Reklama

„Złoty plan” prezesa NBP. Eksperci wskazują na ryzyka wokół SAFE 0 proc.

Reklama
TYLKO NA

Finansowanie zbrojeń ze sprzedaży złota NBP? Brzmi pięknie, ale jedynie w teorii. Według ekspertów chęć zrobienia zysku za wszelką cenę jest ryzykowna z punktu widzenia banku centralnego. – To może być totalnie niespójne z podstawowym mandatem, jakim jest dbanie o inflację i stabilność złotego – mówi w rozmowie z Zero.pl ekonomista Piotr Bielski.

Czy plan finansowania polskich zbrojeń przez NBP ma sens?
Czy plan finansowania polskich zbrojeń przez NBP ma sens? (fot. Wojciech Olkuśnik, East News / Shutterstock)
  • Prezes NBP przedstawił koncepcję udziału banku centralnego w finansowaniu budowy siły polskiej armii. Na plan pierwszy w tym planie wysuwają się rezerwy złota.
  • Eksperci, z którymi rozmawiał portal Zero.pl, są sceptyczni. Jak wskazują, nie chodzi tylko o kwestie techniczne i księgowe.
  • Stawianie przed NBP zadania, by wygenerował zysk za wszelką cenę, stoi w sprzeczności z głównym celem banku centralnego – słyszymy. Tym celem jest walka z inflacją, która znów może „odbić” w wyniku zawirowań na świecie.

Reklama

Po tygodniu spekulacji, na czym dokładnie miał0by polegać zaangażowanie się Narodowego Banku Polskiego w finansowanie polskich zbrojeń, wreszcie poznaliśmy szczegóły tej koncepcji. Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, na specjalnej konferencji prasowej wyjaśnił, jak widziałby rolę banku centralnego w projekcie „SAFE 0 proc.”

Wedle propozycji Karola Nawrockiego i jego otoczenia, w Banku Gospodarstwa Krajowego miałby zostać utworzony Polski Fundusz Inwestycji Obronnych, finansowany między innymi z zysku Narodowego Banku Polskiego (między innymi – bo BGK, by zapewnić płynność wspomnianego funduszu, miałby też zaciągać kredyty, a także emitować obligacje w kraju i za granicą).

Skąd miałby się wziąć zysk NBP, skoro bank centralny w ostatnich latach generował straty? Prezes wyjaśnił, że NBP mógłby sprzedać część swoich rezerw złota i zrealizować przy tym nadwyżkę, czyli wartość bieżącej ceny ponad średnią cenę, za jaką to złoto nabył. – I to by weszło w wynik finansowy i popłynęło do tego funduszu wspierania sił zbrojnych, który prezydent zaproponował – powiedział Adam Glapiński. 


Reklama

Przekazał, że wartość złota w zasobach NBP przekracza obecnie o 197 mld zł ceny zakupu kruszcu. – Nie przewidywaliśmy, że złoto aż tak zdrożeje. I że aż tak wielkie będą tak zwane niezrealizowane przychody z ceny złota – stwierdził.


Reklama

Długie oczekiwanie na ewentualny zysk NBP

Jak oceniają plan Adama Glapińskiego eksperci?

– Po wczorajszym wystąpieniu prezesa NBP nie mam przekonania, że dużo udało się wyjaśnić, za to wiele deklaracji było niespójnych – mówi w rozmowie z Zero.pl Piotr Bielski, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych w Santander Banku Polska. – Z jednej strony słyszeliśmy, że NBP nadal będzie kupować złoto, by jego zasób docelowo wzrósł do 700 ton, z drugiej – że mamy część tego złota sprzedać, ale bez aktywnego zarządzania. 

Zasadnicze pytanie jest jednak takie, jak poradzić sobie z tym, że pierwsza wpłata z zysku na transakcji na złocie miałaby trafić do budżetu państwa najwcześniej za niemal półtora roku od dziś – podkreśla Piotr Bielski. – Wynika to z tego, że bank centralny przekazuje zysk do budżetu państwa (o ile go wypracuje) tylko raz w roku, po rozpoznaniu i oficjalnym zatwierdzeniu wyniku za poprzedni rok kalendarzowy. Zwykle taka wpłata następuje w czerwcu – zaznacza.


Reklama

– W najbliższych tygodniach dopiero poznamy, jaki wynik finansowy udało się NBP osiągnąć w 2025 r., a wynik za rok 2026 będzie znany mniej więcej w połowie 2027 r. – tłumaczy ekonomista Santandera. – Tymczasem, te środki nie będą potrzebne kiedyś, tylko potrzebujemy ich właśnie teraz – zresztą sam Adam Glapiński powiedział, że mamy tylko 3 lata, żeby zbudować silną armię.


Reklama

Nasz rozmówca dostrzega jeszcze jedno ryzyko. – Mój podstawowy problem z potencjalnym udziałem NBP w mechanizmie „SAFE 0 proc.” jest jednak inny. Mianowicie, stawiamy przed bankiem centralnym cel, żeby wygenerował on zysk: w tym roku, w kolejnym – bo trzeba sfinansować armię. To jednak może być totalnie niespójne z podstawowym mandatem NBP, jakim jest dbanie o inflację i stabilność złotego. Rynki będą się w tej sytuacji zastanawiać, na czym skupia się uwaga NBP: czy na tym, by poziom cen w gospodarce był odpowiedni, czy na osiągnięciu zysku.

Zysk czy skuteczna walka z inflacją?

Jak wiadomo, w walce ze wzrostem inflacji banki centralne „sięgają” po podwyżki stóp procentowych.

Piotr Bielski zwraca w tym kontekście uwagę, że każdy wzrost stóp generuje wyższe koszty dla NBP w tym sensie, że płaci on wyższe odsetki od depozytów, które „trzymają” na rachunkach w banku centralnym banki komercyjne. Te drugie nie mają z kolei wyjścia – polski sektor bankowy ma za dużo wolnych środków i NBP „ściąga je” z rynku, oferując bankom bony pieniężne. Bony te są oprocentowane według głównej stopy NBP.


Reklama

W tym sensie podwyższanie stóp w celu walki z inflacją może iść wbrew dążeniu do tego, by wynik finansowy banku centralnego był jak najwyższy.


Reklama

Troskę o „rozmycie” celu NBP podziela Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

– Nagle się okazało, że bank centralny w okresie, kiedy jest dużo zawirowań geopolitycznych, kiedy zmieniają się oczekiwania rynku co do inflacji czy stóp procentowych, nie zajmuje się wcale czynnie inflacją, tylko sprawami budżetu państwa, polityki fiskalnej, różnymi manewrami dotyczącymi bilansu NBP – mówi w rozmowie z Zero.pl.

Tańsze kredyty nie tak szybko. Wojna na Bliskim Wschodzie oddala kolejne obniżki stóp


Reklama

Piotr Bielski pyta dodatkowo: – Na zysk NBP wpływa też kurs walutowy. Czy rynki mają się wobec tego spodziewać, że nagle NBP zacznie kibicować słabszemu złotemu?


Reklama

Podsumowując, zadanie: „wygeneruj zysk” jest w konflikcie z głównym celem NBP, szczególnie że to nie miałaby być jednorazowa operacja, ale rozłożona na lata – konkluduje.

Janusz Jankowiak dodaje, że plan sprzedaży złota i uzyskania za niego ekwiwalentu w dolarach (o tym też mówił Adam Glapiński) stoi w sprzeczności z jeszcze innym zadaniem NBP – dbaniem o stabilność rezerw dewizowych państwa.

Członkini RPP o pomyśle Adama Glapińskiego. „To jest bla, bla, bla”


Reklama

– Jeśli zastępujemy złoto w rezerwach dolarami lub obligacjami denominowanymi w dolarze (czy też euro), to powstaje większe ryzyko dla stabilności wyceny tych rezerw – mówi.


Reklama

Ekonomista PRB nawiązuje tutaj do statusu złota jako „bezpiecznej przystani” inwestycyjnej, odpornej na zawirowania geopolityczne i kryzysy w większym stopniu niż waluty, nawet takie jak dolar amerykański czy wspólna waluta europejska.

 


Reklama

Czy właściwe jest w ogóle, żeby przepuszczać kapitał przez wynik finansowy banku? – pyta Janusz Jankowiak. – To jest operacja wątpliwa pod kątem ekonomicznym, sprzeczna z zapewnieniem, że głównym zamiarem banku centralnego jest chronienie kapitału.

Jak zauważa, wszystkie te rozważania nie miałyby miejsca, gdyby NBP „od początku zdecydowanie odmówił udziału w jakichkolwiek dyskusjach na temat finansowania wydatków budżetu państwa”.


Reklama