Żadna istotna decyzja w NBP nie może zapaść bez jego zgody. Reprezentuje styl zarządzania, który można nazwać autorytarnym – słyszymy od jednego z pracowników Narodowego Banku Polskiego. Profesor Adam Glapiński wspólnie z prezydentem Karolem Nawrockim zaproponował program, który sam określił mianem „polskiego SAFE 0 proc.” i kolejny raz trafił na czołówki gazet i portali. – Na pewno jest szczęśliwy z tego powodu – mówi dobrze znający szefa NBP polityk.

- Adam Glapiński to współzałożyciel Porozumienia Centrum i KLD (poprzedniczek PiS i PO), dziś jest szefem NBP.
- Jest związany z SGH/SGPiS, był opozycjonistą w „Solidarności”; gawędziarz, lubi żarty i dobre wino.
- Był ministrem w rządach Bieleckiego i Olszewskiego. Pomagał organizować finanse PC.
- Ma autorytarny styl zarządzania, ciągnie się za nim kryzys z dyrektorkami i kojarzy się go z ekscentrycznymi konferencjami w NBP.
Współpracował z Tuskiem i Kaczyńskim
Chociaż z perspektywy 2026 r. może się to wydawać zaskakujące, Adam Glapiński był współzałożycielem Porozumienia Centrum i Kongresu Liberalno-Demokratycznego, czyli poprzedniczek PiS i PO.
– Odgrywał istotną rolę, był w krajowych i warszawskich władzach KLD. Do marca 1991 r. ta formacja było częścią zbiorową PC. Wtedy współpraca pomiędzy Tuskiem i Kaczyńskim była bardzo intensywna. Do trwałego podziału doszło w marcu 1991 r., wtedy Glapiński wypisał się z KLD, a pozostał w PC. Zmiany dokonał będąc ministrem w rządzie Jana Krzysztofa Bileckiego – opowiada nam Paweł Piskorski.
Zanim Glapiński trafił do polityki, zawodowo związany był z SGH (wcześniej SGPiS). Działał w opozycji, w latach 80-tych był współprzewodniczącym uczelnianej „Solidarności”. – Mieliśmy bardzo serdeczne relacje, Adam już wtedy był gawędziarzem, lubił opowiadać o sobie, o świecie, dzisiaj czasem przybiera to karykaturalną formę. Towarzysko to przemiły człowiek – nie ma wątpliwości Piskorski.
Sybaryta? Pytamy Tadeusza Cymańskiego, który przecinał się z Glapińskim na politycznym szlaku lat 90-tych. – To za mocne słowo, ale na pewno zawsze umiał korzystać z życia, lubił dobre wina. Miał ciągoty do żartów. Zarzucano mu niedawno, że żartował na posiedzeniu komisji finansów, a on tak balansuje na cienkiej granicy, jednak jej nie przekracza. Nie przypomina typowych ludzi ze świata finansów, którzy bywają potwornie nudni – mówi Cymański.
Glapiński łączył świat akademicki, świat polityki i praktycznego biznesu. Działał w ROP (z list ruchu uzyskał mandat senatora w 1997 r.), a potem zmienił barwy na ZChN i AWS. Cały czas blisko współpracował z Jarosławem Kaczyńskim. Miał duży wpływ na organizowanie zaplecza finansowego PC. – Cała kariera Glapińskiego absolutnie miała związek z Kaczyńskim. To jego człowiek. Zaufanie było i jest obustronne – mówi nam Cymański.
Życiowa rola w NBP
W 2009 r. popularny „Glapa” został jednym z dwóch (obok Ryszarda Bugaja) doradców ekonomicznych Lecha Kaczyńskiego. Rok później prezydent powołał go w skład Rady Polityki Pieniężnej, co było przełomowym krokiem w karierze i w życiu bohatera tego tekstu. Po kilku latach stał się wręcz naturalnym w obozie PiS kandydatem do pokierowania Narodowym Bankiem Polskim po Marku Belce.
– Żadna istotna decyzja w NBP nie może zapaść bez jego zgody. Reprezentuje styl zarządzania, który można nazwać autorytarnym. Decydował nawet o tym, żeby klamki w kształcie symbolu euro, a były takie w siedzibie banku, szybko zastąpić normalnymi – słyszymy od wieloletniego pracownika tej instytucji.
Największy kryzys wizerunkowy prezesa Narodowego Banku Centralnego wiąże się z dwoma dyrektorkami, w których towarzystwie często pokazywał się Glapiński. Chodzi o Martynę Wojciechowską, która była szefową departamentu komunikacji i promocji, a także o Kamilę Sukiennik, szefową szefowa gabinetu prezesa NBP. Obie każdego miesiąca inkasowały ponad 40 tys. zł i przez kilka tygodni stały się bohaterkami mediów.
Glapiński przetrwał kryzys i od lat w masowej świadomości istnieje głównie jako gospodarz długich i dość nietypowych konferencji prasowych. – Jak ktoś jest rozumny, to raz trzeba być gołębiem, raz jastrzębiem. Jak jest pokój, to nawet trzeba być gołębicą. A teraz trzeba być jastrzębiem – mówił na jednej z konferencji przez mniej życzliwych nazywanych stand upami.
– Od wczoraj macie wylewane krokodyle łzy przez analityków bankowych, jaka to zła decyzja. Wy oczekujecie od analityków, którzy są zatrudnieni przez właścicieli tych banków, że będą chwalić decyzje obniżające stopy? Natychmiast by stracił pracę (taki analityk – red.). On prywatnie może to powiedzieć żonie, kolegom, ale nie publicznie – wyjaśniał Glapiński dziennikarzom.
Na jednej z konferencji podzielił się nawet ciekawą informacją o swoim ojcu. – Całe swoje dorosłe życie przepracował w Narodowym Banku Polskim. Mam szczególny stosunek do tej instytucji, chociaż nigdy się nie spodziewałem, że pójdę w jego ślady – usłyszeli dziennikarze. Jednak co do zasady raczej strzeże swojej prywatności.
Wiadomo, że od ponad 40 lat jest mężem Katarzyny Glapińskiej, nie mają dzieci. Oboje kochają narty i ponoć każdej zimy oddają się tej pasji. Z ustaleń Radia ZET wynika, że małżeństwo posiada podwarszawską willę z basenem, ponadhektarowy las, trzy mieszkania w stolicy i kolejne w Sopocie.

