Ciesz się życiem tu i teraz, bo to jedyna rzeczywistość, której możesz być pewny. A umieranie? Stanowi tylko część absurdu naszego istnienia. Dlatego jest najśmieszniejsze ze wszystkich rzeczy, jakie nam towarzyszą. Ricky Gervais z takim podejściem na pewno nie zostanie idolem osób wierzących, ale wątpliwe, by o to zabiegał.

Patrząc na twórczość Brytyjczyka, można odnieść nieodparte wrażenie, że za wielkie szczęście uznał sam fakt pojawienia się na tym świecie. Szczególnie uwzględniając warunki startowe: gdy jako mały chłopiec spytał mamy, dlaczego rodzeństwo jest od niego dużo starsze, usłyszał w odpowiedzi: „ponieważ jesteś wpadką”.
– Możesz sam się nie śmiać, ale nie wolno ci zakazać śmiać się innym – powtarza komik, który w ciągu ostatnich lat zarobił na swoich różnych aktywnościach, nie tylko żartach z otaczającej nas rzeczywistości – pisaniu, graniu i stand-upie – miliony funtów. No i na reklamie własnego alkoholu, oczywiście.

Ricky Gervais. (fot. Armando Gallo / Newspix)
Trunek o nazwie Dutch Barn Orchard Vodka zasłynął z kontrowersyjnych billboardów, do których zresztą Ricky dorobił niezłą historyjkę – często powtarzał, że tak bulwersowały opinię publiczną, iż w końcu zakazano ich wieszania w londyńskim metrze.
W istocie wcale tak nie było, ale najbardziej liczyły się rozgłos, a kiedy Ricky pisze coś na Instagramie, czyta to pięć mln ludzi. Sprzedaż także jest ważna. Bo Gervais lubi forsę niemal tak samo jak mocne żarty.
Billboardy były tego żywym dowodem. Faktycznie ociekały czarnym humorem. Ricky we własnej osobie, siedzący ze szklanką wódki i różne wersje copy. A to o tym, żebyś w Londynie nie zapomniał o kamizelce ratującej przed dźgnięciem nożem. Lub o tym, że „jeśli nie lubisz psów, to możesz się pierd…”. I wreszcie ta najbardziej hardkorowa: „Nie skacz (z peronu metra). Przez ciebie wszyscy spóźnią się do pracy, ty samolubny kut…”.
Escobar, El Chapo i inni. Dlaczego sztuka romantyzuje narkobiznes?
Choć wielu wciąż uważa go za everymana, dawno przestał nim być. I nie zmieni tego nawet nabijanie się ze swojego statusu społecznego i materialnego. Bo Ricky wiedzie dzisiaj życie w bogatym sąsiedztwie, gdzie ludzie mają zdecydowanie więcej sypialni niż potrzebują, a twoje nerwy wystawiane są na próbę przez tak zaawansowane problemy pierwszego świata jak dmuchawy do liści, których między jedną partią tenisa a drugą komik szczerze nienawidzi, co wyznał w podcaście… piłkarskim „Stick to Football” legendzie Manchesteru United, Royowi Keanowi. Irlandczyk nie trawi większości ludzi i rzeczy, więc przytaknął ze zrozumieniem.
Kiedy jako prowadzący Złote Globy Gervais bez wahania roastował ze sceny największe gwiazdy światowego kina, między innymi zarzucając im relacje z Jeffreyem Epsteinem, zgromadzeni na sali i ludzie oglądający transmisję w TV nie mogli uwierzyć w to, że jakiś facet o wyglądzie grubawego bywalca pubu w Reading, gdzie zresztą przyszedł (podobnie jak Kate Winslet) na świat, pozwala sobie na takie odzywki. Ale dla Ricky’ego Leonardo Di Caprio czy Al Pacino są takimi samymi ludźmi jak kierowca autobusu numer 89 John Smith. I właśnie to czyni go ulubieńcem publiczności.
After Life
Nie wierzy w Boga, nie pozwala nikomu ingerować we własne scenariusze, nie uważa też, że komicy mają prawo kogokolwiek moralizować, a już na pewno udawać, że wiedzą lepiej od innych na czym polega prawdziwe życie. Mają natomiast wyśmiewać i piętnować, głównie głupotę, a jeśli ktoś się obrazi, to są tylko jego emocje, nie żaden argument w dyskusji.
Od razu przypomina się najsłynniejszy chyba cytat z Ricky’ego, wypowiedziany przezeń, kiedy parę lat temu miał okazję po raz kolejny prowadzić ceremonię rozdania Złotych Globów: „Jeśli dziś wieczorem zdobędziecie jakąś nagrodę, nie wykorzystujcie jej jako platformy do wygłaszania politycznych przemówień. Nie macie żadnych podstaw, żeby pouczać opinię publiczną w jakiejkolwiek sprawie. Nie macie pojęcia o prawdziwym świecie. Większość z was spędziła w szkole mniej czasu niż Greta Thunberg.
Komik nie powinien być miły – przeciwnie: aura, jaką roztacza wokół siebie, wypowiadane przez niego żarty, to przede wszystkim szczerość. A szczerość, wiemy o tym doskonale z codziennego życia, bywa niekiedy bardzo bolesna. – Komedia nie jest formą terapii – twierdzi Ricky. – Gdy masz zamiar poczuć się lepiej, nie przychodź na stand-up – odradza stanowczo.
Jeśli przyjmiemy jego założenie dotyczące samej komedii jako przestrzeni, w której widz wychodzi ze strefy komfortu, to Ricky Gervais w ogóle rzadko w tej przestrzeni bywa.
Uwielbia powtarzać frazę: „To, że poczułeś się obrażony, nie znaczy, że masz rację”. Nic nie oddaje lepiej całej filozofii Gervaisa niż właśnie ta jedna sentencja. Anglik uważa bowiem, że twoje emocje i uczucia podczas słuchania konkretnych żartów, to jedno, natomiast one nie są w stanie unieważnić sensu wypowiedzi. – Kultura obrażania się to substytut myślenia – rzucił kiedyś, próbując dać do zrozumienia, że nadąsanie się nie rodzi żadnej debaty, jest jedynie gwałtowną reakcją nadąsanego.
Jest piekielnie inteligentny. I chyba tej swojej inteligencji, wrażliwości (a jednak), nie pokazał nigdzie tak wspaniale jak w serialu „After Life”. Kilka lat temu skradł serca widzów trzysezonową opowieścią o zgorzkniałym facecie, który nie może pozbierać się po śmierci ukochanej żony. Pracuje w lokalnej gazecie w malutkiej mieścinie i każdy dzień jego egzystencji składa się z noszenia ciężkiego pancerza przed otaczającym go światem.
Gervais napisał, wyreżyserował, wyprodukował i zagrał główną rolę w serialu, który widzowie z całego świata mogli obejrzeć na platformie Netflix i razem z bohaterem, Tonym Johnsonem, udać się na przejażdżkę emocjonalnym rollercoasterem. Ricky stworzył postać piekielnie prawdziwą – zmagającą się z bólem po stracie, szukającą sensu życia, a wszystko to wsadził do słoika z zalewą brytyjskiego humoru, co czyni produkcję małym arcydziełem.
Serial polaryzował. Krytycy uważali, że operuje na niskich instynktach, taniej emocji, brak mu charakterystycznej dla Ricky’ego wyrazistości i za mocno zanurza się w sentymentalizmie, ale widownia była zupełnie innego zdania. Dostrzegła w mieszkańcach fikcyjnego Tambury swoje odbicie lustrzane. Pokochała tych pokiereszowanych przez los ludzi, rzuconych w wir zabijających ich dzień po dniu nudy. A najbardziej polubiła Tony’ego Johnsona, który skrzętnie przypominał o tym znoju życia na angielskiej prowincji otaczającej go bandzie nieudaczników.
Okazało się nagle, że Gervais nie musi karmić widowni punchami, twistami, a zamiast tego daje sobie prawo do snucia egzystencjalnej opowieści (genialne rozmowy na cmentarnej ławeczce) i pokazuje swoją wielką dojrzałość jako twórca.
– Ten serial pozwolił mi wypowiedzieć zdania, których bałbym się w prawdziwym życiu – nie ma chyba lepszej reklamy niż to zdanie autora i odtwórcy głównej roli po skończonych zdjęciach.
Humor jako forma przetrwania
Fenomen Gervaisa w dużym stopniu polega na tym, że nie mówi nam, jak mamy żyć. Jest natomiast znakomitym obserwatorem. Nie moralizuje. – Nie zmieniam świata – wzrusza ramionami. – Ja tylko opisuję rzeczywistość.
Michel Houellebecq. Francuski skandalista kończy 70 lat
W ostatnim stand-upie, „Mortality”, który spotkał się z mieszanym odbiorem krytyki (jak niemal wszystko co robi Ricky), opowiada m.in. o tym, jak bardzo ucieszyłaby go katastrofa samolotu w chwili, gdy siedząca obok niego w biznesklasie kobieta stuka w klawiaturę laptopa, uderzając w nią jednocześnie bransoletami i nie pozwala mu się relaksować drinkiem podczas lotu („Wykorzystałbym tych kilka sekund podczas spadania, by powiedzieć jej: bardzo ci tak, ku…, dobrze”).
Humor jest dla niego formą przetrwania. Ucieczką przed nieuchronnością przemijania. Życie zaś to tylko jednorazowy seans, a religia – ckliwa historyjka, wymyślona po to, by uspokoić człowieka, uchronić go przed permanentną paniką. „Życie mnie zabija, zanim zabije mnie czas” – mówi ze śmiechem.
Nie ma zatem Nieba. Ani Piekła. Ani Boga. Są tylko fałszywe obietnice. A jedyna strategia przetrwania to komedia. Śmierć sama w sobie może stać się przedmiotem fascynacji i to właśnie ona czyni nasze codzienne zmagania zabawnymi, dlatego że nadaje im formę absurdalnego wydarzenia.
– Ludzie wcale nie chcą iść do nieba. Oni po prostu nie chcą umrzeć – przekonuje. I stara się, by jego ateizm nie był nachalną formą buntu przeciwko wierze innych. Uważa, że nikt nie jest w stanie przekonać go w logiczny sposób, przedstawić dowodów na istnienie życia po śmierci. Podkreśla zresztą, że nie śmieje się z ludzi tylko z idei, zjawiska. Bez względu na to, czy mowa o religii, chorobie, śmierci, czy ruchu społecznym.
Historia Toniego Servilla. Co warto o nim wiedzieć?
Ricky Gervais z chirurgiczną precyzją pochyla się nad ludzkimi ułomnościami, najczęściej nad głupotą. Uwielbia dworować sobie z wpisów obrażających go w mediach społecznościowych i bezustannie podkreśla, że to nie sociale stworzyły ignorancję – dały jej tylko zasięg. – Każdy ma dziś głos. Ale nie każdy ma coś do powiedzenia – zaznacza i trudno uznać to za przełomowe odkrycie.
Ciekawe jest natomiast to, że Gervais nie gardzi istotami pozbawionymi walorów intelektualnych, on jest nimi autentycznie zafascynowany. – Kocham głupców, bo to oni czynią nasze życie interesującym – wyznał w jednym z wywiadów.
Żart przed pogrzebem
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ludzie pokochali Gervaisa nie tylko za bezkompromisowość, lecz także w dużej mierze za drogę, jaką przebył. Ricky nigdy nie krył, że nie była usłana różami, a wszystko co dziś ma, zawdzięcza po prostu... byciu gotowym. Ładnie to zresztą kiedyś ujął: „Szczęście jest wtedy, gdy przygotowanie napotyka okazję”. Cytat wart wyrycia na szkolnej ławce.
– Nie ma większego sensu życia poza tym, który sami mu nadamy – uważa. „Nie ma” to jego swoisty manifest. Nie ma granic żartu. Nie ma ma poczucia humoru dla każdego. Nie ma jednej recepty na sukces. Nie ma życia innego niż to, którym żyjemy. Nie ma „komitetów moralnych” humoru.
Nicolas Cage jako Spider-Man w nowym serialu Amazon Prime. Nikt nie prosił. Każdy zasługiwał
Ricky Gervais musiał zostać komikiem. Od dziecka karmiony był brytyjskim poczuciem humoru i jako najmłodszemu z rodzeństwa ten humor służył mu za pancerz ochronny. Jego starszy brat, Bob, szybko zresztą przedstawił mu wizję świata daleką od dziecięcych wyobrażeń, co sprawiło, że ośmioletni Ricky oznajmił matce: „Boga nie ma”.
– Poczucie humoru w mojej rodzinie było ekstremalne – wspominał po latach, czego najlepszym dowodem jest pogrzeb mamy, Evy Sophii, która w wieku 74 lat zmarła na raka.
W wywiadzie dla radia BBC Gervais mówił, że kiedy nadszedł dzień ostatniego pożegnania, on i Bob zaśmiewali się do rozpuku. Niewykluczone, że był to ich sposób na poradzenie sobie ze stratą. W każdym razie Ricky dostrzegł, że ten trik doskonale działa.
Przed samym pogrzebem miejscowy wikary zapytał braci, co matka lubiła. Chciał wpleść coś do mowy pożegnalnej. Bob rzucił: – Była straszną rasistką!
Wikary się obruszył. – Nie mogę powiedzieć takich rzeczy – oznajmił, na co brat Ricky’ego, wyraźnie zawiedziony, zripostował: – A, to trudno, proszę w takim razie powiedzieć, że lubiła ogrodnictwo...
Miłość do zwierząt
Czego ten Ricky w życiu nie robił. Właściwie jedno się nie zmieniało – jego związek z Jane Fallon, który trwa od 1982 r. A to pracował jako ogrodnik, chciał być biologiem, by nagle zapragnąć studiować filozofię, co zresztą uczynił.
Trudno określić, jak bardzo młodość wpłynęła na późniejszą twórczość komika, ale w latach 80. zaczął się wyraźny skręt w kierunku rozrywki – najpierw muzycznej, a potem filmowej. Ricky śpiewał w zespole popowym Seona Dancing (na Filipinach, nie pytajcie, do cholery, dlaczego, ludzie szaleli przy kawałku „More to Lose”). Gervais wyglądał jak mieszanka Davida Bowie, Davida Gahana i wokalisty The Cure Roberta Smitha. Swojego wyglądu i wokalu z tamtych lat wstydzi się do teraz.
Oczywiście największy sukces i sławę przyniósł mu serial „The Office”, ale do komedii ciągnęło go wtedy, gdy zajmował się interesami grupy muzycznej Suede i wówczas, gdy wcielał się w rolę prowokatora w programie „The 11 O’Clock Show” na Channel 4.
Kreatywność, pracowitość i uparte dążenie do sukcesu przez dekady cechowały Gervaisa, który zdobył aż siedem nagród BAFTA, pięć British Comedy Awards, dwie Emmy i pięć Złotych Globów. W 2010 r. znalazł się na liście Time 100 najbardziej wpływowych ludzi świata.
Ten wpływ wciąż jest duży. Zagorzali fani Gervaisa momentalnie wykupują bilety na jego trasy, a tworzone przez niego seriale cieszą się popularnością liczoną w setkach milionów widzów. On zaś chętnie dzieli się częścią pieniędzy. Ze zwierzętami.
Jaki zegarek wybrać? Walka między Rolexem a smartwatchem
Stara się ocalić jak najwięcej tych z terenów objętych konfliktami zbrojnymi. – Jeśli możesz uratować choć jedno zwierzę, masz moralny obowiązek to zrobić – powtarza.
Otwarcie wspiera kampanie przeciw testom na zwierzętach, przemysłowej hodowli, polowaniom i cyrkom z udziałem zwierząt.
– Nie potrzebujemy wykorzystywać zwierząt, żeby być ludźmi – zauważa.
Regularnie piętnuje polityków, krytykuje celebrytów biorących udział w polowaniach, lobbuje za zakazem importu trofeów do Wielkiej Brytanii. Zabijanie dla zabawy traktuje jak definicję słabości.
Od wielu lat nie je mięsa i produktów odzwierzęcych. Swój weganizm wyjaśnił krótko: – Nie jem niczego, co miało matkę.
Uważa, że lepiej ufać zwierzętom niż ludziom i przekazuje rok w rok sześciocyfrowe kwoty na kolejne organizacje niosące pomoc futrzakom. Ten aktywizm to jedna z nielicznych rzeczy, jakie Ricky Gervais traktuje w życiu serio.
Kocha psy. – Nie dbają o to, czy jesteś sławny i bogaty. Wystarczy być dla nich miłym, a pokochają cię na zawsze miłością bezwarunkową – mówi.
Twierdzi, że psy potrafią uratować ludzkie istnienie i nie chodzi mu tylko o psy-ratowników. Po emisji „After Life”, w której u jego boku pojawił się owczarek niemiecki Anti, pracujący wcześniej na planach z Tomem Cruisem czy George’m Clooneyem, Ricky otrzymał mnóstwo wiadomości od osób, które – tak jak grany przez niego bohater – nie potrafiły sobie poradzić ze stratą kogoś bliskiego i pomagał im w tym pies.
Kiedy Anti odeszła w wieku trzynastu lat, Ricky wyznał: „Cieszę się, że setki razy powiedziałem jej, jak dobrą była dziewczynką”.
Nienawidzi natomiast polityków. – W erze internetu, mediów społecznościowych i polityki, gdzie kłamstwa są tak powszechne, dochodzi do tego, że ludzie zaprzeczają rzeczom, które widać na nagraniach. A potem są tacy, których prawda w ogóle nie obchodzi. Wspierają ludzi, którzy dopuścili się potwornych czynów, tylko dlatego, że nie chcą dać satysfakcji tej drugiej stronie – powiedział w jednym z wywiadów.
On i Jane większość czasu spędzają w domu Hampstead, razem z adoptowanymi kotami. Nie pobrali się przez te wszystkie lata, choć tłumaczenie Ricky’ego, że „nie ma sensu urządzać ceremonii przed obliczem Boga, skoro Boga nie ma”, akurat nie przekonuje. Istnieją wszak śluby, których nie bierze się w kościele. Nie mają też dzieci. – Na świecie i tak jest ich już za dużo – podsumował kiedyś komik.
Walc „Melanii”: Trump, Jackson, Bezos i prawdziwi Amerykanie
W kwietniu skończy 65 lat. To oczywiście kolejny powód do żartów. – Każdego dnia jestem bliżej śmierci niż kiedykolwiek wcześniej – żartuje w „Mortality” i dodaje, jakby pocieszał całą ludzkość: „Życie nie ma sensu życia. Ale to nie znaczy, że jest ono bezsensowne”. Wątpliwe, by ktoś poczuł się od tego lepiej.
