji poszukiwania w okolicach, gdzie mógł potencjalnie znaleźć się mężczyzna.
Córka zaginionego, choć rozumie procedury policyjne, to wie, że mogły one przesądzić o losie jej ojca. – Funkcjonariusze początkowo założyli, że on wróci, więc musieliśmy im udowodnić, że tak nie będzie, dlatego poszukiwania terenowe nie ruszyły od razu po zgłoszeniu zaginięcia. Niestety kiedy zaczęły się poszukiwania, prawdopodobnie było już za późno. Ja też rozumiem policję i nie mam o to żalu. Tym bardziej, że funkcjonariusze wykazali się wielkim zaangażowaniem – mówiła.
71-latek cierpi na chorobę Parkinsona. – Tata bardzo dba o siebie. Tego dnia wziął leki, więc na pewno był sprawny, co zresztą widać na nagraniach monitoringu. Niestety po dłuższym czasie niezażywania tych leków mogą wystąpić problemy z przełykaniem oraz sztywnienie mięśni – powiedziała Schulman.
– Tata wykłada przedmiot „Badania operacyjne” na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej od niemal 40 lat. Podczas poszukiwań poznaliśmy bardzo wielu współpracowników, a także obecnych i byłych studentów ojca – opowiadała o zaginionym ojcu Schulman. – Zanim zachorował, był bardzo aktywny sportowo. Lubił podróże i wyjazdy w góry. Zdobył m.in. na Aconcaguę, Mont Blanc i Kilimandżaro – dodała.