
Nowy film Sachy Barona Cohena jeszcze nie trafił na ekrany, a już stał się celem międzynarodowej kampanii. Organizacja NewsCord apeluje do właścicieli kin, by w ogóle nie wyświetlali „Ali G: Who Iz I?”. Krytycy twierdzą, że słynna postać jest rasistowską karykaturą i utrwala szkodliwe stereotypy. Organizatorzy akcji przekonują, że wysłano już ponad 37 tys. wiadomości do sieci kin na całym świecie.
- Aktywiści rozpoczęli kampanię, w której apelują do kin, by nie wyświetlały nowego filmu o Ali G.
- Przeciwnicy produkcji zarzucają, że postać utrwala rasowe i kulturowe stereotypy.
Obrońcy komika odpowiadają, że Ali G od początku był satyrą na białego pozerа, a nie parodią czarnoskórych. - Spór wybuchł jeszcze przed premierą, a aktywiści twierdzą, że wysłali już dziesiątki tysięcy wiadomości do kin.
- Sacha Baron Coen, który wciela się w postać Ali G w swoim stylu skomentował protesty aktywistów.
Powrót Sachy Barona Cohena jako Ali G miał być jednym z najbardziej zaskakujących wydarzeń filmowych tej jesieni. Postać, która przyniosła brytyjskiemu komikowi światową popularność, przez lata praktycznie zniknęła z ekranów. Teraz ma wrócić w filmie „Ali G: Who Iz I?”, którego premiera została zaplanowana na 23 października.
Oscary: skandale, wpadki i żarty, które zapamiętał świat
Zanim jednak widzowie zobaczą produkcję, wokół filmu rozpętała się polityczno-kulturowa awantura. Brytyjska organizacja NewsCord rozpoczęła kampanię skierowaną bezpośrednio do właścicieli kin. Jej uczestnicy mogą wysyłać przygotowane wiadomości do sieci kin w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Europie i na Bliskim Wschodzie, apelując o niewprowadzanie filmu na ekrany. Według najnowszych informacji liczba takich wiadomości przekroczyła 37 tys.
Zarzut: rasistowska karykatura
W centrum sporu znalazła się sama postać Ali G. Bohater grany przez Barona Cohena to biały Brytyjczyk z przedmieść, który stylizuje się na przedstawiciela kultury hip-hopowej i posługuje się przerysowanym językiem. W nowym filmie znów pojawia się m.in. w charakterystycznych sztucznych dredach, dużych okularach i rastafariańskiej czapce.
Zdaniem przeciwników filmu problem nie polega jednak wyłącznie na kostiumie. NewsCord twierdzi, że postać od początku wykorzystywała stereotypowe wyobrażenia o czarnoskórych Brytyjczykach i kulturze jamajskiej. Organizacja przypomina, że Ali G był krytykowany już ponad dwie dekady temu, a część czarnoskórych brytyjskich komików określała tę postać jako „alibi dla rasizmu”.
W najnowszej kampanii aktywiści argumentują, że w przypadku Ali G żart może być skierowany pozornie przeciwko samemu bohaterowi, ale jednocześnie opiera się na uproszczonym obrazie społeczności, którą naśladuje. Według NewsCord postać przedstawia kulturę jamajską i czarnoskórą kulturę brytyjską poprzez zestaw najbardziej prymitywnych stereotypów.
„To satyra” kontra „to już nie działa”
Obrońcy Barona Cohena od lat przekonują, że Ali G nie jest parodią czarnoskórych czy Jamajczyków, lecz białego pozerа, który próbuje naśladować kulturę, której nie rozumie. W tym ujęciu przedmiotem satyry ma być właśnie jego ignorancja i absurdalne wyobrażenie o tym, kim chce być.
Sam Baron Cohen najwyraźniej spodziewał się, że powrót postaci wywoła reakcję. Przy promocji filmu żartował, że w czasach, gdy karierę komika może zakończyć jeden politycznie niepoprawny żart, postanowił „zagrać bezpiecznie” i przywrócić Alego G.
Ricky Gervais. Nie ma Nieba ani Piekła. Jest tylko komedia
Nowy film ma mieć formę mockumentu, czyli fikcyjnego dokumentu. Kamera śledzi Ali G, który próbuje wrócić do kariery i odzyskać dawną popularność. Produkcja będzie jednocześnie pełnometrażowym debiutem reżyserskim Barona Cohena.
Zobacz również:
Sukces aktywistów?
Wokół tej kwestii pojawiło się jednak sporo zamieszania. Część mediów podała, że brytyjska sieć Picturehouse Cinemas zrezygnowała z wyświetlania filmu pod wpływem kampanii. Sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna.
Sieć miała poinformować, że obecnie nie planuje pokazywać filmu po premierze. Nie potwierdziła jednak, by była to decyzja podjęta w wyniku nacisków aktywistów. Późniejsze informacje wskazywały, że NewsCord zbyt szybko uznał tę odpowiedź za zwycięstwo kampanii.

