Reklama

Oto nowy lider rynku chińskiego w motoryzacji. Wygląda jak Ferrari Purosangue z Temu

Reklama

Marka, która w Polsce kojarzy się z telefonami, tabletami i odkurzaczami, w Chinach właśnie umieściła swój nowy samochód na szczycie listy sprzedaży. Na rynku o takim poziomie konkurencji jest to wyczyn godny odnotowania.

xiaomi_yu7-4
Xiaomi YU7 (fot. Wheelsage.org)
  • Chińskie gusta są niezwykle zmienne. Tamtejsi klienci nie czują żadnego przywiązania i lojalności wobec marek.
  • Jeśli pojawia się coś nowego o atrakcyjnym wyglądzie, z miejsca wskakuje na podium.
  • Jednak przypadek elektrycznego Xiaomi YU7 jest szczególny ze względu na obłęd, jaki spowodował u potencjalnych nabywców. 

Reklama

Polacy nauczyli się już wymawiać nietypową nazwę Xiaomi i przeważnie wiedzą, że to X na początku brzmi jak polskie „ś”. Nie wiedzą jednak zwykle o tym, że portfolio tego chińskiego giganta nie kończy się na drobnej elektronice i gospodarstwie domowym.

Na razie mają w ofercie tylko dwa samochody, tj. sedana SU7 i coś-na-kształt-SUV-a YU7. Ten drugi właśnie został najpopularniejszym samochodem w Chinach. Jest oczywiście w pełni elektryczny, bo przecież mamy rok 2026...

Już pierwszy samochód Xiaomi był nieco szokujący

Xiaomi SU7. Fot. wheelsage.org


Reklama

Sedan SU7 ma atrakcyjną stylizację – niektórzy twierdzą, że lepszą niż Tesla, z którą rywalizuje, a przy tym jego mocniejsze wersje osiągają moce z gatunku „nikt nie potrzebuje tyle koni mechanicznych”. Już warianty standardowe okazały się problematyczne, ponieważ zawieszenie i hamulce nie nadążały za mocą, co skończyło się licznymi wypadkami na chińskich drogach, a 1500-konny wariant Ultra był tak niebezpieczny, że producent zdecydował się ograniczyć jego moc o 650 KM.


Reklama

Zresztą Ultra już wypadł z zakresu zainteresowań chińskich nabywców. Po krótkotrwałym momencie popularności na poziomie sprzedaży 2-3 tys. aut miesięcznie, obecnie sprzedaje się kilkadziesiąt aut. Cała uwaga została skupiona na nowym megaprzeboju: YU7.

W trzy minuty zamówili 200 tys. samochodów

Chińskie serwery muszą być niesamowicie odporne na duży ruch, skoro są w stanie obsłużyć 70 tys. zamówień w minutę. Oczywiście zamówienia nie mają przełożenia wprost na produkcję, ale rzeczywiście – wytwarzanie i dostarczanie YU7 do klientów ruszyło z kopyta.

W styczniu 2026 marka Xiaomi sprzedała o 70 proc. więcej aut niż w styczniu 2025 r., co pozwoliło jej trafić na dwunaste miejsce rankingu najpopularniejszych marek w Chinach. Prawda jest jednak taka, że praktycznie za sto procent tego sukcesu odpowiada model YU7, który w samym styczniu trafił do prawie 38 tys. klientów. 


Reklama

Wnętrze Xiaomi YU7. Fot. Guangcai Auto


Reklama

Cóż to za pojazd i czemu Chińczycy go tak pożądają?

Obawiam się, że jego wygląd odpowiada za lwią część sukcesu, bo reszta nie jest jakoś specjalnie przełomowa. Zaprojektowano go tak, aby łączył linię auta sportowego z charakterem SUV-a, a przy okazji nie sposób przeoczyć w nim nawiązania do linii Ferrari Purosangue, pierwszego czterodrzwiowego auta włoskiej marki. Złośliwi powiedzą, że to Ferrari Purosangue z Temu i można im trochę przyznać rację.

YU7 jest ogromne – ma 5 m długości, 3 m rozstawu osi, a masa przekracza 2 tony. Występują trzy wersje, tj. zwykła, Pro i Max. Można wybrać, czy chcemy napęd na tył, czy na cztery koła, można też wziąć baterię bardzo dużą (96 kWh) albo jeszcze większą (prawie 102 kWh), przy czym są to dwa różne rodzaje baterii – NMC, czyli niklowo-manganowo-kobaltowe lub LFP, czyli litowo-fosforanowe.

Dla codziennego użytkownika nowego auta nie ma różnicy, przecież i tak wszystko jest na gwarancji. Moc – od 320 do 690 KM, ale są to chińskie konie mechaniczne, liczone niezwykle hojnie, niekoniecznie w zgodzie z realną mocą. Wersja z bardzo dużym akumulatorem podobno przejeżdża do 835 km bez ładowania, ale to znowu chińska norma, również mało realistyczna. Można raczej liczyć na zasięgi rzędu 500-600 km, a to i tak bardzo dużo jak na auto elektryczne. 


Reklama

Xiaomi YU7. Fot. wheelsage.org


Reklama

Może to zdawać się dziwne: marka bez renomy wbija na pierwsze miejsce

W Chinach to zupełnie normalne. Coś jest świeże i wygląda inaczej niż produkty konkurencji – ludzie to kupują. Z drugiej strony lista bestsellerów stycznia pokazuje, że chińskie marki w Chinach tracą trochę impet i muszą mocno stawiać na eksport (który zresztą znacząco rośnie w ostatnich miesiącach).

W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych producentów samochodów w Chinach znajdujemy sześć marek nie-chińskich, tj. Volkswagena, Toyotę, Audi, BMW, Hondę i Nissana. Xiaomi na razie, mimo rewelacyjnych wyników sprzedaży, nie zdaje się planować ekspansji poza Chiny. W Europie chińskich marek już teraz jest za dużo, a coś na kształt elektrycznej kopii Ferrari mogłoby nie do końca przemówić do naszego gustu.


Reklama