Reklama
Reklama

Reklama

Epidemia na wycieczkowcu. „Uzasadniony niepokój”

Reklama
TYLKO NA

Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski przestrzega przed bagatelizowaniem ogniska hantawirusa, które wybuchło na statku MV Hondius. – Nikt nie mówi o pandemii ani o globalnym zagrożeniu, ale gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, pojawiłoby się dużo ciężkich przypadków, być może także śmiertelnych – tłumaczy.

Paweł Grzesiowski o hantawirusach. Nie można bagatelizować zagrożenia.
Paweł Grzesiowski o hantawirusach. Nie można bagatelizować zagrożenia. (fot. Piotr Nowak / PAP)
  • Dr Paweł Grzesiowski przestrzega przed bagatelizowaniem ryzyk związanych z możliwym rozprzestrzenianiem się hantawirusa.
  • Podkreśla, że ryzyko epidemii jest bliskie zeru, ale przy braku zachowania procedur choroba może się rozprzestrzenić.
  • Dr Grzesiowski wyjaśnia, jakie są rodzaje hantawirusów – duża ich część nie jest zaraźliwa.

Reklama

– Każda choroba zakaźna stanowi potencjalne zagrożenie, szczególnie gdy jej śmiertelność sięga 60 proc. To nie jest błaha sprawa, tylko poważny wirus – mówi Zero.pl dr Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny. Grzesiowski wyjaśnia, że ognisko hantawirusa, które pojawiło się na statku MV Hondius, to zdarzenie niecodzienne.

– Gdyby ognisko się rozprzestrzeniło, zachorowań byłoby znacznie więcej – podkreśla.

Protest w porcie i sztorm. Walka z czasem na statku z hantawirusem


Reklama

Trwa ewakuacja pasażerów i załogi statku

20 marca statek wycieczkowy wypłynął z portu w mieście Ushuaia w południowej Argentynie. Na pokładzie znajdowało się 150 osób – obywatele Wielkiej Brytanii, Hiszpanii oraz Stanów Zjednoczonych. Zakażenie niebezpiecznym hantawirusem stwierdzono pod koniec kwietnia.


Reklama

W niedzielę statek zawinął do portu w Granadilli na Teneryfie. Wszystkie osoby na pokładzie nie mają objawów. Zostaną ewakuowane i przetransportowane do krajów pochodzenia mimo sprzeciwu mieszkańców wyspy i lokalnych władz.

Grzesiowski: Nikt nie mówi o pandemii

W rozmowie z Zero.pl dr Paweł Grzesiowski podkreśla, że doniesień o ognisku wirusa nie można bagatelizować. – Wyobraźmy sobie, że w 23 krajach jednocześnie pojawia się taki wirus – zauważa.


Reklama

– Nikt nie mówi o pandemii ani o globalnym zagrożeniu, ale gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, pojawiłoby się dużo ciężkich przypadków, być może także śmiertelnych – przestrzega.


Reklama

„Przemycają małpki w teczkach”. Jak dziś piją Polacy

Wydarzenie na statku nazywa „niestandardowym i sporadycznym”, ale jednocześnie podkreśla, że kumulacja czynników ryzyka budzi uzasadniony niepokój. Jak wyjaśnia, chodzi przede wszystkim o obecność na statku różnych osób z różnych rejonów świata.

Rodzaje hantawirusów

Dr Grzesiowski zauważa, że w mediach pojawiły się początkowo nieporozumienia dotyczące zakaźności hantawirusów. Jak wyjaśnia, wirusy te dzielą się na dwie grupy. Euroazjatyckie – w tym te występujące w Polsce – nie przenoszą się między ludźmi.


Reklama

– Dlatego mniej się ich obawiamy, choć co roku kilkanaście osób zachorowuje – wyjaśnia Grzesiowski. – Obecna postać wirusa w Polsce nie przenosi się z człowieka na człowieka, więc groźba epidemii jest zerowa – uspokaja.


Reklama

Grzesiowski zwraca jednak uwagę na grupę hantawirusów amerykańskich, a szczególnie południowoamerykańskich, które mogą przenosić się między ludźmi. Wirus ten roznosi się podobnie jak COVID-19 – drogą kropelkową. Nie jest jednak tak zakaźny. – Wskaźnik R jest około dziesięciokrotnie niższy. Ryzyko pandemii jest bliskie zeru. Niemniej można się zarazić – mówi dr Grzesiowski. Wskaźnik R określa średnią liczbę osób, którą zakaża jedna zainfekowana osoba.

– Najprawdopodobniej pierwszy pacjent zakaził się na lądzie i stąd doszło do rozprzestrzenienia. Wirus przenosi się drogą powietrzno-kropelkową. Jest to więc wirus potencjalnie groźny – podsumowuje szef GIS.


Reklama