Sejm skierował ponownie do Komisji Zdrowia rządowy projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej. Przyczyną decyzji stała się kontrowersyjna poprawka dotycząca lekarzy i pielęgniarek spoza Unii Europejskiej. Zapis ten zakłada wydłużenie o rok terminu na przedstawienie certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie co najmniej B1 dla osób pracujących na podstawie warunkowego prawa wykonywania zawodu.

- Projekt ustawy o świadczeniach wrócił do komisji po proteście Konfederacji. Posłowie zajmą się ponownie poprawką o lekarzach spoza Unii Europejskiej.
- Medycy mieliby otrzymać dodatkowy rok na zdobycie certyfikatu językowego. Propozycja ta ma zapobiec zamykaniu oddziałów w szpitalach powiatowych.
- 1 maja 2026 r. wygasły uprawnienia 146 lekarzy bez zaświadczeń. Problem dotyczy jeszcze kilkuset innych specjalistów.
Głównym celem rządowego projektu jest ułatwienie dostępu do leczenia antyretrowirusowego dla osób żyjących z HIV. Zmiany zakładają, że pacjenci ci, niezależnie od ubezpieczenia, będą mogli korzystać z bezpłatnych wizyt i diagnostyki. Dodatkowo badania na obecność wirusowego zapalenia wątroby typu C dla osób przebywających w zakładach karnych mają być finansowane przez NFZ.
Kontrowersje wzbudził jednak zapis dodany podczas prac w komisji. Zakłada on przedłużenie o rok terminu na przedstawienie certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1 dla lekarzy i pielęgniarek pracujących na podstawie warunkowego prawa wykonywania zawodu.
Konfederacja mówi o „wrzutce”. Koalicja broni pomysłu
Przedstawiciele koalicji argumentują, że zmiana jest konieczna, by uniknąć paraliżu w szpitalach powiatowych. Radosław Lubczyk z PSL wskazał, że jest to „wyjście naprzeciw oczekiwaniom samorządowców, bo zgłaszają, że mają wiele takich osób zabezpieczających im oddziały”.
Z kolei Joanna Wicha z Lewicy podkreśliła, że problemem nie jest brak chęci medyków, a niska dostępność terminów egzaminacyjnych. – Egzamin to nie kwestia kosztów i czasu, ale też kwestia dostępności, ponieważ nie wszystkim medykom udało się przystąpić w terminie do egzaminu z języka polskiego. Z czasów pracy jako pielęgniarka wiem, jak cennym wsparciem dla systemu są obywatelki i obywatele z Ukrainy – wskazywała.
Wioletta Tomczak z Polski 2050 zapewniała podczas debaty, że „nie ma tu mowy o zmniejszaniu wymagań”. Posłanka dodała, że do parlamentarzystów docierały liczne sygnały o lekarzach, którzy mimo pracy w systemie nie zdołali uzyskać wymaganych dokumentów w terminie.
Zdecydowany sprzeciw wyraziła opozycja. Witold Tumanowicz z Konfederacji nazwał zmianę „wrzutką” i ocenił, że dopuszczenie do pracy osób bez certyfikatu naraża życie pacjentów. – Nie rozumiem, jak można dopuścić osoby bez znajomości języka polskiego, bo po nie jest praca przy taśmie – mówił poseł.
W podobnym tonie wypowiedział się Jarosław Sachajko z Demokracji Bezpośredniej, ostrzegając przed chaosem i ryzykiem błędów komunikacyjnych w placówkach medycznych.
Konfederacja złożyła poprawkę wykreślającą poprawkę dotyczącą wydłużenia o rok czasu na uzyskanie przez lekarzy spoza UE certyfikatów. W związku z tym projekt wrócił do komisji.
Śledź z nami DZIEŃ NA ŻYWO: Nawrocki w Rumunii
Samorządy lekarskie alarmowały już wcześniej
Lekarze spoza Polski, głównie z Ukrainy, mogą korzystać z uproszczonej ścieżki uzyskiwania uprawnień zawodowych. Rozwiązania te, wprowadzone w czasie pandemii oraz po wybuchu wojny na Ukrainie, pozwalają cudzoziemcom na podjęcie pracy z pominięciem wielu skomplikowanych formalności.
Problem stał się palący, ponieważ 1 maja 2026 r. wygasły uprawnienia lekarzy, którzy nie dopełnili formalności. Jak poinformował w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dotychczas wygaszono prawo wykonywania zawodu 146 lekarzom, a sprawa może dotyczyć kolejnych kilkuset osób.
Samorząd lekarski od miesięcy krytycznie odnosi się do kwestii wymogów językowych. Dotychczas wystarczające było złożenie przez lekarzy oświadczenia o znajomości języka polskiego.
– Zdarzały się przypadki, że specjaliści potrafili przyjść z tłumaczem na spotkanie, na które przynieśli papier, że oświadczają, że mówią po polsku. Taka historia miała miejsce w Warszawie. Pan przyszedł na spotkanie, na którym sprawdzamy, czy mówi po polsku, z oświadczeniem, że mówi po polsku, w obecności tłumacza – opowiadał w kwietniu w rozmowie z Zero.pl Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej i ekspert Kanału Zero.
Kwestia wymagań językowych jest jednym z głównych punktów sporu na linii NIL – Ministerstwo Zdrowia. M.in. właśnie ze względu na nią izba złożyła do premiera wniosek o odwołanie wiceministry zdrowia Katarzyny Kęckiej.