Reklama

Akumulator nie wytrzymał mrozów? Obędzie się bez prostownika. Jest metoda, która nie śniła się naszym dziadkom

Reklama

Wbrew obiegowej opinii w przypadku rozładowania akumulatora nikt nie jest skazany na dzwonienie po szwagra z kablami rozruchowymi. Choć „klasyczne” metody nadal są bardzo dobrym rozwiązaniem, można to załatwić inaczej. A my w Zero.pl z racji mrozów w całej Polsce, których nikt nie widział od lat, przypominamy, jak podładować akumulator, który nie daje oznak życia.

Rozładowany akumulator – jak go naładować?
Rozładowany akumulator – jak go naładować? (fot. Shutterstock)
  • Długotrwały postój na mrozie może spowodować rozładowanie akumulatora.
  • Rozładowany akumulator w skrajnych przypadkach może nadawać się tylko do wymiany, ale jest szansa, że da się go naładować.
  • Oto przegląd metod, dzięki którym można uratować rozładowany akumulator.

Reklama

Nie ukrywam, że do napisania tego krótkiego przeglądu zainspirował mnie mój kolega z branży, który w weekend ukatrupił – a raczej odkrył, że to zrobił – akumulator w swoim prywatnym aucie.

Historia jak wiele innych tego typu. Na co dzień jeździ samochodami prasowymi (czyt. testuje je), a jego prywatny samochód stoi pod chmurką, ponieważ na swoim osiedlu ma tylko jedno dostępne miejsce w hali garażowej.

A że w Warszawie w ostatnich dniach mamy nocą nawet poniżej 20 st. C, akumulator w jego aucie się poddał. O czym dowiedziałem się zresztą myjąc zęby o dwudziestej trzeciej, kiedy na Messengerze zobaczyłem błagalne pytanie. Wiecie, o kable, o prostownik, o cokolwiek. Szewc w dziurawych butach chodzi. Akurat mówię o koledze, nie o sobie.


Reklama

Co więc zrobić, jak rozładujemy akumulator w aucie?


Reklama

  1. Kable rozruchowe

Najpopularniejsza i najbardziej znana metoda. Nie trzeba chyba nikomu tego tłumaczyć, bo to kompletne podstawy użytkowania samochodu spalinowego, ale dla przypomnienia: najpierw gasimy oba auta, i dawcę prądu, i biorcę. Potem podpinamy czerwony kabel – plus do plusa, od dawcy do biorcy. Dalej podpinamy czarny kabel – minus – do masy akumulatora w samochodzie biorcy.

Odpalamy silnik w aucie dawcy i ładujemy akumulator. Kiedy samochód, który potrzebował pomocy, ożyje, kable odpinamy w odwrotnej kolejności.


Reklama

Tyle teoria, ale taka z zakresu obsługi aut redakcyjnego kolegi Złomnika, a w praktyce mamy systemy start-stop, układy hybrydowe itd. Dlatego przed użyciem kabli najlepiej dokładnie przestudiować instrukcję, aby nie doprowadzić do zwarcia. Ale na przykład hybrydy Toyoty z kabli odpala się dość łatwo, bo nie wymagają dużego prądu rozruchowego.


Reklama

I ważna sprawa: zainwestuj w porządne kable, a nie najtańsze z dyskontu. Te najtańsze często nie są wykonane z miedzi, tylko z aluminium. Dodatkowo mogą mieć za niski amperaż, żeby obsłużyć zwłaszcza silniki Diesla. A to może skończyć się przegrzaniem, nadtopieniem klem, zwarciem czy nawet pożarem.

2. Weź akumulator do domu na noc

Tak po prostu, serio. To nie miejsce na wykład z fizyki, ale akumulator, który złapie temperaturę, może ożyć. W największym skrócie: elektrolit staje się mniej gęsty, rezystancja spada, a to pozwala na łatwiejszy przepływ prądu.

Wady? To nie jest ładowanie akumulatora, tylko oszukiwanie samego siebie (i auta). Jeśli samochód zapali po takim manewrze, i tak przejedź się nim kilkadziesiąt kilometrów, żeby go podładować.


Reklama

3. Prostownik

Tak naprawdę jak już wyciągnąłeś/aś ten akumulator spod maski w punkcie drugim, to najlepiej będzie go po prostu w domu naładować prostownikiem.


Reklama

Zasada działania jest całkiem podobna do używania kabli rozruchowych. Czyli czerwony kabel podpinamy do plusa, a czarny do minusa. I dopiero wtedy podłączamy prostownik do prądu.

Czas ładowania akumulatora zależy od – niespodzianka – jego pojemności, stopnia rozładowania oraz mocy ładowania. Ale generalnie raczej potrwa to całą noc.

4. Booster

Ja nazywam takie urządzenia powerbankami, bo bawi mnie sama myśl, że ładuję stary samochód jak smartfona. 


Reklama

Booster rozruchowy to przenośne źródło energii, które w zasadzie działa podobnie jak kable rozruchowe czy prostownik. Tylko w tym wypadku nie musimy mieć pod ręką drugiego auta (w przypadku kabli) czy gniazdka z prądem (prostownik). No i nie musimy wyciągać akumulatora z samochodu.


Reklama

Czyli znowu: plus do plusa, a minus do masy. Zaraz po podłączeniu i włączeniu boostera samochód powinien już odpalić, ponieważ urządzenie rozruchowe – tak fachowo się je nazywa – podaje prąd o dużym natężeniu. Po uruchomieniu auta odpinamy kable w odwrotnej kolejności.

Co ciekawe, wiele boosterów naprawdę działa jak powerbanki. Mają choćby wejścia USB, dzięki którym można naładować… smartfona. I odwrotnie – bardzo często można go naładować od najzwyklejszej zapalniczki samochodowej.

5. Na „pych”/„popych”

Szczerze – nie rób tego. Po pierwsze: działa tylko w benzyniakach z manualną skrzynią biegów. Odpadają wszystkie hybrydy, automaty, diesle itp itd. Po drugie: łatwo o uszkodzenie silnika i jego osprzętu.


Reklama

Po trzecie: jeśli akumulator wyładował ci się na mrozie, pewnie i tak się nie uda. 


Reklama

Ale w każdym razie: aby odpalić auto na „popych”, należy wrzucić bieg na tzw. luz i włączyć zapłon. Teraz potrzebna jest pomoc kogoś, kto zacznie pchać samochód, aż ten nabierze odpowiedniej prędkości.

Dalej kierowca musi nacisnąć sprzęgło, wrzucić drugi bieg, a następnie puścić sprzęgło. Jeśli auto odpali, można dodać gazu i ponownie wcisnąć sprzęgło, aby wrzucić na luz. Silnik powinien dalej pracować. Niemniej jednak odpalanie na „pych” jako metoda z czasów PRL powinna być stosowana raczej przy samochodach, których nam nie żal. 

 


Reklama