Reklama

Oscary: skandale, wpadki i żarty, które zapamiętał świat

Reklama
TYLKO NA

Marzenia się spełniły, zdobyłaś Oscara! Niestety, podczas uroczystości nie możesz siedzieć z pozostałymi gośćmi, bo tak się składa, że masz czarny kolor skóry, a hotel, w którym odbywa się ceremonia, prowadzi akurat segregację rasową. Taka sytuacja spotkała w 1940 roku Hattie McDaniel, czyli legendarną Mammy z „Przeminęło z Wiatrem”, zdobywczynię lauru dla najlepszej aktorki drugoplanowej.

Oskary 2022 - ceremonia
Aktor Will Smith uderzył komika Chrisa Rocka w twarz na scenie podczas 94. ceremonii rozdania Oscarów w Dolby Theatre w Hollywood w Kalifornii 27 marca 2022 r. (fot. ROBYN BECK / East News)

Naturalnie nie jest to jedyna mocna historia związana z tą znaną nagrodą. W tym tekście przedstawimy kilka z nich. Będzie i smutno, i śmiesznie, dlatego w przeddzień kolejnej ceremonii rozdania Oscarów polecamy Wam tę lekturę. Czytajcie, nawet jeśli gardzicie tym eventem, uważając go za zlot obrzydliwie bogatego, uprzywilejowanego i zdeprawowanego środowiska ludzi. Albo właśnie dlatego.


Reklama

Brando odmówił przyjęcia Oscara

Marlon Brando był za młodu obiektem westchnień milionów pań, rozkochanych w jego przenikliwym spojrzeniu. Później, w dojrzalszym wieku, stał się także idolem mężczyzn, zachwyconych jego niesamowitym vibem szefa w „Ojcu chrzestnym”. Za tę rolę Amerykanin dostał oczywiście w 1973 roku statuetkę, co wszak nie może dziwić – wielu uważa, że to jeden z najznakomitszych obrazów w historii.

Pardon, trochę się z tym dostał zapędziłem – miał dostać. Brando odmówił bowiem przyjęcia Oscara. Nie pofatygował się nawet na event, żeby powiedzieć Akademii „nie” z poziomu sceny. W zamian wysłał na nią niejaką Sacheen Littlefeather. Była to aktorka i aktywistka, która w imieniu Marlona sprzeciwiła się złemu traktowaniu rdzennych Amerykanów w Hollywood. Po tym wystąpieniu sytuacja się nie poprawiła – przynajmniej w jej przypadku.


Reklama

Littlefeather przez lata była pomijana przy obsadzaniu jakichkolwiek ról, mimo że ponoć miała spory talent. Sytuacja była na tyle zła, że… musiała się przebranżowić i ostatecznie zaczęła pracować w hospicjach. 


Reklama

Po pół wieku została zrehabilitowana – Akademia Filmowa przeprosiła ją w otwartym liście, w którym możemy przeczytać m.in., że „nadużycia, których doświadczyła Pani z powodu tego wydarzenia, były nieuzasadnione i bezpodstawne. Obciążenie emocjonalne, którego Pani doznała, oraz koszt, jakim była Pani kariera w naszej branży, są nie do naprawienia”.

Ciekawe, że Brando wcale nie był w kwestii nieprzyjmowania Oscara prekursorem! To miano należy się George’owi C. Scottowi, którego trzy lata wcześniej doceniono za rolę generała Pattona w filmie o takim właśnie tytule.

Scott za to odmówił nawet nominacji

Artysta do tego stopnia nie znosił tej prestiżowej nagrody, że wcześniej… wystosował telegram do  Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, w którym odmówił nawet przyjęcia nominacji. Prośba nie została wysłuchana, a kiedy Goldie Hawn otworzyła kopertę i zobaczyła, kto wygrał, zszokowana rzuciła tylko do mikrofonu: 


Reklama

- Och, mój Boże, zwycięzcą jest George C. Scott!


Reklama

W tym czasie Amerykanin ponoć… oglądał mecz hokeja z rodziną, a samą ceremonię nazwał potem „dwugodzinną paradą mięsną”.

No dobrze, ale skąd ta nienawiść do Oscarów? Czy miał do nich traumę, bo np. ktoś przetrzepał mu tyłek statuetką zamiast rózgi, gdy był młodym chłopakiem? Nie, po prostu Scott uważał, że te nagrody nie są uczciwą oceną pracy aktorów. Mówił o tym latami, więc kiedy przyszło co do czego i sam ją otrzymał, uznał, że będzie konsekwentny.

15 lat, a wiele się nie zmieniło 

Z tą oceną aktorskiej pracy zgodziłaby się pewnie Hale Berry, choć jej chodziłoby o inny kontekst – rasowy. To pierwsza ciemnoskóra kobieta, która dostała Oscara za rolę pierwszoplanową – w 2002 roku, za wspaniały występ w „Monster’s Ball”. 


Reklama

Słowa, jakie wtedy wypowiedziała, przeszły do historii: 


Reklama

- Ten moment jest o wiele większy ode mnie. Jest dla każdej bezimiennej, niewidzialnej kobiety o innym kolorze skóry, która od dziś ma szansę, bo tej nocy te drzwi zostały otwarte.

No dobrze, ale w czym tkwi problem? Otóż półtorej dekady później, w 2016 roku, aktorka wyraziła publicznie spore rozczarowanie rozwojem sytuacji po tym, jak otrzymała statuetkę. Lub właściwie jego brakiem.

- Siedzieć tutaj prawie 15 lat później i wiedzieć, że żadna inna kobieta o innym kolorze skóry nie przeszła przez te drzwi – to jest bolesne.


Reklama

Nadałem temu tekstowi dosyć poważny sznyt, a przecież Oscary to jednak przede wszystkim rozrywka. Dlatego nieco zmieniamy klimat, przechodzimy z kina obyczajowego do komediowego.


Reklama

Wypadki chodzą po Oscarach

Tu pierwsze skrzypce gra wspaniała Jennifer Lawrence. W 2013 roku dostała nagrodę za najlepszą kobiecą rolę, w „Poradniku pozytywnego myślenia”. Niespodziewanie musiała zaprezentować je kilka chwil później, gdy… wstawała ze schodów, co obserwował cały świat. Aktorka szła bowiem na scenę w sukni z trenem o wielkości małego miasta i cóż, po prostu się potknęła.

- Wstaliście i bijecie mi brawo tylko dlatego, że mi głupio, prawda? - powiedziała tuż po tym mini-wypadku.


Reklama

Ten dystans do siebie, połączony z niesamowitym, naturalnym wdziękiem i powabem, sprawił, że fani pokochali ją jeszcze mocniej.


Reklama

Rok wcześniej show skradł Sacha Baron Cohen. Komik, który przed ceremonią odgrywał tytułową postać z filmu „Dyktator”, wziął ze sobą… urnę. Jednemu z reporterów tłumaczył, że zawiera ona prochy Kim Dzong Ila, który zawsze chciał się pojawić na tej gali! Następnie, niby przypadkowo, rozsypał je na swojego rozmówcę i na czerwony dywan.

Cohen szalał przed wejściem do Dolby Theatre, a Chris Rock na scenie, jako prowadzący. W 2016 roku doszło do takiej oto sytuacji: w głównych i drugoplanowych kategoriach aktorskich po raz drugi z rzędu nominowano 20 białych aktorów i aktorek. 


Reklama

Komik podsumował to błyskotliwie, mówiąc:


Reklama

- Jestem tutaj na rozdaniu Oscarów, znanych także jako Nagrody Wyboru Białych Ludzi. Wiecie, że gdyby nominowali prowadzących, to ja nawet nie dostałbym tej pracy. W tej chwili oglądalibyście Neila Patricka Harrisa.

Zbyt grube żarty Chrisa Rocka

Rock nie zatrzymał się jednak na tych prztyczkach, on dopiero się rozkręcał – łącznie jechał z branżą przez 11 minut, a przygotowanie tego monologu zajęło sześć tygodni. Nie samemu Chrisowi, bo ponoć pomagało mu… 17 scenarzystów. 

Chris chyba zaoszczędził na nich kilka lat później, gdy zupełnie niepotrzebnie wyśmiał ze sceny żonę Willa Smitha. Rock zażartował z jej fryzury, porównując Jady Pinket do „G.I. Jane”. Z tym że grana przez Demi Moore bohaterka zgoliła głowę celowo, żeby w wojsku nie być traktowana inaczej od mężczyzn, a pani Smith traciła włosy z powodu choroby, na którą cierpi od lat.


Reklama

To nietrafione porównanie rozsierdziło Willa, który wszedł na scenę i… przyłożył prowadzącemu w twarz. 


Reklama

Ta historia dorobiła się potem własnej ksywy, zupełnie jak znani raperzy czy piłkarscy trenerzy (Jose Mourinho - „The Special One)! „The Slap” – tak ją nazwano.

A Smith przeżył chyba najbardziej słodko-gorzki wieczór w życiu: przecież jakiś czas później znów zawitał na scenę, tym razem nie w celach bokserskich, a po to, by odebrać statuetkę za pierwszoplanową rolę w filmie „King Richard”. Potem dostał od akademii coś jeszcze, mianowicie… 10-letni zakaz pojawiania się na oscarowych galach.

Czy na tej, która nas czeka, znowu wydarzy się jakiś skandalik? Zapewne wielu z was zaciera na myśl o nim ręce, więc przypominam – cała zabawa zaczyna się w nocy z niedzieli na poniedziałek naszego czasu, a na Zero.pl znajdziecie aktualizowaną na bieżąco relację z tej ceremonii. 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Kamil Gapiński
Kamil GapińskiDziennikarz Kanału Zero

Reklama