Reklama
Kraj

Dwie kadencje, dwie godziny i dwie wersje. Ostatnia afera zatopi Trzaskowskiego

Są afery, które polityka osłabiają. Są też takie, które definiują go na lata. Afera wokół Szpitala Południowego może okazać się dla Rafała Trzaskowskiego właśnie tą drugą historią – bo najgorsze nie jest nawet to, że w miejskim szpitalu działał system przywilejów dla swoich. Najgorsze jest to, że wszystko wskazuje na to, iż prezydent Warszawy wiedział o problemie dużo wcześniej i można było temu zapobiec.

Bartosz Michalski
Opinia autorstwa: Bartosz Michalski
Dzisiaj 16:04
5 min
Warszawa, 19.06.2026. Prezydent m.st. Warszawy Rafał Trzaskowski podczas konferencji prasowej w siedzibie Urzędu Miasta w Warszawie, 19 bm. Tematem spotkania są działania miasta w sprawie Warszawskiego Szpitala Południowego. (fot. Piotr Nowak / PAP)
TYLKO NA

Nie spodziewałem się dnia, w którym będę jednocześnie zgadzał się ze słowami Rafała Trzaskowskiego i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Dziwne to uniwersum, równie dziwne jak to, co działo się w Szpitalu Południowym w Warszawie za czasów Dawida Kacprzyka. I to wszystko za wiedzą prezydenta miasta.

Po lekturze tekstu Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego cisną się na usta, a raczej klawiaturę, słowa samego Rafała Trzaskowskiego z zeszłorocznego Campusu Polska – czułem totalne wkur....ie.

Padły one w odpowiedzi na pytanie, o to, co czuł w wieczór wyborczy w wyborach prezydenckich. Kiedy przez dwie godziny świętował przeprowadzkę na Krakowskie Przedmieście. Byłaby pewnie szansa, że tam częściej bywałby niż w warszawskim ratuszu. Chociaż to drugie też może mu niedługo nie grozić.

Reklama
Reklama

I tutaj też zgadzam się ze słowami Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, która krótko skomentowała news Patryka Słowika o specjalnym traktowaniu w Szpitalu Południowym polityków związanych z Koalicją Obywatelską, dostających z marszu komplet badań. A na wyniki mogli czekać w specjalnym VIP-owskim saloniku. Wówczas przewodnicząca Polski 2050 napisała – nie do obrony. I jak nigdy zgadzam się z panią minister.

Nie do obrony

Rafał Trzaskowski wszystko w tej sprawie zrobił źle. A myślałem, że nie może niczego zawalić bardziej od zeszłorocznej kampanii wyborczej. Szpital Południowy będzie śnił mu się dłużej niż debata w Końskich. Ale do rzeczy – najpierw ignorował sygnały, o tym, co się dzieje w placówce. Nasi autorzy mają dowody na to, że były ordynator chirurgii pisał do Rafała Trzaskowskiego w tej sprawie. Najpierw przez komunikator internetowy, a następnie wysyłał pisma. Kosztowało go to posadę w szpitalu. Hmm, koalicja rządząca wie, jak traktować sygnalistów, prawda pani minister Cienkowska?

Kiedy już wybuchała afera z radnym KO i kierownikiem SOR-u Dawidem Kacprzykiem Rafał Trzaskowski zaczął się kreować na osobę, która bezkompromisowo walczy z takimi niecnymi czynami. Z marszu zapowiedział kontrole w szpitalu, konsekwencje. Odwołano zarząd placówki. Zachowanie godne pochwały. Ba, jeszcze dzisiaj zapewniał, że nie dochodziły do niego informacje o nieprawidłowościach na SOR-ze w Szpitalu Południowym, co ochoczo powiedział na konferencji prasowej z godziny 12. O godz. 13:47 Patryk Słowik i Jakub Styczyński dowiedli, że to nieprawda. Niesamowite, aktualność tych słów okazała się krótsza niż zeszłoroczna prezydentura. Nie pamiętam, aby tak szybko i tak źle się zestarzały słowa polityka. Nie trzeba było nawet dwóch godzin.

Co czeka Rafała Trzaskowskiego?

Przed Rafałem Trzaskowskim niewątpliwie teraz ciężkie dni. Ta afera trafia bowiem idealnie w sam środek stereotypów, które się przykleiły do Koalicji Obywatelskiej. Partia elit. Partia wielkomiejskich uprzywilejowanych. Partia ludzi, którzy żyją w innej rzeczywistości niż reszta kraju i nie mają pojęcia o problemach przeciętnego Kowalskiego. Skandal ten trafia też idealnie w ludzkie emocje.

Reklama
Reklama

Każdy rozumie, czym jest SOR. Każdy wie, co znaczy czekać cztery, pięć albo sześć godzin na przyjęcie. Każdy zna frustrację siedzenia na plastikowym krześle, z bólem, gorączką albo strachem, patrząc na przesuwający się powoli numer w kolejce.

I nagle okazuje się, że obok istnieje inna rzeczywistość. Ta dla uprzywilejowanych. I że o tym wszystkim, wbrew zapewnieniom, wiedział prezydent miasta, którego sami wybrali.

Dodatkowym problemem dla Rafała Trzaskowskiego jest to, że cała ta sytuacja wypłynęła świeżo po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego w krakowskim referendum. Przemysław Czarnek po tamtym głosowaniu mówił: „to jest początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę i zakończy się odejściem samego Tuska.” A tę falę napędziło same KO.  Nie szedłbym jednak w rozważaniach aż tak daleko, jak kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera. Małe są szanse, aby fala ta zmiotła z politycznej szachownicy samego Donalda Tuska. Na pewno jednak zbije jakąś mocniejszą figurę Koalicji Obywatelskiej. I to przez pionka (radnego), którego do niedawna jeszcze nikt nie znał.

Reklama
Reklama

Czy to będzie sam Rafał Trzaskowski? Nie wiem, Warszawa jest specyficznym miejscem, gdzie KO ma od lat niepodzielną większość. Tylko raz przeprowadzono tutaj referendum odwoławcze. W 2013 r. dotyczyło ono Hanny Gronkiewicz-Waltz. Referendum faktycznie się odbyło, a 94,86 proc. głosujących poparło odwołanie prezydent, jednak głosowanie okazało się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji. Tutaj podobnie mogłoby się to zakończyć w przypadku Rafała Trzaskowskiego. Niemniej politycznie będzie on w jeszcze większym odwrocie niż po zeszłorocznych wyborach prezydenckich.

To, co się stało jest „nie do obrony”. I tak, czuję „totalne wkur....ie” i będę je czuł za każdym razem, czekając kilka godzin w kolejce na SOR.

Źródło: Zero.pl