Czym są relacje paraspołeczne? To przeświadczenie, że gdy pouczymy Annę Lewandowską o małżeńskich cnotach, ta przyłoży palec do czoła i pomyśli: „Może coś w tym jest”. To przekonanie, że nasz ulubiony influencer jest nie tylko samobieżnym sklepem oraz marketingowym słupem, ale też naszym dobrym kumplem. W czasach wielkiej społecznej atomizacji to felerny lek na samotność i całkiem niezły na nudę.

- Relacje paraspołeczne (PSI) to jednostronne, wyobrażone związki z celebrytami, ludźmi kultury, polityki i mediów, ale też fikcyjnymi postaciami z kina, literatury bądź telewizji. Może to być niewinny fanowski afekt, ale również niezdrowa obsesja.
- Zjawisko jest tak powszechne, że zamiast mierzyć jego skalę, psychologowie skupiają się na jego intensywności. Badania nad relacjami paraspołecznymi trwają praktycznie nieprzerwanie od lat 50. ubiegłego wieku, zaś w czasach rozkwitających mediów społecznościowych stały się jedną z najprężniejszych dziedzin psychologii.
- Nasz podziw dla celebrytów nie wyklucza rosnącej niechęci. Z jednej strony chcemy identyfikować się z gwiazdami. Z drugiej – zauważamy ich szkodliwość w dyskursie politycznym i społecznym.
Ledwo otwieram oczy, a już trzeba gasić pożary. Gdzieś daleko stąd, na rajskiej wyspie w telewizji, Hania zostawiła Krystiana. No i dobrze. Miał lichego bicka, w dodatku myślał, że Genua to stolica Szwajcarii. Brad Pitt wrócił do alkoholu? Straszny z niego bałwan. Tyle razy mu powtarzałem, że to trucizna. Ale cóż to? Monika Olejnik znowu rzuca się politykowi do gardła? Jak na moje, to ktoś tu powinien udać się na terapię.
Relacje paraspołeczne, czyli nasze iluzoryczne związki z gwiazdami, celebrytami, politykami oraz influencerami, z ludźmi mediów, sportu i kultury, to niezła metafora współczesnej wrażliwości. A ponieważ do pewnego stopnia wszyscy w nie wchodzimy, naukowcy przestali badać ich skalę i skupili się na intensywności; na czasie, który poświęcamy na budowanie takowej „relacji”; na fałszywym poczuciu bliskości oraz towarzyszących mu niezdrowych emocjach.
Polska marka? Nie rozśmieszajcie świata
Cristiano Ronaldo odczytał twoją wiadomość
Wielowymiarową Skalę Relacji Paraspołecznych (MMPR) opracował w 2022 r. psycholog Danilo Garcia. Ocenia ona podobny rodzaj związku w czterech wymiarach: afektywnym, behawioralnym, poznawczym i decyzyjnym. Jak czytamy w opracowaniu tejże teorii autorstwa Aleksandry Witkowskiej oraz Doroty Kącik: „Analiza CFA potwierdziła tę czterowymiarową strukturę skali następującym wzorem: χ²/df = 2,74; RMSEA = 0,069 (90% CI = 0,060–0,077); SRMR = 0,069; CFI = 0,855”.
Nie regulujcie odbiorników, ja też nic z tego nie rozumiem. Chciałem jedynie zauważyć, że skoro mądrzy ludzie sięgają po całki, sprawa jest poważna.
Prostszy przykład: mój kolega, który nie lubi zapychać pamięci w archiwum Instagrama błahymi, choć zabawnymi rolkami, wysyła je do… Cristiano Ronaldo. Hurtowo, o każdej porze dnia i nocy. Jeśli kiedyś piłkarz (a raczej ktoś z jego social-mediowej świty) zajrzy do skrzynki odbiorczej, znajdzie tam faceta przebranego za cietrzewia, „Łatwopalnych” Maryli Rodowicz w wersji na szkockie dudy oraz ranking najśmieszniejszych spryskiwaczy do kwiatów.
Oto, paradoksalnie, najzdrowszy rodzaj relacji paraspołecznej. Skrzynka odbiorcza celebryty wykorzystana jako dziennik prokrastynacji, prywatne archiwum inspiracji oraz wysypisko internetowych śmieci. No bo skoro ludzie możni i sławni mają być lustrem naszych aspiracji, pragnień i fantazji, to czemuż nie mieliby przy okazji stać się żywym repozytorium naszych dziwactw i obsesji?
Śmieję się, ale tylko dlatego, że w kontaktach z dostępnymi-niedostępnymi na co dzień celebrytami jesteśmy zwykle mniej wyrafinowani. W próżnię mediów społecznościowych wysyłamy połajanki lub świadectwa bezwarunkowej miłości. Lubujemy się w umoralnianiu znanych osób, pociąganiu ich do społecznej odpowiedzialności, czasem sypiemy z rękawa dobrymi radami. W narracjach stricte publicystycznych jest to najczęściej brane za objaw desperacji – oto mały piesek chciałby choć raz podskoczyć na wysokość pańskiej głowy.
Z perspektywy naukowej sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Relacje paraspołeczne to jednocześnie forma zbawiennej ucieczki od rzeczywistości oraz mechanizm intensyfikujący samotność. Ich paliwem jest często klasowy resentyment, sednem niemożliwa do spełnienia potrzeba przynależności do „lepszego” świata, zaś pozytywnym efektem ubocznym – proces egalitaryzacji kultury, polityki i mediów. Choć celebryci mieszkają na dużym ekranie i w internetowych okienkach, bywa, że znajdują w skrzynce na listy awiza z urzędu skarbowego i załatwiają się do sedesu ze zwykłego porcelitu.
Czynnik PSI
Badania nad relacjami paraspołecznymi sięgają lat 50. ubiegłego wieku. Zaczęło się od serii publikacji amerykańskich socjologów Donalda Hortona i Richarda Wohla. Panowie doszli do wniosku, że jeśli znana i poważana osoba będzie mówić do nas odpowiednio długo i patrzeć nam głęboko w oczy, w końcu sprowokuje to naszą poufałą reakcję. W swoich badaniach polegali przede wszystkim na radiu i telewizji, czyli mediach bazujących w znacznej mierze na skracaniu dystansu pomiędzy twórcą a odbiorcą.
Kontynuatorów myśli Hortona i Wohla przybywało wprost proporcjonalnie do liczby programów w amerykańskiej telewizji. Na przestrzeni kolejnych dekad badali oni skalę relacji paraspołecznych, analizowali rozmaite style przywiązania, szukali ich związku z konkretnymi grupami wiekowymi, społecznymi, nawet wyznaniowymi. Wreszcie, u progu lat 90., mieli już cały zestaw narzędzi do badania wyobrażonej „znajomości” szaraka z celebrytą; do mierzenia fantazji na temat komunii dusz, symetrii wrażliwości oraz podobieństw losów.
Stachu Jones, Tumu(L)ec i spółka. Jak internet uczynił z nas gwiazdy
Podczas gdy psychologowie starali się zrozumieć ten fenomen, popkultura tworzyła niewidzialną nić ekonomicznych i emocjonalnych zależności pomiędzy gwiazdami a fanami. Wysyp popularnych seriali telewizyjnych, rockandrollowa rewolucja w muzyce, początki telenoweli z życia brytyjskiej rodziny królewskiej, ale też niechlubna tradycja romantyzowania seryjnych morderców… Lata 60. i 70. były czasem gwałtownego przyspieszenia kultury popularnej oraz rozwoju nowych społeczności fanowskich. A co za tym idzie – myślenia o relacjach paraspołecznych w kategoriach aktywności budujących kulturę i, paradoksalnie, cementujących związki między „zwykłymi” ludźmi.
Rozkwit internetu, a w dalszej kolejności mediów społecznościowych, ustanowił ostatnią cezurę w historii relacji paraspołecznych. Pamiętacie jeszcze czasy, w których musieliśmy czekać na reportaż z czerwonego dywanu albo galę ważnych nagród, żeby odklejony od rzeczywistości gwiazdor powiedział coś idiotycznego?
Trudno nie tęsknić za tym wiekiem naiwności, skoro w nowym cyfrowym świecie przebywamy z celebrytami od zmierzchu do świtu. 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodni odsłaniają przed nami całe swoje człowieczeństwo – czasem zaskakującą bezpretensjonalność, kiedy indziej pospolitą głupotę.
Najlepsi z nas
„Animal Crossing” to popularna gra wideo o zarządzaniu wioską antropomorficznych zwierzaczków. Po części symulator rolnika, po części wieloosobowa zabawa w budowanie społeczności. Pandemiczna izolacja przyciągnęła do niej ludzi wszelkich stanów i zawodów, w tym znudzone gwiazdy kina. „Frodo kupił ode mnie sadzonki!” – głosił nagłówek z magazynu Vice.
Faktycznie, kupił. Aktor Elijah Wood odwiedził gospodarstwo swojej wiernej fanki i spędził czas z jej awatarem. Posiedział, wypił herbatę, zajrzał do spiżarni, a później podziękował i wrócił samolotem na swoją wyspę. „Był bardzo grzeczny, zachowywał się jak dżentelmen” – zachwalała swojego idola kobieta.
Lubię tę anegdotę – chyba nawet bardziej niż tę o piłkarzu Zlatanie Ibrahimoviću, który w środku wojennej zawieruchy zaprzyjaźnił się z nikomu nieznanym entuzjastą gry „Call of Duty”. Uzmysławia, że relacje paraspołeczne kształtują się w oparciu o specyficzny rodzaj aspiracyjnej fantazji. Jak podkreślają psychologowie, za opowieścią o wspólnocie zainteresowań kryje się bardzo często realna wiara w symetrię losów. Skoro gwiazdę interesuje to, co mnie, to może i ja jestem tak samo „wartościową” osobą. Może też miałem szansę na sukces, tylko skręciłem w złą alejkę.
Współczesny krajobraz medialny odzwierciedla zarówno naszą fascynację celebrytami, jak i kwitnące na gruncie rozczarowania resentymenty. To w końcu za sprawą mediów społecznościowych odkryliśmy szokującą prawdę. Znani ludzie bywają płaskoziemcami. Nie wiedzą, gdzie leży Ukraina. Leczą ciężkie choroby kaszą kuskus. Błyszczą w słońcu na wiecach antyszczepionkowych. I, o zgrozo, często nie mają kompetencji do rozmowy o polityce, kulturze albo gospodarce.
Jeden rodzaj emocji nie wyklucza drugiego. To dlatego esencją relacji paraspołecznych jest tzw. ekran projekcji – na obcych ludziach „wyświetlamy” siebie. Z jednej strony chcemy skracać dystans i identyfikować się z gwiazdami, ponieważ sami marzymy o sukcesie, bogactwach oraz szacunku. Z drugiej strony czujemy się uprawnieni do najostrzejszej krytyki, ponieważ mamy do czynienia z – kruszejącymi, ale jednak – autorytetami.
Jakość i skala tejże „krytyki” to oczywiście temat na zupełnie inny tekst. Powiedzmy jednak oględnie, że przywykliśmy traktować osoby publiczne jak rozwieszone po mediach społecznościowych worki treningowe. Często stają się one ujściem dla naszych kompleksów i frustracji – czy to w opowieściach o nierównych szansach w klasowym awansie, czy to w chwilach intensywnej społecznej polaryzacji.
Bywa jednak i tak, że relacje paraspołeczne są narzędziem kontroli. Oceniając celebrytów z tej pozycji, cementujemy obyczajowe standardy, wyznaczamy granice tego, co moralne bądź etyczne, konfrontujemy wyznawane przez gwiazdy wartości z regułami życia społecznego. To dlatego tak istotne są dziś wszelkie ruchy i zjawiska demaskujące rozmaite patologie środowisk artystycznych. W powszechnej optyce ludzie, którzy zasłużyli na wielkie pieniądze, na sławę i sukces, wciąż są, przynajmniej na papierze, „najlepszymi z nas”.
Kwestia zaufania. Dlaczego influencerzy AI podbijają świat?
Po co nam wiedza o relacjach paraspołecznych?
Jak zauważa Aleksandra Witkowska w tekście „Relacje paraspołeczne i ich znaczenie dla funkcjonowania psychicznego”, powszechność tego rodzaju związków uniemożliwia sklasyfikowanie ich jako patologii. Podkreśla jednocześnie, że wśród medioznawców trwają spory o ich naturę. Pytanie zatem, co daje nam wiedza o nich?
W teorii daje nam wszystko. Na przykład – popuśćmy wodze fantazji – możliwość projektowania bezpiecznych mediów społecznościowych, w których ogranicza się manipulację emocjonalną i redukuje mechanizmy wykorzystujące nasze przywiązanie.
Badania na temat relacji paraspołecznych mogą też poszerzać naszą wiedzę na temat nieuczciwych praktyk marketingowych stosowanych przez influencerów. Wyczulać nas na rozmaite mechanizmy manipulacji w sieci. Albo, w najgorszym wypadku, służyć nakreśleniu granicy między wsparciem i uzależnieniem, przyjemną aktywnością oraz przesadnym zaangażowaniem w życie obcej osoby.
W praktyce piłka jest po stronie adresatów tej namiętności. To dzięki takim relacjom gwiazdy mogą być filarami kampanii społecznych, promować zdrowy tryb życia albo popularyzować wiedzę (o ile oczywiście nie chodzi o wiedzę z zakresu geopolityki). To dzięki nim mogą stanowić rozmaicie pojmowany wzór. Co ciekawe badania – na przykład te autorstwa Mai Białas z Uniwersytetu Wrocławskiego z 2021 r. – pokazują, że właśnie tego, a także „skromności”, „dobroczynności” oraz „troski o los zwierząt i ludzi nieuprzywilejowanych” w największym stopniu od nich oczekujemy.
Celebryci nie są naszymi przyjaciółmi, ale zawsze będą dla nas ważni. Zaś fakt, że mówimy o relacjach powszechnych i że większość z nich jest umocowana w naszych głęboko skrywanych potrzebach, pozwala spojrzeć na naszych ukochanych idoli pod nieco innym kątem. Dzięki temu łatwiej będzie odprawić z kwitkiem George’a Clooneya, gdy po raz kolejny zwróci się do nas z prośbą o pożyczkę. A jeszcze łatwiej – zrozumieć, że życie z dala od błysku fleszy wcale nie jest takie złe.

