– Ustawę kominową dla lekarzy można zrobić, ale trzeba to mądrze ustawić, bo później pójdziemy w taki moment, że ci lekarze albo przestaną świadczyć pracę, gdzieś wyjadą, albo na przykład nie będzie można znaleźć rzeczywiście dobrego specjalisty, który chciałby pracować w publicznej ochronie zdrowia – mówił w Godzinie Zero Szymon Hołownia. Jednocześnie polityk przyznał, że zarobki Dawida Kacprzyka, lekarza ze Szpitala Południowego, którego historię opisało Zero.pl, były „rzeczywiście szokujące”.

- Sprawa saloniku dla VIP-ów w Szpitalu Południowym to w ocenie Szymona Hołowni historia o zabarwieniu partyjnym. Nie był to altruistyczny czyn na wzór doktora Judyma. Według Hołowni mogło tu chodzić o budowanie wpływów politycznych i wspinanie się w strukturach jednej partii.
- Rozmówca Roberta Mazurka w Godzinie Zero przyznał, że nie wie, czy afera w warszawskiej placówce „rozejdzie się po kościach”. Przyznał, że przez siedem lat w polityce wielokrotnie widział sprawy uznawane za przełomowe. Ostatecznie ich następstwa i zainteresowanie opinii publicznej trwały zaledwie tydzień.
- Były marszałek Sejmu podejmie decyzję o swojej politycznej przyszłości po wakacjach.
Zaskakujący ruch Kacprzyka. Prawnik: W takim przypadku grozi do 20 lat więzienia
Pytany przez Roberta Mazurka, czy chodzi do lekarza bez kolejki, Hołownia zaprzeczył.
– Korzystam z miksu usług NFZ-wskich i prywatnych – dodał i wyjaśnił, że z takich udogodnień korzystał jedynie w czasie, gdy był marszałkiem Sejmu. Ale to umożliwiały mu specjalne przepisy.
Mówiąc o sprawie Dawida Kacprzaka i działaniu SOR w Szpitalu Południowym pod jego kierownictwem, polityk zaznaczył, że to, co zwłaszcza oburza w tej sprawie to „pewnego rodzaju instytucjonalizacja”.
– (Ustalenia portalu Zero.pl – przyp. red.) wskazują, że tutaj mieliśmy do czynienia z systemową historią o zabarwieniu czysto partyjnym. To znaczy, to nie było tak, że ten pan otworzył specjalny salonik VIP-owski, żeby niczym Robin Hood, hakując system, przyjmować wszystkich, którzy do niego zadzwonili, bo wtedy można by było powiedzieć, altruista, w pewnym sensie doktor Judym – mówił Hołownia.
– Jeżeli rzeczywiście tutaj szło to po linii partyjnej, a to oznacza, że mogło oznaczać też jakąś wewnątrzpartyjną korupcję – mówił polityk i dodał, że być może chodziło tutaj o „oczekiwanie jakiś wpływów, jakichś profitów partyjnych, politycznych”,
– Ja nie mówię, że tak było, tylko jeżeli to jest zamknięte w środowisku jednej partii, to ktoś może myśleć, że w ten sposób będzie zyskiwał wpływy w danym środowisku i piął się dalej – powiedział Hołownia.
Pytany przez Roberta Mazurka, czy afera z Dawidem Kacprzykiem i salonikiem dla VIP-ów „rozejdzie się po kościach”, odpowiedział: – Ja chyba jestem słabym prorokiem, bo mi się już wiele razy w ciągu tych siedmiu lat, jak jestem w polityce, wydawało, że oto mamy do czynienia z absolutnie przełomowym wydarzeniem, po którym świat się zacznie kręcić w drugą stronę. I ono trwało tydzień. Razem ze swoimi następstwami – mówił.
Ustawa kominowa dla lekarzy?
A co z systemowym ograniczeniem zarobków lekarzy?
– Można to zrobić. Tylko że to jest rozwiązanie w mojej ocenie o charakterze plastra, a nie o charakterze rzeczywiście zagojenia rany. (…) Nie ma takiego państwa w Europie, w którym młody lekarz, 28-letni, zarabiałby 400 tys. euro rocznie. (…) Rzeczywiście te zarobki są szokujące. To trzeba sobie powiedzieć. (…) Ustawę kominową dla lekarzy można zrobić, ale trzeba to mądrze ustawić, bo później pójdziemy w taki moment, że ci lekarze po prostu albo przestaną świadczyć pracę, gdzieś wyjadą, albo na przykład nie będzie można znaleźć rzeczywiście dobrego specjalisty, który chciałby pracować w publicznej ochronie zdrowia – powiedział Hołownia.
Hołownia odejdzie z polityki?
Robert Mazurek pytał także byłego marszałka Sejmu, czy myśli o odejściu z polityki.
– Decyzji jeszcze nie podjąłem. Podejmę ją po wakacjach, jak się zacznie ostatnie okrążenie przed kolejnymi wyborami – zaznaczył polityk.
A czy już dziś ma dość? – Oczywiście, że mam dość. Każdy normalny człowiek na moim miejscu miałby dość – podkreślił. Jednak w dalszej części rozmowy ocenił, że „jest jeszcze wiele obszarów odpowiedzialności w tym państwie, w których mogę się przydać. Nie wiem, czy przez półtora roku, czy dłużej”.
„Zapłaciłem dużą osobistą cenę”
Robert Mazurek przypomniał także słowa Hołowni: „Za ostatnich kilka miesięcy zapłaciłem dużą osobistą cenę”. – Co to było za cena? – zapytał dziennikarz.
– To była cena potwornego hejtu, który wylał się na mnie po zaprzysiężeniu Nawrockiego i po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim. Hejtu, który nie wiem, czy znajdzie pan wiele osób w polskim życiu publicznym w ostatnich miesiącach, które tego z taką skalą doświadczyły – mówił Hołownia.
– Ta fala zaczęła mnie kosztować moje zdrowie. Do tego stopnia, że musiałem podjąć leczenie. Musiałem się zacząć poważnie diagnozować. Musiałem się tak naprawdę wyłączyć z funkcjonowania. (…) I muszę powiedzieć, że to było bardzo trudne pół roku przede wszystkim dla moich bliskich, bo oni widzieli, co się ze mną dzieje. Moja żona dzisiaj, po tym wszystkim, co przeszedłem, mówi mi tak, jak pan, pukając się w głowę, czy w ogóle jeszcze mam jakieś plany związane z tym zajęciem. Bo to nie jest zajęcie, które daje mi życie. To jest zajęcie, które to życie potrafi w bezwzględny sposób odbierać – podkreślił polityk.