
„Członek rządu zaskoczył słowami o wyborach. »Jeśli będzie wojna«” – grzmi jeden z tytułów. „Nie dojdzie do wyborów? Ireneusz Raś kreśli niepokojący scenariusz” – czytamy w innym. Jeszcze kolejny: „Co knuje Tusk?! Niepokojące słowa ministra! »Sytuacja wojenna…«”. Wszystkie te artykuły powstały po wypowiedzi wiceministra sportu i turystyki Ireneusza Rasia. Zapytaliśmy o nią samego zainteresowanego.
- Podczas audycji radiowej wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś mówił o sytuacji politycznej i geopolitycznej. Jego słowa zostały powiązane z wariantem nieodbycia się wyborów w przypadku wprowadzenia stanu wojennego.
- Konstytucja RP wstrzymuje wybory podczas stanu nadzwyczajnego i przez 90 dni po nim. Wprowadzenie tego mechanizmu wymaga wniosku Rady Ministrów do prezydenta.
- W rozmowie z Zero.pl polityk odniósł się do wcześniejszej wypowiedzi. Jak tłumaczy, miała ona wymiar czysto teoretyczny, a słowa dotyczyły konieczności zachowania spójnej polityki obronnej.
– Są możliwe sytuacje nadzwyczajne, gdzie może być jeden wielki blok dla ratowania naszej ojczyzny, jeżeli sytuacja geopolityczna by się nagle załamała. A wie pan, o czym mówię? – mówił w środę na antenie Radia Wnet wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś, pytany o potencjalne koalicje przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
Kiedy dziennikarz odpowiedział, że „o wojnie”, polityk Polskiego Stronnictwa Ludowego kontynuował: – Bo sobie trochę tak bagatelizujemy tę sytuację, jeżeli kraj agresywny – Rosja – będzie chciał eskalować w ogóle tę wojnę dalej, to będziemy mieć sytuację nadzwyczajną i myślę, że to wtedy sprowadzi nas wszystkich do zupełnie innych decyzji.
Pytany o to, czy w takim przypadku zostaną zorganizowane wybory, stwierdził: – Jak będzie wojna? No to jak może być? To chyba z konstytucji wynika, że jeżeli jest sytuacja wojenna, no to nie ma wyborów, tak? Tak mówi chyba konstytucja.
– Ja nie powiem, że w takiej sytuacji jesteśmy. Natomiast jak pan dywagował, ja panu mówiłem o różnych wariantach politycznych, to jeszcze trzeba wziąć pod uwagę wariant, którego nikt nie bierze pod uwagę, bo dzisiaj wszyscy się chcą jeszcze za głowy szarpać, a Władysław Kosiniak-Kamysz mówi: „Słuchajcie, sfolgujmy trochę, rozmawiajmy” – podsumował.
Burza po słowach ministra. Tak się tłumaczy
Komentatorzy słowa Rasia odebrali jednoznacznie – członek rządu sugeruje, że wybory mogą się nie odbyć. Bo faktycznie konstytucja mówi jasno:
„W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny”.
Jednocześnie stan wojenny wprowadzany jest przez prezydenta na wniosek Rady Ministrów, jednak, co ważne, głowa państwa nie ma takiego obowiązku.
O głośną wypowiedź zapytaliśmy samego zainteresowanego, który stanowczo odcina się od nadinterpretacji.
– Ja powiedziałem tylko – odpowiadając na pytanie redaktora – że dzisiejsza sytuacja wymaga spójnej polityki. Moje ugrupowanie, środowisko Władysława Kosiniaka-Kamysza, szuka pewnych mostów porozumienia. W sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy, pojawiają się niestety różne teoretyczne warianty – odpowiada.
– Podkreślam – to są rozważania czysto teoretyczne, ale nie chciałem udawać, że tego tematu nie ma. Wypowiedź została wyrwana z kontekstu, który jest tu najważniejszy – mówiłem o tym, że teraz kluczowe jest, żebyśmy mieli spójną politykę zagraniczną i obronną. Teoretycznie – jeśli pojawi się realne zagrożenie, będziemy mieli zupełnie inną sytuację i prawnie jest ona opisana w konstytucji – tłumaczy.
Raś o stanie wyjątkowym: Taki wariant nie jest rozważany
Pytany o to, czy koalicja rządząca bierze pod uwagę wariant, że do wyborów może nie dojść z powodu wprowadzenia stanu wyjątkowego, stanowczo zaprzecza. – Taki wariant nie jest rozważany, bo na szczęście nie ma przesłanek, żeby go wprowadzać, i tak pozostanie, jeżeli politycy ze wszystkich stron barykady zachowają elementarną odpowiedzialność – mówi.
Przy stwierdzeniu, że czym innym jest, kiedy takie słowa padają z ust publicysty, a czym innym, kiedy z ust członka rządu, Raś zaznacza: – Ja w ogóle nie mówiłem o oficjalnych wariantach. Powiedziałem jedynie, że rzeczywistość geopolityczna jest wymagająca i w takich okolicznościach potrzebna jest duża zdolność do kooperacji wszystkich stron sceny politycznej.
– To zostało skomentowane czysto politycznie i pod z góry założoną tezę. Nigdy nie twierdziłem, że to jest wariant rozważany przez rząd. Mówiłem o teoretycznych zagrożeniach i rzeczywistości, w której żyjemy i która wymaga od wszystkich elementarnego rozsądku. Żeby nie zajmować się teraz politycznymi przepychankami, tylko skupić na sprawach kluczowych dla państwa i bezpieczeństwa obywateli. I tyle – mówi.
Polityk zaprzecza, jakoby nieoficjalnie mówiło się o takim wariancie. – Ja w kuluarach o takich rzeczach nie rozmawiam i nie chcę go rozważać. Życzę Polsce i Polakom bezpieczeństwa, natomiast wszyscy widzimy, co dzieje się wokół naszych granic – podkreśla.
Może zainteresuje Cię również:

