Wojskowa Akademia Medyczna – jeśli powoła ją Sejm – będzie musiała ściągać kadrę z całej Polski i szukać cywilnych szpitali gotowych do współpracy. W Łodzi, gdzie uczelnię chce utworzyć MON, nie ma bowiem wojskowej lecznicy. W województwie jest za to struktura Koalicji Obywatelskiej, której szefuje wiceminister odpowiedzialny za wojskową służbę zdrowia.

- Ministerstwo Obrony Narodowej chce powołać Wojskową Akademię Medyczną. W czwartek w Sejmie o projekcie będą debatować posłowie.
- Akademia ma rozwiązać problem dramatycznych braków lekarzy wojskowych. Na 1506 etatów obsadzonych jest dziś mniej niż 900. Przy założeniu, że Polska ma mieć 300-tysięczną armię, lekarzy wojskowych powinno być ok. 3 tys.
- Problem w tym, że w Łodzi, gdzie ma powstać uczelnia, brakuje dziś odpowiedniej kadry, infrastruktury i bazy klinicznej.
- MON chce przejąć dla WAM Wojewódzki Specjalistyczny Szpital im. M. Pirogowa, który zajął pierwsze miejsce w rankingu najbardziej zadłużonych placówek.
- – Siedziba została wybrana nie na podstawie walorów merytorycznych, lecz politycznych – ocenia poseł Andrzej Śliwka (PiS).
Ponad miliard złotych w ciągu dziesięciu lat ma kosztować utworzenie Wojskowej Akademii Medycznej. W czwartek nad powołującą uczelnię ustawą ma debatować Sejm. Ma zostać utworzona 1 lipca 2026 r., ale pierwsi studenci formalnie mają tam zacząć naukę od października 2027. WAM ma kształcić lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i farmaceutów. Docelowo ma wypuszczać 250-350 absolwentów rocznie, w tym 200 lub więcej na kierunku lekarskim.
O ile sama idea powołania wojskowej uczelni medycznej nie budzi większych kontrowersji, o tyle jej lokalizacja i szerokie uprawnienia już tak. WAM ma powstać w Łodzi, gdzie co prawda ćwierć wieku temu działała wojskowa uczelnia medyczna, ale dziś brakuje tam wojskowego szpitala klinicznego, infrastruktury oraz kadry, które mogłyby stanowić zaplecze dla nowej placówki.
W wojsku brakuje lekarzy
Jak wynika z danych Ministerstwa Obrony Narodowej, z 1506 etatów lekarzy wojskowych obsadzonych jest jedynie 888, czyli 59 proc. To jednak nie pokazuje pełnej skali problemu. Dziś w Wojsku Polskim służy ok. 220 tys. żołnierzy. Gdyby Polska stosowała standard NATO zakładający jednego lekarza na 100 żołnierzy, w armii powinno służyć ok. 2,2 tys. lekarzy wojskowych. Jeszcze więcej, nawet 3 tys., byłoby potrzebnych, gdyby zrealizowano plany budowy 300-tysięcznej armii.
Jak podkreśla kpt. Damian Duda, ratownik z bogatym doświadczeniem z wojny w Ukrainie, reformy są konieczne.
– Wojskowa służba zdrowia w ostatnich latach była traktowana po macoszemu. Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że konieczne będą inwestycje. Powinniśmy zatem dyskutować nie ma temat tego czy, ale jak zreformować służbę zdrowia w armii – komentuje dla Zero.pl kpt. Duda.
Rozwiązaniem tego problemu ma być nowa uczelnia – Wojskowa Akademia Medyczna (WAM). Jak na standardy sejmowe, prace nad nią rozpoczęto błyskawicznie – powołujący akademię projekt ustawy trafił do parlamentu w połowie kwietnia, a dwa tygodnie później trwały nad nią prace na połączonych komisjach zdrowia i obrony narodowej.
Dlaczego lekarzy ma kształcić właśnie Łódź?
Na lokalizację nowej jednostki Ministerstwo Obrony Narodowej wybrało Łódź. Wśród argumentów, którymi posługiwał się MON, uzasadniając lokalizację, było to, że właśnie w Łodzi znajduje się jedyny w kraju wojskowy kierunek lekarski (na Uniwersytecie Medycznym) oraz Wojskowe Centrum Kształcenia Medycznego (WCKMed), gdzie obecnie realizowane są szkolenia z zakresu medycyny pola walki dla żołnierzy zawodowych.
– Uważam, że Łódź jest dobrym wyborem. Wojskowe Centrum Kształcenia Medycznego mogłoby zasilić uczelnię swoimi kadrami – komentuje w rozmowie z Zero.pl kpt. Damian Duda.
Łódź ma także historyczne tradycje związane z kształceniem wojskowych lekarzy. Do 2002 r. znajdowała się tam Wojskowa Akademia Medyczna (której pozostałością jest właśnie wojskowy kierunek lekarski). Na papierze wszystko więc wygląda dobrze. Mimo to lokalizacja budzi wątpliwości zarówno polityków, jak i części ekspertów. W czym problem?
Uczelnia medyczna potrzebuje szpitala klinicznego
Nowo utworzona Wojskowa Akademia Medyczna w zasadzie będzie pozbawiona własnego zaplecza. To pokłosie decyzji o likwidacji sprzed blisko ćwierć wieku. Poprzednio uczelnia posiadała kadry oraz bazę kliniczną. Kluczową infrastrukturę, czyli I Centralny Szpital Kliniczny WAM przy ul. S. Żeromskiego 113, przekształcono później w Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 2 im. WAM w Łodzi.
Od tamtego czasu placówka przestała być wojskowym szpitalem. Obiekt jest dziś własnością Uniwersytetu Medycznego w Łodzi i to on stanowi bazę dydaktyczną dla studentów wydziału Wojskowo-Lekarskiego na tej uczelni. Odradzającej się Wojskowej Akademii Medycznej łódzka uczelnia swojego szpitala nie odda.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 2 im. WAM w Łodzi. To właśnie tę placówkę w 2002 r. od dawnego WAM przejął Uniersytet Medyczny w Łodzi. (fot. Wikipedia)
W Łodzi nie ma już dzisiaj żadnego wojskowego szpitala. Najbliższą i największą placówką w kraju jest Wojskowy Instytut Medyczny – Państwowy Instytut Badawczy (WIM-PIB) w Warszawie. Oprócz WIM, mamy w Polsce kilka dużych wojskowych placówek. Wojskowe Szpitale Kliniczne z Polikliniką znajdziemy w: Bydgoszczy, Krakowie, Lublinie oraz Wrocławiu. Mniejsze szpitale znajdują się w Legionowie, Ełku, Dęblinie, Żarach, Żaganiu, Wałczu, Szczecinie, Gdańsku oraz na Helu.
Gdzieś jednak studenci muszą się uczyć, MON przekształci więc na swoje potrzeby Wojewódzki Specjalistyczny Szpital im. M. Pirogowa. To niewielka placówka. Na koniec 2024 r. zatrudniał on 264 lekarzy (w przeliczeniu na pełne etaty). Dla porównania, w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie pracuje ich łącznie 1672. Uniwersytet Jagielloński oferuje ok. 400 miejsc na kierunku lekarskim.
Wyzwaniem jest kondycja szpitala, który ma zostać przejęty przez MON. Według serwisu „Menedżer Zdrowia”, placówka zajęła na koniec 2024 r. pierwsze miejsce na liście najbardziej zadłużonych szpitali w Polsce, z długiem rzędu ok. 80 mln zł.
Na tym etapie nie są znane jeszcze szczegóły dotyczące przekształcenia. A więc i obsługi tego długu.
Poprzedni WAM potrzebował 20 lat, by się rozkręcić
Problemy z brakiem bazy szpitalnej ma rozwiązać współpraca z innymi placówkami (Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalem im. dr. Wł. Biegańskiego oraz Szpitalem MSWiA w Łodzi). Pojawiają się też zapowiedzi, że nowa uczelnia będzie musiała ściągać kadrę z różnych części Polski oraz szukać cywilnych szpitali, gdzie będą uczyć się przyszli lekarze wojskowi.

Wojewódzki szpital specjalistyczny im. M. Pirogowa w Łodzi. (fot. Adrian Grycuk / Wikipedia)
Nawet jeśli uda się stworzyć prężnie działające centrum kliniczne, to zajmie to wiele lat. Jak czytamy w opinii na temat WAM, którą opracowali przedstawiciele Uniwersytetu Warszawskiego, uprzednio WAM potrzebował 20 lat, by osiągnąć samodzielność dydaktyczną. Rządzący zakładają, że uda się to w ciągu 10 lat kosztem ponad 1 mld zł.
Jak uważa kpt. Duda, brak dużego szpitala klinicznego w Łodzi to słabość, ale taki ośrodek kształcenia kadr medycznych dla wojska i tak powinien tam powstać.
– Należy przemyśleć kształcenie kadr w oparciu o inne uczelnie cywilne. W takim modelu w Łodzi mogliby uczyć się oficerowie w służbie czynnej, zaś na innych uniwersytetach – rezerwy osobowe na czas wojny. Można także przemyśleć delegowanie studentów z Łodzi do innych ośrodków. Dzieje się tak np. w przypadku studentów Akademii Wojsk Lądowych, którzy swoje praktyki odbywają w jednostkach wojskowych i centrach szkoleniowych w całym kraju. W przypadku kierunku lekarskiego to trudniejsze, ale możliwe do zorganizowania – przekonuje weteran walk w Ukrainie.
Projekt bardziej polityczny, niż merytoryczny
Pomysł powołania Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi nie podoba się Andrzejowi Śliwce z PiS. Członek sejmowej komisji obrony narodowej uważa, że są lepsze miejsca na taką inwestycję.
– Umiejscowienie Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi ma głównie wymiar symboliczny i historyczny, podczas gdy realne centrum współczesnej medycyny wojskowej znajduje się dziś w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie, który dysponuje największym zapleczem klinicznym, doświadczeniem operacyjnym i kadrą specjalistyczną dla Sił Zbrojnych RP – mówi.
W rozmowie z Zero.pl poseł dodaje, że Łódź nie dysponuje obecnie pełnym, nowoczesnym zapleczem urazowo-wojskowym na poziomie odpowiadającym realiom współczesnego pola walki. Jego zdaniem pojawia się więc ryzyko, że nowa WAM stanie się bardziej projektem administracyjno-politycznym niż rzeczywistym centrum medycyny wojskowej.
– Siedziba została wybrana nie na podstawie walorów merytorycznych, lecz politycznych. To niestety poważny błąd – ocenia poseł.
Cezary Tomczyk, wiceminister odpowiedzialny w MON za medycynę, jest liderem struktur Koalicji Obywatelskiej w Łódzkiem. Startował do parlamentu z Sieradza. To samo województwo reprezentuje także drugi wiceminister MON oraz członek PSL, Paweł Bejda. – Zwyciężyła chęć osiągnięcia politycznych korzyści, a nie realne dobro Sił Zbrojnych – komentuje Andrzej Śliwka.
Dowództwo wojsk medycznych powstaje w Krakowie
To nie pierwszy raz, kiedy pojawiają się pytania o powiązania politycznego matecznika ministra z MON z kluczowym projektem realizowanym przez resort. Podobne wątpliwości pojawiły się także przy utworzeniu Dowództwa Komponentu Wojsk Medycznych w Krakowie. To region, z którym związany jest Władysław Kosiniak-Kamysz (startował do Sejmu z Bochni pod Krakowem).
Na pomyśle DKWM bezpośrednio zyskał 5. Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką w Krakowie. W maju 2024 r. szef MON ogłosił, że szpital zostanie przekształcony w instytut wojskowy. Trzy miesiące wcześniej, decyzją ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza, dyrektorem szpitala został dr hab. n. med. Bartłomiej Guzik, prof. UJ. Jego brat, Tomasz Guzik, był w 2010 r. promotorem pracy doktorskiej Kosiniaka-Kamysza.

Z rąk ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza prof. Bartłomiej Guzik otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi. (fot. 5. Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką SPZOZ w Krakowie)
Jak opisywał tygodnik Polityka, dr hab. n. med. Bartłomiej Guzik jest pierwszym cywilem, który został szefem wojskowego szpitala i nastąpiło to po tym, gdy minister zmienił statut szpitala tak, aby słowo "komendant" zastąpić "dyrektorem". Sam Kosiniak-Kamysz jest zaś obecnie asystentem (na urlopie) w katedrze, którą kieruje prof. Tomasz Guzik, brat nowego komendanta oraz promotor jego pracy doktorskiej.
Zawsze znajdą się niezadowoleni
O odniesienie się do sprawy poprosiliśmy Andrzeja Grzyba, posła PSL oraz przewodniczącego sejmowej komisji obrony narodowej.
– Czy czynniki personalne mogły mieć wpływ na decyzję o lokalizacji WAM? Nie mogę tego wykluczyć, choć nie spotkałem się z żadnymi naciskami. Moim zdaniem najważniejszą przesłanką był powrót do miejsca, gdzie historycznie znajdowała się Wojskowa Akademia Medyczna. Są tacy, którzy uważają, że wszystko powinno być w Warszawie. Ja uważam, że potrzebna jest decentralizacja. Dowództwo Wojsk Medycznych w Krakowie oraz Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi są więc krokiem w dobrą stronę – podsumowuje w rozmowie z Zero.pl.
Polityk uważa, że zlikwidować jest łatwiej niż zbudować. Zawsze pojawią się niezadowoleni i znajdą powody do narzekania. – Gdyby WAM powstała w Krakowie, to słyszeliśmy, że dlatego, że jest stamtąd Władysław Kosiniak-Kamysz. Gdyby był to Poznań czy Gdańsk, to pewnie dlatego, że to bastiony PO – konkluduje poseł.
Poseł odniósł się także do braku dużego szpitala klinicznego. Zdaniem polityka, proponowane placówki są wystarczające i będą stawiać WAM w lepszej sytuacji niż wiele innych uczelni, które mimo krytycznych braków (np. prosektorium) otworzyły w ostatnich latach kierunki lekarskie.
Z opinią nie zgadza się poseł Śliwka z PiS. Parlamentarzysta twierdzi, że decyzja była polityczna. – Podobnie jak w przypadku Dowództwa Wojsk Medycznych, siedziba została wybrana nie na podstawie walorów merytorycznych, lecz politycznych – ocenia.
O odniesienie się do sprawy poprosiliśmy zarówno Cezarego Tomczyka oraz ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Resort obrony odniósł się za to do pytań o WAM, które zadawaliśmy MON w kwietniu.
Ministerstwo uważa, że brak dostępu do wojskowych szpitali nie odgrywa większego znaczenia, ponieważ żołnierze Sił Zbrojnych RP (poza udziałem w PKW) nie uczestniczą w żadnym konflikcie zbrojnym. Nie różnią się więc znacznie od innych pacjentów. Mocną stroną nowej uczelni ma być personel Wojskowego Centrum Kształcenia Medycznego, który może pomagać w kształceniu i doskonaleniu zdolności przyszłych lekarzy.
– Mając świadomość budowy i rozwoju bazy klinicznej dla Akademii, resort obrony narodowej, na tym początkowym etapie rozwoju zdolności do kształcenia, prowadzi już działania planistyczne i organizacyjne celem zakontraktowania usług związanych z kształceniem przyszłych wojskowych kadr medycznych, dążąc jednocześnie do stworzenia własnej bazy klinicznej Akademii – rozpatrywane są działania w zakresie współpracy z Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalem im. Mikołaja Pirogowa, Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalem im. dr. Wł. Biegańskiego oraz Szpitalem MSWiA w Łodzi – czytamy w odpowiedzi.
Resort zapytany o to, w jaki sposób zamierza stworzyć własne zdolności dydaktyczne i prowadzić działaność naukową, odpowiedział, że będzie to proces zakładający współpracę z innymi uczelniami i podmiotami systemu szkolnictwa wyższego.
Dlaczego lekarze nie chcą zostać w wojsku?
Załóżmy jednak, że nowa uczelnia okaże się wielkim sukcesem, kadra naukowa z chęcią przeniesie się do WAM, a baza kliniczna będzie wystarczająca do zapewnienia odpowiedniego poziomu edukacji. Nawet w takim wypadku nowa uczelnia nie musi rozwiązać problemów z liczbą lekarzy w Siłach Zbrojnych. Te bowiem nie wynikają z liczby miejsc na kierunku lekarsko-wojskowym.
Już od roku akademickiego 2022/2023 Uniwersytet Medyczny w Łodzi może pochwalić się aż 200 miejscami dla studentów, którzy postanowili zostać wojskowymi lekarzami. To dokładnie tyle ile planuje kształcić według uzasadnienia ustawy Wojskowa Akademia Medyczna. Głównym problemem jest jednak to, że kończący edukację niechętnie idą do wojska. Dlaczego?
Jak czytamy w raporcie Wojskowego Instytutu Medycznego–Państwowego Instytutu Badawczego, problemem są nie tylko niższe zarobki, ale także ograniczona możliwość rozwoju. Ambitny lekarz nie pójdzie do pracy w jednostce wojskowej, ponieważ ta często wiąże się z zatrzymaniem kariery naukowej. Dopóki praca w armii nadal będzie wiązać się z tymi ograniczeniami, to trudno oczekiwać, aby młodzi studenci wybierali Wojsko Polskie.
