Gdy rząd podjął interwencję w sprawie cen paliw, litr oleju napędowego kosztował 8,99 zł. Po wprowadzeniu pakietu obniżającego podatki – 7,60 zł, a obecnie kosztuje 6,70 zł. Program CPN miał się zakończyć 30 kwietnia, ale pewnie zostanie nieznacznie przedłużony. Zamiast tego wolałbym zobaczyć coś, co zachęca do jazdy na prądzie.

- Rządowy program obniżający ceny paliw oficjalnie funkcjonuje do 30 kwietnia.
- Minister Andrzej Domański wspomniał, że zapewne zostanie on wydłużony, przynajmniej na tzw. majówkę.
- Jednak patrząc na obecną skalę obniżek (i koszty funkcjonowania programu), należy się spodziewać jego szybkiego wygaszenia.
Minister finansów Andrzej Domański wypowiedział się w sprawie przyszłości programu „Ceny Paliw Niżej”. Właściwie to powiedział bardzo niewiele, poza tym, że program ma zostać wydłużony na tzw. majówkę, a potem sytuacja będzie na bieżąco monitorowana.
To znaczy, że tanimi paliwami raczej długo się już nie pocieszymy. Miesięczne koszty programu CPN dla budżetu państwa wynoszą ok. 1,6 mld złotych, więc rząd postara się, by został on szybko wygaszony. Zresztą chyba mamy dobry moment, bo jeszcze ok. 2 tygodnie temu olej napędowy kosztował 9 zł za litr, a teraz jest tańszy o 2,30 zł na litrze.
Maksymalne ceny paliw są nie do obrony na dłuższą metę
Jeśli konflikt będzie się toczył, a ropa dalej drożała, przyjdzie w końcu czas, gdy stacjom benzynowym będzie się bardziej opłacało nie sprzedawać paliwa niż dopłacać do jego sprzedaży. Ten scenariusz kilka lat temu przerobiły Węgry.
Obecnie w Polsce mamy obniżony VAT na paliwo z 23 do 8 proc. i akcyzę o 28-29 gr na litrze, czyli do minimalnego poziomu dopuszczalnego w Unii Europejskiej. Najtańsze w UE paliwo ściąga do Polski naszych sąsiadów-turystów paliwowych z Czech i Niemiec, przez co na stacjach na zachodzie i południu występują kolejki i okazjonalne braki paliwa.
Tymczasem Krajowa Administracja Skarbowa bezlitośnie ściga przypadki przekroczenia cen maksymalnych i nakłada kary, których wysokość może sięgnąć nawet miliona złotych. To dość śmieszne, że właściciele stacji przygranicznych mogliby śmiało zarobić więcej, ale zakazuje im tego rządowy program. Kierowcy się cieszą, ale o swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej można zapomnieć.
Kij zamiast marchewki. Droga ropa stymuluje sprzedaż aut elektrycznych lepiej niż dopłaty
Gdybym miał stawiać pieniądze, postawiłbym na koniec programu CPN za ok. 2 tygodnie
Ropa najdroższa była 18 marca. Potem ceny się ustabilizowały, a nawet spadły. W ostatnich dniach znów zaczęły rosnąć, ale chyba wszyscy się już przyzwyczaili. Dopóki ceny paliw nie rosną w sposób nieopanowany, to ich wysoki poziom jest impulsem dla zwiększania efektywności w gospodarce czy przechodzenia na napęd elektryczny. Trudno w tym znaleźć jakieś minusy.
Rząd słusznie złagodził szok wynikający z wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, ale zapewne pora już to zakończyć. Minister trochę się wykręca, mówiąc tylko, że jest przekonany o przedłużeniu programu CPN, ale to nic specjalnego nie znaczy. Jeśli CPN się skończy – a musi – to paliwa podrożeją o ok. 1 zł na litrze, niekoniecznie wracając do poziomu z momentu wprowadzenia programu.
Olej roślinny jako paliwo do diesla. Pomysł wrócił w obliczu cen ropy
Zdaję sobie sprawę, że bez oleju napędowego gospodarka leży
Natomiast mam wrażenie, że polski rząd nie za wiele robi w sprawie ułatwiania zwykłym kierowcom przechodzenia na auta elektryczne, co uniezależniłoby miliony osób od cen paliw.
Nie ma żadnych cen maksymalnych za jedną kilowatogodzinę energii elektrycznej. Jej cena waha się od 1 zł za 1 kWh w nocnej taryfie domowej do 3,40-3,50 zł na stacji szybkiego ładowania. Gigantyczna różnica w cenie, do tego konieczność posiadania różnych kart i aplikacji – to wszystko zniechęca do jazdy autem na prąd.
Na miejscu rządu rozważałbym raczej jakiś program, który zamiast obniżać ceny paliw kopalnych, zachęca do posiadania auta elektrycznego. Na przykład karta z tanim abonamentem, który pozwala ładować się na stacjach szybkiego ładowania.
Wypadałoby też uprościć procedury związane z montażem własnego wallboxa, czyli stacji ładowania prądem trójfazowym. Tak, wiem – były dopłaty do zakupu, ale się skończyły. Obecnie mamy dopuszczoną jazdę buspasem (dziwne i zbyteczne) czy parkowanie za darmo (dziwne, ale chętnie korzystam), natomiast z kluczową czynnością, czyli ładowaniem, trzeba radzić sobie samemu.
